Gdyby nie ten wiatr było by idealnie

Od paru lat, gdy nie wisi nade mną widmo czy wspomnienie szkoły zaczynam lubić jesień. Jest kolorowo, dziś znalazłam dwa błyszczące kasztany a jabłka są soczyste. Temperatura jest komfortowa, słońce nie nagrzewa Ci auta i nawet jak gdzieś podbiegasz to się nie zmachasz. Może w przyszłym roku, gdy zacznę za Łucję odrabiać ślaczki i zadania domowe przestanie mi się znowu podobać, ale na razie lubię jesień. Latem jest mi za gorąco. Matki są ciepłe. Być może natura specjalnie tak wymyśliła, żebyśmy podnosząc czy przytulając dziecko miały zawsze ciepłe ręce? Ale efekt uboczny jest taki, że jestem notorycznie spocona. Więc zewnętrzne ochłodzenie jest mile pożądane.

Droga do przedszkola. Dziewczyny mają samochodowe zestawy bloków i flamastrów, wiec nawet na tym krótkim odcinku powstaje jakieś DZIEŁO.

  • Mamo, namaluję Twoją pracę.
  • Ale to już nie jest moja praca Łuczynko.
  • Dlaczego nie?
  • Bo już tam nie pracuję.
  • Ale dlaczego?
  • Bo… Czasem jesteś potrzebny, a czasem przestajesz być potrzebny.
  • A lubiłaś swoją pracę?
  • Lubiłam. Ale się nie przejmuj. Będę miała nową.
  • Ale nie może być za daleko!
  • Nie będzie. Znajdę taką samą. Tak, żeby tylko przez jeden dzień mnie nie było.
  • Tęsknisz za swoją starą pracą?
  • Czasem tęsknię.
  • To ja namaluję jak całą rodziną wchodzimy do Twojej pracy!
  • Cudownie :)))