Pierwszą imprezą jaką robiłam był Sylwester. Miałam wtedy lekko ponad 20 lat i mieszkałam raczej na odludziu. Najbardziej ze wszystkiego bałam się, że nikt nie przyjdzie. Ja myślę o szczegółach i planuję całość, a nie stawi się nikt. Przyszło z 50 osób. No może 40. 🙂 I od tamtej pory wiem, że frekwencję będę mieć. I to bardzo dobrze. To najwspanialszy komplement dla gospodarza, jeśli może liczyć na gości.

Tym niemniej jednak, tej pierwszej imprezy Łucji – Halloween, trochę się obawiałam. Niepotrzebnie. Tu wygłoszę pean na moją cześć: Jestem wspaniała 🙂 Wszystko było idealnie. Zaproszenia wręczyłyśmy w piątek. Do ich ozdobienia użyłyśmy kupionych na Al. pomponików, piórek, „oczu” i naklejek. Wszystko w kolorach pomarańczowo-czarnych. I wierszyk był tematyczny w środku:
Duchy, zjawy i upiory,
Diabły, strzygi, inne zmory,
Dzisiaj ze swoich lochów wstają
i do Twoich drzwi pukają,
Jeśli nie chcesz ich się bać,
Musisz dziś się z nami śmiać!
Koleżanki się pojawiły, a ja dopilnowałam by innym mamuśkom zaparło dech. Były i gadżety dekoracyjne (większość z tego co było rok temu), były babeczki w halloweenowych papilotkach, były kruche ciasteczka w formie duchów (planowałam je pokryć lukrem, ale skończyło się na namalowaniu flamastrami jadalnymi oczu i buź) i były obrazki halloweenowe do kolorowania zawiązane pomarańczowym kordonkiem w taki rulonik. Punktem kulminacyjnym był jednak finał imprezy. Przypomniało mi się chwilę przed zakończeniem, że po naszym drugim ślubie zostały mi tekturowe pudełka na kawałki tortu dla gości. Wygrzebałam je z kufra z papierami świątecznymi i załadowałam każdemu gościu na wynos: cukierki, czekoladki, po babeczce, dwie serwetki (pomarańczowa i czarna), po kruchym duchu i po plastikowym pająku. Plus do ręki dwa rulony do pokolorowania. Dzieci płakały, że nie chcą wychodzić :)))

Żeby tak odcukrować to niektóre zabawy dziewczynek są nieprzewidywalne. Ale i tak najbardziej rozwaliła mnie Łucja, która pokazywała koleżankom KOLEKCJĘ GUZIKÓW MOJEJ MAMY i moją toaletkę (TU MOJA MAMA SIĘ MALUJE :)))


W nagrodę mam całkiem niewiele do sprzątania :)) No chyba, że w kuchni, ale coś mi zdaje, że przesunę to na jutro :))






















