
Byliśmy tydzień temu na tym średniowiecznym pikniku. Stragany z rękodziełem, pokazy życia dawnego i ten odpustowy chłam. Staliśmy z Diablim przy wisiorkach z runami Wikingów. A ten na co? A ten? Ja miałam na rękach Mieszka, było pełno ludzi i w którymś momencie po prostu się wycofałam rzucając Diablowi: To wybierz mi jakiś, byle nie był na płodność! 🙂 Lilka mnie trzymała za nogę, a Łucja krążyła w pobliżu. W końcu wydostaliśmy się z tego kramu z dwoma wisiorkami. Mój z runem pertho na szczęśliwe zbiegi okoliczności, Diabla z runem kenaz na kreatywność i miłość. Dzieci: Mieszko jest, Lila też… gdzie znowu jest Łucja?!!? I bieganie, szukanie i wściekanie się na siebie. Po pięciu? sześciu? minutach się znalazła. Chwilę wcześniej stała obok nas i buczała: Chcę pop-corn. Rzuciłam: Kotku, kupię jak znajdziemy. Za chwilę. Więc postanowiła wziąć sprawy we własne ręce i znaleźć sama. Co zresztą jej się udało.
Łucja często się gubi. Jak nie miała jeszcze dwóch lat zgubiła się na plaży. Znalazła w bałtyckim piasku kapsel i postanowiła znaleźć śmietnik. Pamiętam też jak zginęła nam w Ikei, bo poszła oglądać kwiaty i na Kurpiach, gdy znudziło ją wybieranie palm. Obiektywnie trzeba przyznać, że świetnie orientuje się w terenie (ma to po dziadku Krzychu) i że wyprawy wynikają z potrzeby samodzielności.
Cały tydzień układałam sobie w głowie jak jej wytłumaczyć, że nie może tak robić. Ogólnie to mi się podoba, że tak świetnie dziewczyny się czują na dużych zamkniętych przestrzeniach. Na lotniskach, w halach i salach. Poza tym bałam się zburzyć ten idylliczny świat, który gwarantuje beztroskie sny o królewnach i elfach. No, ale wczoraj zgubiła się znowu. Podjechaliśmy do takiego małego malla, gdzie w jednym sklepie chciałam jej kupić kilka bluzek. Przez lato urosła z 6 cm i wszystko ma za krótkie. Stoję więc przy regałach i wybieram. Trzy w cenie dwóch, czy dwie w cenie jednej? Dlaczego w ogóle nie ma na 110? Kręcę tym kółkiem i słyszę brzęczenie… Mamo, chciałam Ci coś pokazać… Łuczynko, za chwilę. Wybieram koszulki dla Ciebie. Dobra, mam dwie. Nie szukam więcej. Łukasz! Gdzie są dziewczyny? Nie z Tobą? I tradycyjna gonitwa po sklepie. Lila schowała się pod wieszakami z męskimi spodniami. Ale gdzie Łucja? Ostatni raz poszłam z nimi na zakupy! Może wyszła ze sklepu? I kiedy już poziom mojego nabuzowania osiąga kres, Łucja wyskakuje z przebieralni. A kuku!
Ryba nieźle napisała kiedyś, że klapsy udowadniają rodzicom porażkę.
Nic nie wyszło z przygotowywanej przez tydzień przemowy. Kucnęłam obok niej między tymi wieszakami i szybko i chaotycznie tłumaczyłam, że nie mogę jej chronić jak jej nie widzę, że jest malutka i że musi pilnować się mnie. Że jeszcze trochę i Mieszko będzie biegał, a ja wtedy pewnie będę biegła za nim, bo on jest jeszcze mniejszy i ona musi sama uważać. Wałkowałam to zresztą jeszcze przez później przez parę minut przed snem. Mam nadzieję, że wystarczyło.
