– własne 😉 efekt niedzielnej rozmowy z Krzychem.
Wyrwałam się ostatnio z domu tylko z Łucją. Nie pamiętam kiedy byłyśmy tylko we dwie. Zawsze jest ktoś jeszcze. Bardzo jej się ta wyprawa spodobała. Szłyśmy za ręce, ona podskakiwała i opowiadała o tym, że musimy częściej tak robić. Musimy! Weszłyśmy do H&M-u i utknęłam przy wielkim regale z napisem 5PLN. Stoję i oglądam filcowe pierścionki, a ona do mnie: Mamo, chyba nie po to tu przyszłyśmy?
Z Diablim się zastanawialiśmy wczoraj jakie to one będą te nasze dziewczyny… Wygarnął mi, że przecież one są zupełnie różne! Więc mówię, że wiem! Bo wiem! W warunkach amerykańskich Łucja jest w grupie cheerleaderek, które idą środkiem korytarza, a Lila gotykową dziewczyną w obowiązkowej opasce na głowie, która coś mruczy do siebie wyciągając książkę z szafki :))) Różne, ale obie wspaniałe!
<><>
I postanowiłam zrobić landrynki z winogron. Krzycho przywiózł nam siatę ich winogron i postanowiłam je przetworzyć. Są ciemne, aromatyczne, ale większą część zajmuje skórka i pestki. Zagotowałam, przetarłam przez sitko do przecierów, ale nie wiem co dalej Może trochę odparuję? Spróbuję kawałek odlać i poeksperymentować… Masło? Kasza manna? Śmietanka?

Btw. wyjść pewnie nie wyjdzie, ale w całym domu pięknie pachnie! 😀
