Ci z czterdziestych

Super niania (btw.co za wspaniały przykład osoby, która przez udział w jednej reklamie straciła cały autorytet) zawsze podkreślała, że dziecko powinno mieć zapalone światło na noc. Że nie rozumie uporu rodziców z gaszeniem. A ja/ Diabli zresztą też/ upieram się, że przy zgaszonym szybciej zasypiają. Pamiętam z dzieciństwa jak przeraziło mnie porzucone na krześle ubranie. Leżałam i czekałam, aż się zrobi zupełnie jasno, żeby to odkryć. Ale winny był półmrok.  Mała lampka nocna nadaje przedmiotom kształty i cienie oraz stymuluje do siostrzanych pogawędek.

Krzycho uważa, że dzieci powinny mieć światło. Że pamięta,  że on bał się ciemności i nie wolno dzieci tak zostawiać :)) Mamy więc półśrodek. Raz dzięki dziadkowi mają lampkę przed snem, raz nie 😉

Skoro już przy Krzychu, dostałam od niego serial, który uczyniłam moim serialem do prasowania i który strasznie mnie ostatnio wciągnął. Mad Man. Rzecz się dzieje w latach ’60 na Madison Avenue w agencji reklamowej. Branża dopiero rusza, copywriterów traktuje się jak szaleńców i ludzi wykonujących śmieszną i niepoważną pracę. Kobiety są piękne i staranne, mężczyźni są męscy i tajemniczy, do sekretarek mówi się kotku a palenie papierosów jest powszechne jak picie kawy. Bohaterowie budzą się rano z kaszlem i nikt nie łączy tego z nikotyną, niewidzialna czarnoskóra służba sprząta, zajmuje się dziećmi i gotuje. Murzyni są drugą klasą, a właściwie to trzecią, bo drugą są kobiety… Początkowo drażniły mnie przeskoki w akcji (była w ciąży i już rodzi?) oraz spłycenie ról kobiecych, ale w drugim sezonie panie robią się aż nadto skomplikowane.  Oprócz foty (up) wklejam Wam trailera pierwszego sezonu (cztery są ;))