Dużej gimnastyki umysłu wymaga orientacja we wszystkich otaczających mnie wątkach… Pomijając te bieżące (realne) związane z połapaniem się w imionach i zależnościach przedszkolnych i pracowych, mam też kilka fikcyjnych związanych z szeroko pojętą kulturą. Przeplatają się ze sobą przez cały dzień. Jedne odświeżam przy karmieniu, inne przy prasowaniu, jeszcze inne podczas jazdy samochodem z i do przedszkola, albo przy wieczorach filmowych na dobranoc.
1. Wątek książkowy. Korzystając z bogatych zasobów książkowych naszej gminnej biblioteki pochłonęłam pierwszego Murakamiego i jakąś włoską sagę. Jeśli chodzi o tego pierwszego to mnie rozczarował. Może i „Po zmierzchu”, jest jakimś słabszym tytułem, ale przypominał mi japońską sztukę. Niezrozumiałą, pełną symboli i niepotrzebnego spowolnienia. Włoska saga to książka Marioliny Venezii „Jestem tu od wieków”, która poza ostatnimi 40 stronami nie posiada akcji a spis niemalże genealogiczny. Jeśli to jest mega hit literatury włoskiej to narazie po kolejne pozycje stamtąd nie sięgam.
2. Wątek audiobookowy. Obecnie to zapożyczone od brata „Morderstwo w Orient Expressie”. Idzie mi wolno, bo na codzień niewiele jeżdżę. Znają chyba wszyscy.
3. Wątek samodzielnego oglądania, czyli cały czas Mad Man. Ostatnie moje ulubione teksty to: Nikt nie traci pieniędzy na bilet lotniczy dla żony, oraz Moje rajstopy kosztują więcej niż Twój dywan. Mowa oczywiście o ’60-tych i nylony mogły rzeczywiście tyle kosztować!
4. Wątek seansów z mężem czyli obecnie 4-ty sezon Breaking Bad. Rozkręcało się długo, ale począwszy od piątego odcinka jest nieźle. Chociaż irytują mnie nieścisłości. Jest małe dziecko i ono istnieje w życiu bohaterów tylko w momentach przenoszenia go z auta. Nie da się tak przecież! 🙂
I Jane Holloway – moja ulubiona bohaterka z Mad Mana. Jest ruda, seksowna, ma biust, biodra i jest dopięta na ostatni guzik. A jak idzie albo coś mówi… to mężczyznom wrze krew… :))

