- Halo, słucham?
- Cześć tatuś. A czemu mama nie odebrała?
- Bo układa pasjansa.
- Przecież on jej nigdy nie wychodzi!
- Może powinna sobie zaznaczyć karty?
- Albo zacząć grać w mahjongga 🙂 A na co ustawia?
- Chyba na pracę. Dam Ci ją, bo już przybiegła.
- Cześć mamuś! Na co ustawiasz?
- A tak się chciałam zrelaksować. Mów co u Was?
- U nas wszystko dobrze. Łucja powiedziała dziś, że jak Mieszko płacze to ona ma NUDNOŚCI.
- Skąd ona zna takie słowo?
- Nie wiem. Pewnie z przedszkola, bo ja przecież nigdy nie miewałam.
- A jak Lila?
- Też dobrze. Cały czas niby nie zna nikogo z grupy, ale jak się jej pytam, czy Patrycja jest bardzo niegrzeczna, to wie o kim mówię.
- Czyli już rozróżnia dzieci. A Mieszko?
- Do południa głównie śpi. Byliśmy na spacerze w bibliotece.
- Znowu? Nadrobisz zaległości książkowe z kilku lat!
- No… Na razie jestem na literze W. bo jest na regale najbliżej wyjścia, a tam stoi wózek 🙂
Pokonałam i prawie pokonałam:
1. Bilet w jedną stronę – Didier van Cauwelaert. Francuski cygan w Maroku. Wielki przekręt w poszukiwaniu nieistniejącej osady w Atlasie. Klimatem podobne trochę do Obcego Alberta Camusa. Chociaż tamto chyba działo się w Algierze. Bardzo przyjemna książka 🙂
2. Uzurpatorka – Jose Freches. To jest III-cia część cyklu „Jedwabna Cesarzowa” i nie da się tego czytać. Doszłam do połowy i stwierdziłam, że odpuszczam. Tak jak są osoby, które nie mogą czytać XIX wiecznej literatury rosyjskiej bo męczą je imiona i oczestwa (Irina Fiodorowna, Stepan Wasilewicz) tak ja nie mogę czytać o Świetlistym Punkcie, Nefrytowym Paznokciu Błogosławionego czy Szlachetnym Ośmiorakim Skupieniu Powagi. Imiona i nazwy zajmują połowę każdej linijki i w ogóle nie jestem w stanie się skupić na fabule.
<><>
Tryptyk z Miechem



