Lewitowanie

Jeszcze niedawno było o „latających” dzieciach, a oto mamy kolejny latający fenomen. Tym razem autorka jest z Japonii. Wiem, jeszcze wczoraj pisałam, że japońska sztuka jest nieprzyswajalna, ale ten nurt jest genialny. Natsumi Hayashi mieszka w Tokyo, ma dwa koty i jedyny jej przyrząd to statyw do Canona. Ustawia aparat, włącza timer, biegnie i podskakuje. Powtarza ujęcie tak długo, aż uzyska wrażenie lewitowania. Nie używa fotoshopa, ani żadnych linek. Zdjęcia są absolutnie nierealne.

Na jej profilu na fejsie, masa osób wkleja swoje lewitujące zdjęcia. Z Australii, Europy, no i Azji. Liczba naśladowców rośnie lawinowo :)) Marzą mi się takie zdjęcia, ale nie wiem czy uda mi się dziewczyny tak nakręcić do idei…  W podobny sposób fotografują już zresztą zawodowcy. Niesamowite są np. foty Anki Zhuravlowej. Ale tu zakładam już używane są linki, podnośniki i programy graficzne.

Wielowątkowość

Dużej gimnastyki umysłu wymaga orientacja we wszystkich otaczających mnie wątkach… Pomijając te bieżące (realne) związane z połapaniem się w imionach i zależnościach przedszkolnych i pracowych, mam też kilka fikcyjnych związanych z szeroko pojętą kulturą. Przeplatają się ze sobą przez cały dzień. Jedne odświeżam przy karmieniu, inne przy prasowaniu, jeszcze inne podczas jazdy samochodem z i do przedszkola, albo przy wieczorach filmowych na dobranoc.

1. Wątek książkowy. Korzystając z bogatych zasobów książkowych naszej gminnej biblioteki pochłonęłam pierwszego Murakamiego i jakąś włoską sagę. Jeśli chodzi o tego pierwszego to mnie rozczarował. Może i „Po zmierzchu”, jest jakimś słabszym tytułem, ale przypominał mi japońską sztukę. Niezrozumiałą, pełną symboli i niepotrzebnego spowolnienia. Włoska saga to książka Marioliny Venezii „Jestem tu od wieków”, która poza ostatnimi 40 stronami nie posiada akcji a spis niemalże genealogiczny. Jeśli to jest mega hit literatury włoskiej to narazie po kolejne pozycje stamtąd nie sięgam.

2. Wątek audiobookowy. Obecnie to zapożyczone od brata „Morderstwo w Orient Expressie”. Idzie mi wolno, bo na codzień niewiele jeżdżę. Znają chyba wszyscy.

3. Wątek samodzielnego oglądania, czyli cały czas Mad Man. Ostatnie moje ulubione teksty to: Nikt nie traci pieniędzy na bilet lotniczy dla żony, oraz Moje rajstopy kosztują więcej niż Twój dywan. Mowa oczywiście o ’60-tych i nylony mogły rzeczywiście tyle kosztować!

4. Wątek seansów z mężem czyli obecnie 4-ty sezon Breaking Bad. Rozkręcało się długo, ale począwszy od piątego odcinka jest nieźle. Chociaż irytują mnie nieścisłości. Jest małe dziecko i ono istnieje w życiu bohaterów tylko w momentach przenoszenia go z auta. Nie da się tak przecież! 🙂

I Jane Holloway – moja ulubiona bohaterka z Mad Mana. Jest ruda, seksowna, ma biust, biodra i jest dopięta na ostatni guzik. A jak idzie albo coś mówi… to mężczyznom wrze krew… :))

Rotacje na półkach

Jeden pediatra, za czasów bodajże jeszcze małej Łuczyny, powiedział nam, że dziecko nie ma szans zmienić grupy centylowej w drugim roku życia. Że wysiłek związany z pełzaniem, chodzeniem i bieganiem jest początkowo tak duży, że dzieci prawie wogóle nie przybierają. Dochodzi do tego cała masa nowych pokarmów, które żołądek musi się nauczyć przetwarzać. I Lila i Łucja w drugim roku życia przybrały zaledwie 1,5 kg. Cieszy mnie więc tym bardziej, że Miecho jest minimalnie wyżej w siatce :))

Okazała się natomiast, że jego spodenki (te na 6-9 miesięcy) są idealne na Lilę :/ Nie w długości, a w pasie i w pupie 🙂  Mało tego, Lila wygląda w nich świetnie… Długość do kolan i  3/4 jest idealna do takich chudych nóżek. Przerzuciłam więc je na półkę Lili i będzie miała na gimnastykę. Te późniejsze (9-12) to natomiast idealne bermudy na jesień (foto niżej). Najgorzej więc w tych roszadach wymiennych wychodzi Łucja, bo ona co najwyżej przejmuje jakąś awansem kupioną dla Lili bluzę 😀

  • Łuczku, co robiliście w przedszkolu?
  • Opowiadaliśmy, gdzie kto mieszka.
  • I gdzie Ty mieszkasz?
  • Na wsi.
  • Tak powiedziałaś?
  • Tak. Bo mamy obok koguta. :))

Jabłkowy deszcz

Miałam na studiach dwóch kolegów. Właściwie znajomych. Jeden był piękny, blond i skomplikowany, drugi był mały, rudy i w skomplikowanym związku. Byli nierozłączni. Kiedyś siedzieli w bufecie i blondas coś chciał sprawdzić w kalendarzu tego drugiego. I wynikła taka mini szamotanina. W końcu wyrwał od kolegi jego notes i mówi:

  • Oj Rosiu, nie bądź śmieszny. Kogo interesują te krzyżyki, które tu sobie pozaznaczałeś.

Tak mi się jakoś dziś ta historia przypomniała 🙂

<><>

Drzewo z deszczem jabłek. Zdjęcia jeszcze od dziadków. Dziewczyny (głównie Łucja) łapały gałęzie i potrząsały nimi uciekając przed spadającymi owocami. :))

RR – rozterki rodzica

Poniedziałek to taki dzień, kiedy wchodzimy do przedszkola obładowane. Zanosimy świeże ręczniczki, czysty strój na gimnastykę, nakrętki z butelek (bo pani Karolinka jak co roku rozpoczęła akcję zbierania), zapasowy strój do szafki Lili i czasem jakiś papier do księgowości (typu dowód wpłaty za zajęcia dodatkowe). Lubię więc dzień wcześniej włożyć to do auta. W ten sposób jest szansa niczego nie zapomnieć. Dziś ten zestaw był poszerzony o koszyk z kasztanami, które Łucja chciała dać koleżankom. Odwagi zabrakło przed wejściem do sali, ale zauważyła nas akurat pani Marlenka, która wykrzyknęła: O, kasztany! Wspaniale! 🙂

Czeka nas niedługo zebranie oko w oko z wychowawczynią Łucji. Jako zerówkowicz, będzie miała testy. Teraz i w kwietniu. I wyniki będą omawiane indywidualnych spotkaniach. Mieliśmy w domu podręcznik kwalifikujący dziecko do 1-szej klasy, bo musieliśmy wypełnić ankietę na ostatnich stronach i przejrzałam całość. Trudna. Wiele ćwiczeń się powtarza z tego co jest w książeczkach dla maluchów, ale są trudne. Poza tym jest coś co mnie niepokoi. Jak byliśmy z Łucją u okulisty rok temu, to lekarz powiedziała nam, że pięciolatek widzi lustrzane odbicia (i jest co całkowicie normalne) i nie wiem czy jej to poprawiać czy nie? Jeśli ma ćwiczenie z dzieleniem na sylaby i ma znaleźć sylaby składające się na słowo auto (au-to) to wybiera odwrotne (ua-ot). Liczę na to, że ktoś kto układał te testy wie o tym :/

Inkubator technologiczny

Czyli pirotechniczne pokazy chemików:

Tworzenie i hodowla kryształów:

Wycinanie strumieniem wody w METALU delfinków 🙂

I zbieranie okolicznych kasztanów... Idzie dziewczynom to naprawdę nieźle… A ja tak sobie myślę, że kasztany to dobra przymiarka do zbierania grzybów. Ujrzeć błyszczący brązowy kapelusz w stercie liści to bardzo podobne! 🙂

Nocny mąż (przybył)

  • Justyna, czy ten kot musi spać z nami?!?
  • To był kiedyś mój kot. Ona pójdzie stąd jak się Mieszko obudzi.
  • Ale czemu włazi pod kołdrę? Ałaa!!! I czemu liże moje czoło?!
  • To działa na porost włosów. Nie broń się przed tym.
  • Ale jaki ona ma szorstki i sztywny język!
  • Koty tak mają. W jednym odcinku „Marta mówi„, który ostatnio oglądałam, była taka sytuacja: ta blond dziewczynka w okularach użyła samoopalacza zamiast olejku do opalania i była pomarańczowa. A miała mieć przedstawienie. I przyjaciele jej pomagali to usunąć. Jakiś maziami i peelingami. Aż w końcu polali ją trzema puszkami sardynek i pozwolili by wskoczyły na nią koty. I pies Marta krzyczała: Nie róbmy jej tego! To straszne!
  • Może jakoś wytrzymam… Czy ona mnie nie ugryzie??
  • Nie. Mieliśmy kiedyś taką kotkę, która co noc myła ojcu włosy. Rano się budził z takimi falami poukładanymi w różnych kierunkach :))
  • I nie budził się?

Zimny jesienny łokieć

Co by nie mówić o wadach ogólnej wiedzy medyczno-zdrowotnej (że się sami leczymy, że wiemy lepiej, że podważamy zdanie specjalistów) i pojawianiu się tendencji żywieniowych mają one dużo zalet. Zapytałam Lutkę czy ma gdzieś moją książeczkę zdrowia. Bo pamiętam, że byłam chuda, że był to mój wielki problem oraz że regularnie to lekarze i higienistki podkreślały. Do tego stopnia, że uważałam to nawet za moją ułomność.  Książeczki oczywiście nie ma, ale Lutka twierdzi, że budową ciała przypominałam Lilę. A Lili nikt tego nie wypomina. Owszem na bilansach rocznych lekarze konstatują fakt, że jest SZCZUPŁA. I tyle. Albo karmienie naturalne. Jest takie logiczne i tak upraszcza sprawę! Marudzi, przytulasz, uspokajasz i śpi. Bo Lutka przyznała mi się, że mojego brata nie karmiła długo. Był wcześniakiem, był niedogrzany, dużo płakał więc lekarz spojrzała na Lutkę i burknęła: Zły ma pani pokarm i mamuśka wprowadziła mu butlę. A wtedy dopiero zaczęły się jazdy. Mały tak zobrzydził rodzicom opiekę nad dzieckiem, że do dzisiaj wspominają ten okres jako jeden z najtrudniejszych.

<><>

Lubię jesienne światło. Przedstawiam Wam cykl: mistrz zimnego łokcia 😉

I jako bonus Madam de Lavallière, czyli Królowa Kokardy 😀



Kasztan city

  • Mamo, a dlaczego babcia mieszka tak daleko?
  • A czy w tym mieście mieszka koleżanka taty?
  • Dlaczego ludzie się rozstają?
  • Czym różnią się chłopaki od dziewczyn?
  • Jeśli człowiek pochodzi od małpy to co się stało z ogonem?
  • A gdzie w ziemi jest dziura, którą zostawiła gwiazda, przez którą zginęły dinozaury?
  • Dlaczego tutaj jest cmentarz?
  • A czy kiedyś jeszcze się spotyka zmarłych?
  • Pójdziemy jutro na lody?

I droga minęła. Nie znam odpowiedzi na wszystkie zadane mi w trakcie podróży pytania, ale całe szczęście jest dziadek, który wie wszystko 🙂

I pierścionek, który Łucja dostała od dziadka. Pierwszy pierścionek. Z delfinkami, bo tak nazywa się grupa przedszkolna starszaków. Na tle kasztanów. Chyba  z kilogram, żeśmy wczoraj uzbierały. Dziś dziadek ma znaleźć świderek i będziemy robić kasztanie miasto!

Pierwsza jesienna wycieczka

Pierwsze trzy tygodnie przedszkola minęły nam Oscarowo. W poniedziałek pod wieczór gilem straszyła Łucja. Dałam lekarstwo i rano sio do przedszkola. Wczoraj na wieczór kropelki dostała Lila. A dziś rano nosa zapchanego ma Miecho. Robimy więc przerwę. Planową zresztą. Diabli ma parę dni szkolenia, więc my za chwilę ewakuujemy się do dziadków. Zgodnie z nowymi przepisami przedszkolnymi zgłosiliśmy to odpowiednio wcześniej, żeby nam tych stawek przeróżnych nie nabijano.

Pakujemy rzeczy różne i nie zapominamy o kaloszach. Ostatnio nie daliśmy radę, ale może tym razem wybierzemy się na grzyby? Ja zabieram dwie książki 🙂 Bo wyrobiłam sobie wczoraj kartę w naszej gminnej bibliotece i jestem z tego bardzo dumna 😀

<><>

Oglądamy z Diablim zdjęcia wnętrz. Pokazuję co mi się podoba:

  • Uwielbiam takie białe domy. Jasne korytarze, wiszące pasy firan i takie wyjście do ogrodu. Drzwi z małymi szybkami otwierane na oścież (fota 1).
  • Możemy takie zrobić.
  • A zobacz tę fotę. Z taką czarną podłogą (fota 2) też fajnie.
  • Podłogę mamy jasną.
  • Ale to tutaj chcesz to robić? Lepiej kiedyś gdzieś. Możesz sobie wyobrazić taki dom? I pokażę Ci naklejki ścienne (fota 3) które mi się podobają.
  • I gdzie Ty chcesz to nakleić?
  • Może w dziecinnym? To stylizowane na kaszubskie. Takie oswajanie z folklorem. I zobacz te kolorowe pufy do toaletki…
  • To jest właśnie problem z Tobą. Tobie podoba się wszystko.To nie będzie pasować! 🙂