Subtelna różnica między menu, a jadłospisem

By nie zapeszyć, ale wygląda na to, że Diabli miał rację, iż proces adaptacyjny Lili w przedszkolu przebiegnie łagodniej niż u Łucji. W niedzielę zafascynowały ją przybory przedszkolne (bibliofilskie geny dziadka Krzycha?) oraz worek z kocykiem i poduszką. Siedziałam z nimi i podpisywałam oglądając każdy przedmiot z osobna. Papier kolorowy do origigami (?), bloki, farbki, kredki, bibuły, fartuszki i plasteliny. Wyprawka Lili jest dużo większa niż Łucji, bo Łucji coś tam zostało z lat poprzednich, a Lili szafka jest pusta. Rano jest trochę marudzenia, ale bez łez. A wczoraj jak po nie pojechałam, usłyszałam magiczne: Czemu tak prędko? Na co odpowiedziałam,  że w tym tygodniu będę je odbierać po obiedzie i dopiero od przyszłego zostaną do podwieczorku. Przy okazji okazało się, że panny nie znają słowa jadłospis, zato znają słowo menu. Jak to słusznie skomentował wujek Marcin, nic tylko czekać, aż będę mówiły co zjadły na lunch w przedszkolu :))

Chociaż w gruncie rzeczy jakby się zastanowić to różnica między jadłospisem a menu jest niewielka. W menu wybierasz, a w jadłospisie jesz to co dają. No i one zdecydowanie wybierają. Ziemniaki z zupy zjadłam. Albo: kaszkę z drugiego dania. Dobre i to 🙂