Magiczne słowo P….roszę

Krążyłam po domu zastanawiając się jaką prośbę słyszę najczęściej. Krążyłam, bo najczęściej krążę. Przekładam, odnoszę, znoszę, zanoszę. Czy było by to: mamo, otwórz mi to, czy: mogę prosić o herbatę? A może: przeczytaj lub znajdź? I w tym momencie usłyszałam: mamo, nie ma papieru! To ostatnie występuje również w wersji skróconej (PAPIER!).

Znałam kiedyś parę, która mieszkała z jej rodzicami. Mieli małego chłopca i było to całkiem wygodne, bo cały czas miał się kto nim zajmować. Schodziła im rolka papieru na dwa dni. Tak się kiedyś zgadaliśmy. Nie mogłam tego pojąć. Jak można zużyć rolkę w dwa dni?!? I mam nauczkę, żeby się nigdy niczemu nie dziwić. U nas też schodzi teraz (za główne winne uważam dziewczyny) ilość nie wiele mniejsza 🙂

<><>

Diabli leży z synkiem. Szepcze mu do ucha te męskie mądrości:

  • A wiesz co zrobić, żeby kobieta krzyczała jeszcze długo PO? Wytrzyj fujarkę w firankę!

I obaj się śmieją :))

Dzień prasowania

Mad man (s02e05). Pora kolacji. Tata i mąż wraca do domu. On parę dni wcześniej przyznał się jej, że ma za wysokie ciśnienie. Dzieci biegną do niego na wyścigi:

  • Tata! Tata!

Żona zagaduje:

  • Jak minął ci dzień?
  • Przetrwałem.

Chwilę później siada z rodziną do stołu. Coś co wygląda jak upieczony pasztet. Próbuje i pyta drugiej połowy:

  • Gdzie sól?

Spojrzenie. Więc pyta ją dalej:

  • Błagam, Bets. Bez soli?
  • Zobaczysz, przyzwyczaisz się.To dla twojego dobra.

Tym razem od spogląda na nią. Ona się uśmiecha i dodaje:

  • Co byśmy zrobili bez ciebie?

Na oko sześcioletnia córka się zainteresowała:

  • Czemu tata nie może mieć soli?
  • Ponieważ go kochamy.

Sześciesiąte. Pół wieku. Pewne rzeczy są całkowicie inne, ale TAK wiele zupełnie się nie zmieniło! Niżej to wyjście z klientem:

Lekcja wychowania (obu nas)

Byliśmy tydzień temu na tym średniowiecznym pikniku. Stragany z rękodziełem, pokazy życia dawnego i ten odpustowy chłam. Staliśmy z Diablim przy wisiorkach z runami Wikingów. A ten na co? A ten? Ja miałam na rękach Mieszka, było pełno ludzi i w którymś momencie po prostu się wycofałam rzucając Diablowi: To wybierz mi jakiś, byle nie był na płodność! 🙂 Lilka mnie trzymała za nogę, a Łucja krążyła w pobliżu. W końcu wydostaliśmy się z tego kramu z dwoma wisiorkami. Mój z runem pertho na szczęśliwe zbiegi okoliczności, Diabla z runem kenaz na kreatywność i miłość. Dzieci: Mieszko jest, Lila też… gdzie znowu jest Łucja?!!? I bieganie, szukanie i wściekanie się na siebie. Po pięciu? sześciu? minutach się znalazła. Chwilę wcześniej  stała obok nas i buczała: Chcę pop-corn. Rzuciłam: Kotku, kupię jak znajdziemy. Za chwilę. Więc postanowiła wziąć sprawy we własne ręce i znaleźć sama. Co zresztą jej się udało.

Łucja często się gubi. Jak nie miała jeszcze dwóch lat zgubiła się na plaży. Znalazła w bałtyckim piasku kapsel i postanowiła znaleźć śmietnik. Pamiętam też jak zginęła nam w Ikei, bo poszła oglądać kwiaty i na Kurpiach, gdy znudziło ją wybieranie palm. Obiektywnie trzeba przyznać, że świetnie orientuje się w terenie (ma to po dziadku Krzychu) i że wyprawy wynikają z potrzeby samodzielności.

Cały tydzień układałam sobie w głowie jak jej wytłumaczyć, że nie może tak robić. Ogólnie to mi się podoba, że tak świetnie dziewczyny się czują na dużych zamkniętych przestrzeniach. Na lotniskach, w halach i salach. Poza tym bałam się zburzyć ten idylliczny świat, który gwarantuje beztroskie sny o królewnach i elfach. No, ale wczoraj zgubiła się znowu. Podjechaliśmy do takiego małego malla, gdzie w jednym sklepie chciałam jej kupić kilka bluzek. Przez lato urosła z 6 cm i wszystko ma za krótkie. Stoję więc przy regałach i wybieram. Trzy w cenie dwóch, czy dwie w cenie jednej? Dlaczego w ogóle nie ma na 110? Kręcę tym kółkiem i słyszę brzęczenie… Mamo, chciałam Ci coś pokazać… Łuczynko, za chwilę. Wybieram koszulki dla Ciebie. Dobra, mam dwie. Nie szukam więcej. Łukasz! Gdzie są dziewczyny? Nie z Tobą? I tradycyjna gonitwa po sklepie. Lila schowała się pod wieszakami z męskimi spodniami. Ale gdzie Łucja? Ostatni raz poszłam z nimi na zakupy! Może wyszła ze sklepu? I kiedy już poziom mojego nabuzowania osiąga kres, Łucja wyskakuje z przebieralni. A kuku!

Ryba nieźle napisała kiedyś, że klapsy udowadniają rodzicom porażkę.

Nic nie wyszło z przygotowywanej przez tydzień przemowy. Kucnęłam obok niej między tymi wieszakami i szybko i chaotycznie tłumaczyłam, że nie mogę jej chronić jak jej nie widzę, że jest malutka i że musi pilnować się mnie. Że jeszcze trochę i Mieszko będzie biegał, a ja wtedy pewnie będę biegła za nim, bo on jest jeszcze mniejszy i ona musi sama uważać. Wałkowałam to zresztą jeszcze przez później przez parę minut przed snem. Mam nadzieję, że wystarczyło.

Brunetki pożeram na kolację

Bo na śniadanie i tak ląduję w ramionach blondynek…

Na samym górze forum styczniówek jest topik dla mam chłopców. Czy Wasi też tak mają? Ano mają. Wszyscy młodzi mężczyźni odkrywają w tym wieku własny interes i wykorzystują każdą okazję by się im pobawić. Zdjęta pielucha? Super! Można GO złapać! I tak już będą mieli całe życie 🙂 Druga rozwojowa faza to rozbebeszanie pudełek i skrzynek. Łucja na tym etapie opróżniała szufladę z kasetami dziadka. A trzecia to rozwalanie konstrukcji z klocków (to była specjalizacja Lili). Pojmane w pudle klocki są POŻERANE. Wszystkimi CZTEREMA (dolnymi) zębami! Btw. w tle dolnej foty Lila, która chwilę wcześniej czytała mu Pan kotek był chory. „I będziesz jeść jabłuszka, kleiczek i wodę”. 😀

Ci z czterdziestych

Super niania (btw.co za wspaniały przykład osoby, która przez udział w jednej reklamie straciła cały autorytet) zawsze podkreślała, że dziecko powinno mieć zapalone światło na noc. Że nie rozumie uporu rodziców z gaszeniem. A ja/ Diabli zresztą też/ upieram się, że przy zgaszonym szybciej zasypiają. Pamiętam z dzieciństwa jak przeraziło mnie porzucone na krześle ubranie. Leżałam i czekałam, aż się zrobi zupełnie jasno, żeby to odkryć. Ale winny był półmrok.  Mała lampka nocna nadaje przedmiotom kształty i cienie oraz stymuluje do siostrzanych pogawędek.

Krzycho uważa, że dzieci powinny mieć światło. Że pamięta,  że on bał się ciemności i nie wolno dzieci tak zostawiać :)) Mamy więc półśrodek. Raz dzięki dziadkowi mają lampkę przed snem, raz nie 😉

Skoro już przy Krzychu, dostałam od niego serial, który uczyniłam moim serialem do prasowania i który strasznie mnie ostatnio wciągnął. Mad Man. Rzecz się dzieje w latach ’60 na Madison Avenue w agencji reklamowej. Branża dopiero rusza, copywriterów traktuje się jak szaleńców i ludzi wykonujących śmieszną i niepoważną pracę. Kobiety są piękne i staranne, mężczyźni są męscy i tajemniczy, do sekretarek mówi się kotku a palenie papierosów jest powszechne jak picie kawy. Bohaterowie budzą się rano z kaszlem i nikt nie łączy tego z nikotyną, niewidzialna czarnoskóra służba sprząta, zajmuje się dziećmi i gotuje. Murzyni są drugą klasą, a właściwie to trzecią, bo drugą są kobiety… Początkowo drażniły mnie przeskoki w akcji (była w ciąży i już rodzi?) oraz spłycenie ról kobiecych, ale w drugim sezonie panie robią się aż nadto skomplikowane.  Oprócz foty (up) wklejam Wam trailera pierwszego sezonu (cztery są ;))

Gdyby nie ten wiatr było by idealnie

Od paru lat, gdy nie wisi nade mną widmo czy wspomnienie szkoły zaczynam lubić jesień. Jest kolorowo, dziś znalazłam dwa błyszczące kasztany a jabłka są soczyste. Temperatura jest komfortowa, słońce nie nagrzewa Ci auta i nawet jak gdzieś podbiegasz to się nie zmachasz. Może w przyszłym roku, gdy zacznę za Łucję odrabiać ślaczki i zadania domowe przestanie mi się znowu podobać, ale na razie lubię jesień. Latem jest mi za gorąco. Matki są ciepłe. Być może natura specjalnie tak wymyśliła, żebyśmy podnosząc czy przytulając dziecko miały zawsze ciepłe ręce? Ale efekt uboczny jest taki, że jestem notorycznie spocona. Więc zewnętrzne ochłodzenie jest mile pożądane.

Droga do przedszkola. Dziewczyny mają samochodowe zestawy bloków i flamastrów, wiec nawet na tym krótkim odcinku powstaje jakieś DZIEŁO.

  • Mamo, namaluję Twoją pracę.
  • Ale to już nie jest moja praca Łuczynko.
  • Dlaczego nie?
  • Bo już tam nie pracuję.
  • Ale dlaczego?
  • Bo… Czasem jesteś potrzebny, a czasem przestajesz być potrzebny.
  • A lubiłaś swoją pracę?
  • Lubiłam. Ale się nie przejmuj. Będę miała nową.
  • Ale nie może być za daleko!
  • Nie będzie. Znajdę taką samą. Tak, żeby tylko przez jeden dzień mnie nie było.
  • Tęsknisz za swoją starą pracą?
  • Czasem tęsknię.
  • To ja namaluję jak całą rodziną wchodzimy do Twojej pracy!
  • Cudownie :)))

gender znaczy płeć

Jest teraz taka moda, żeby nie-upłciawiać zabawkami dzieci. Napewno nie ja jedna znam dziewczynki, które bawią się autami i samolotami. A wczoraj rozmawiałam z mamą trzech chłopców, którzy dostali wózek dla lalek. Mieszko najbardziej lubi Barbi. Śmiejemy się, że on chyba uważa, że to mali ludzie, ale zdecydowanie wydają mu się ciekawsze niż auta 🙂

Po przedszkolu rozmawiam z Łucją:

  • A co dzisiaj robiłaś?
  • Byłam na placu zabaw i mieliśmy angielski.
  • Z tą nową panią?
  • Tak. Wolałam tamtą. Ale mamo, wiesz co potrafię powiedzieć?
  • Słucham?
  • I’m Łucja. To znaczy, jestem Łucja. Tata musi powiedzieć: I’m Łukasz. A Ty: I’m Justyna!
  • Ojej! Jak ślicznie mówisz!

I korzystając z tego, że wiem, że była pani od angielskiego, zagaduję do Lili:

  • Lilu, a Ty miałaś dziś angielski?
  • Yyyyyy..yyyy… Chyba tak 🙂

Jak zwalczyć muszki owocówki?

  • Justyna! Co te q.wy- szmaty robią w naszym domu!!?!??
  • Łukasz, czy Ty musisz TAKICH słów używać przy dzieciach?
  • To jak mam mówić? Prostytutki-flanelki?!??

Mowa oczywiście o owocówkach. Rozplenionych zresztą przez Diabla, który przed Francuskim wyjazdem zostawił na wierzchu trzy śliwki… Dobrą wiadomość dla walczących z tą plagą jest napewno długość życia szarańczy (8 dni), a złą, że skubaństwo jest strasznie płodne. Podstawą zwalczania są mega porządki i brak świeżych owoców na zewnątrz. Owoce włożyłam do szczelnych pojemników, ale porządki znoszę źle… Ach, piękne czasy kiedy była Luda, która podczas jednego dnia zabijała to świństwo…

Zapuściłam do zlewu kreta, bo z pewnością były tam jakieś „pożywne” resztki i rozstawiłam na noc pułapki. Pułapki zrobiłam różne. Były kieliszki z winem, ale nie mieliśmy idealnego (białe/słodkie) więc ilość zabitych nie powaliła. Btw. wino w kubku jest dużo mniej skuteczne niż wino w butelce.

Nie miałam też octu jabłkowego, więc zrobiłam własną miksturę. Zauważyłam, że obsiadają porzucone w  misce ciasto do pizzy, więc rozrobiłam drożdże z cukrem i wodą. Nalałam to do szklanki i przykryłam folią. W folii porobiłam dziurki. I to było najskuteczniejsze. Dziś rzezi ciąg dalszy… 🙂

Dziś odbiór o… 15 stej

Gdy Łucja poszła do przedszkola, placówka dopiero ruszała. Wszystko było nowe, ale wielu rzeczy nie było. Nie było np.leżaczków, więc dzieciaki nie leżakowały. Jeśli któreś zasnęło panie przekładały je na materace pod ścianę i przykrywały kocykiem. Nie miało to dla nas większego znaczenia bo i tak cały pierwszy rok odbieraliśmy ją zaraz po obiedzie.

W tym roku maluchy mają leżaczki i leżakowanie. Leżaczki są niebieskie, Lila ma własny różowy kocyk i poduszkę z osiołkiem. Dzieciaki są kładzione na nich zaraz po 13-stej a co lepsze: na ogół wszystkie zasypiają. I bardzo mi się to podoba. Lila potrzebuje dużo snu, a jak ją odbieram przed leżakowaniem to Łucja już jej w domu nie pozwoli zasnąć, więc padają razem o 19:30. I jakoś tak mi się zdaje, że to za mało dla Lili. Zobaczymy jak to dziś będzie jak po nie pojadę! 🙂

Ostatni dzień w klapkach

Auto-pogawędka w drodze na jarmark średniowieczny… Diabli:

  • Cały czas podoba mi się ta Kia Sportage.
  • Ładna. Ale wiesz, ostatnio widziałam niezłe auto. Dacię Pick-up-a.

  • To Logan jest.
  • Zgadza się. Logan. Jest super! Taki amerykański wóz jak Sama Merlotta.
  • Ona ma tylko dwa siedzenia i od razu paka.
  • Dokładnie! A najlepsze, że tak sobie jechałam i myślałam jakie auto pasować będzie do Miecha. No i tak doszłam do wniosku, że sportowe to nie, bo to dla g…niarzy, jeepy są dla poważnych gości, no i stanął obok mnie ten typ pick-upem. To jest idealne auto dla naszego syna!
  • Do Łucji pasuje Fiat 500. Ona będzie takim romantykiem i do niej będę pasować klimatyczne rzeczy.
  • A do Lililany?
  • Może Mini Morris?
  • A nie Alfa Romeo?
  • O tak! Do Liliany Alfa! Ona będzie taka laseczka w super aucie.
  • Widzisz też Łucję na Vespie? Widziałam ostatnio super kaski. Francuskie. Takie ekskluzywne, że na ich stronie nawet nie można dodać fejsbukowego lubię to.
  • Nie można?
  • Nie. Wyobraź sobie, że nie.
  • Dziwne :))