Zimny jesienny łokieć

Co by nie mówić o wadach ogólnej wiedzy medyczno-zdrowotnej (że się sami leczymy, że wiemy lepiej, że podważamy zdanie specjalistów) i pojawianiu się tendencji żywieniowych mają one dużo zalet. Zapytałam Lutkę czy ma gdzieś moją książeczkę zdrowia. Bo pamiętam, że byłam chuda, że był to mój wielki problem oraz że regularnie to lekarze i higienistki podkreślały. Do tego stopnia, że uważałam to nawet za moją ułomność.  Książeczki oczywiście nie ma, ale Lutka twierdzi, że budową ciała przypominałam Lilę. A Lili nikt tego nie wypomina. Owszem na bilansach rocznych lekarze konstatują fakt, że jest SZCZUPŁA. I tyle. Albo karmienie naturalne. Jest takie logiczne i tak upraszcza sprawę! Marudzi, przytulasz, uspokajasz i śpi. Bo Lutka przyznała mi się, że mojego brata nie karmiła długo. Był wcześniakiem, był niedogrzany, dużo płakał więc lekarz spojrzała na Lutkę i burknęła: Zły ma pani pokarm i mamuśka wprowadziła mu butlę. A wtedy dopiero zaczęły się jazdy. Mały tak zobrzydził rodzicom opiekę nad dzieckiem, że do dzisiaj wspominają ten okres jako jeden z najtrudniejszych.

<><>

Lubię jesienne światło. Przedstawiam Wam cykl: mistrz zimnego łokcia 😉

I jako bonus Madam de Lavallière, czyli Królowa Kokardy 😀