Poniedziałek to taki dzień, kiedy wchodzimy do przedszkola obładowane. Zanosimy świeże ręczniczki, czysty strój na gimnastykę, nakrętki z butelek (bo pani Karolinka jak co roku rozpoczęła akcję zbierania), zapasowy strój do szafki Lili i czasem jakiś papier do księgowości (typu dowód wpłaty za zajęcia dodatkowe). Lubię więc dzień wcześniej włożyć to do auta. W ten sposób jest szansa niczego nie zapomnieć. Dziś ten zestaw był poszerzony o koszyk z kasztanami, które Łucja chciała dać koleżankom. Odwagi zabrakło przed wejściem do sali, ale zauważyła nas akurat pani Marlenka, która wykrzyknęła: O, kasztany! Wspaniale! 🙂
Czeka nas niedługo zebranie oko w oko z wychowawczynią Łucji. Jako zerówkowicz, będzie miała testy. Teraz i w kwietniu. I wyniki będą omawiane indywidualnych spotkaniach. Mieliśmy w domu podręcznik kwalifikujący dziecko do 1-szej klasy, bo musieliśmy wypełnić ankietę na ostatnich stronach i przejrzałam całość. Trudna. Wiele ćwiczeń się powtarza z tego co jest w książeczkach dla maluchów, ale są trudne. Poza tym jest coś co mnie niepokoi. Jak byliśmy z Łucją u okulisty rok temu, to lekarz powiedziała nam, że pięciolatek widzi lustrzane odbicia (i jest co całkowicie normalne) i nie wiem czy jej to poprawiać czy nie? Jeśli ma ćwiczenie z dzieleniem na sylaby i ma znaleźć sylaby składające się na słowo auto (au-to) to wybiera odwrotne (ua-ot). Liczę na to, że ktoś kto układał te testy wie o tym

