Big in Japan

Pojechałam do supermarketu uzupełnić przedszkolną wyprawkę, ale okazało się, że Witaj Szkoło już zlikwidowali zastępując go Festiwalem Makaronów :/ A ja jeszcze bloki i pędzelki miałam dokupić… Wybierać z tych marnych resztek? Zadzwoniłam więc do babci Luci, żeby dowiozła z Tesco. Ponadto z rynku mają przywieźć żółte ziemniaki, rewelacyjną marchew, którą ostatnio u nich kupiłam, a okazało się być idealna do zupek Miecha (czy wierzycie, że gotowana marchew może mieć SMAK?), no i orzechy 🙂 Za parę godzin, razem z dziadkiem „Bo z dziadkiem jest najlepsza zabawa na świecie” będą u nas.

Do tego czasu idziemy na szybki spacer, potem jadą z tatinem na basen, a ja biorę się za jakiś obiad (weno przybywaj!). Ach no i zanim przeschną mi włosy przerabiam małą lekcję anatomii  na instalacjach Jasona Freeny :)) Naprawdę, mamo, Hello Kitty tak w środku wygląda? Btw. czy wiecie, że Łucja chce jechać do Japonii, żeby się z Hello Kitty spotkać osobiście? Ja marzyłam o Hong Kongu, bo wszystkie ładne zabawki miały to na brzuchu napisane, a ona o Japonii :))