Miasto synów wilczycy po raz trzeci!

A może mamy dość tego Rzymu? No nie… Nie ma opcji! To jest takie miejce, że zawsze jest idealnie! W sumie miał to być wyjazd na 13-urodziny z JEDNYM – tym razem trzecim dzieckiem (bo z pannami JUŻ przecież byłam), ale pojechaliśmy wszyscy. Mieszkowi podobało się bardzo i tyle mieliśmy bonusów sytuacyjnych, że był to wyjazd wspaniały! Mam baardzo dużo zdjęć i właściwie to od rana je przeglądałam, żeby w wielkich bólach zostawić WYŁĄCZNIE dwieście odrzucając kilka razy więcej. Po prostu TAM, nie ma znaczenia, gdzie wcelujesz aparat, bo ZAWSZE widoki są niezwykłe… Btw. zgubiłam aparat, ale okazało się, że został w samolocie i dziś jechaliśmy JESZCZE na lotnisko, bo go znaleźli! Co jeszcze niezwykłego było? Trafiliśmy na mszę z papieżem, czego nie szukaliśmy, ot po prostu byliśmy obok Watykanu i to co się działo przy bramkach przy wejściu na plac było niesamowite. Ludzie rzucali do siebie te koszyki do prześwietleń, żeby jak najszybciej dostać się do środka. Ach, no i w środku była Pieta. Z dziesięć lat jej nie było, bo ją odrestaurowywali i mówiłam dziewczynom, że tu POWINNA być i nie wiem kiedy będzie. A tym razem weszliśmy i BYŁA. Powiedziałam Mieszkowi, że to Mona Liza rzeźb. Nie ma ważniejszej. No i urzekła go Fontanna di Trevi. Zaczęliśmy tradycyjnie od Schodów Hiszpańskich, a potem wyszliśmy na nią, schowaną i wyskakującą zza zakrętu jak to ona i młody powiedział: Schody przy niej, to było nic.

Na lotnisku (Fiumcino to będzie moje ulubione lotnisko) stał fortepian i co chwilę ktoś siadał i grał. Jakiś czarnoskóry podróżny odstawił w którymś momencie laptopa i zagrał tę muzykę z Listy Schindlera. Płakałam jak bóbr. Koło Mieszka natomiast siedział jakiś developer, który na swoim wyczesanym sprzęcie tworzył grę (wiecie, jakie to było dla niego ekscytujące?).

Jedzenie w Rzymie było pyszne, chociaż Mieszko pochłaniał głównie pizzę, panny łaziły w końcu z nami, pogoda była cudowna i po raz kolejny powtórzę, że jak jechać w takie miejsce to TYLKO po sezonie, bo jest luźniej. Dziennie robiliśmy około 30 km, więc odciski (pomimo karty miejskiej) mamy konkretne. Szczegóły jeszcze będą w kolejnych dniach, a na razie kilka fotek.

widzicie to? NIE DA się NICZYM zepsuć tych widoków. W tle kościół, właśnie minęliśmy Tybr, a na murku śpi robotnik. I wszystko do siebie pasuje. I znaki drogowe i rzeźba podobna do kapliczki i skutery i nawet ta plastikowa osłonka chroniąca rozkopaną drogę.
ściana z klocków w Lego Store
wręczam Mieszkowi na przechowanie torbę, bo idę z Lilką robić sobie zdjęcie- zwróćcie uwagę na skarpetki z Biedronki 😀
Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Tam była jakaś wystawa i napis był ze światła
kłódki są wszędzie. będzie ich więcej

Dzień rogali i dzień EMOCJI

  • Mieszko, zainstalowałeś już sobie tę lotniczą apkę? – zapytałam gdy wróciłam z biegania.
  • Tak.
  • To bookuj miejsca. Już czas.
  • Mamo… Ale się nie da… Trzeba zapłacić.
  • Niemożliwe. Jest poniżej 24 h. Powinno być bezpłatnie…
  • I jest tylko jeden lot.
  • Czekaj. Zaloguję się przez kompa… K_va. Lot był dzisiaj rano! Kiedy mi się ta data tak źle do głowy wbiła???! Puff…Byłam pewna, że to JUTRO! W niedzielę!!!! Nawet nocleg mamy opłacony od jutra!!!

Nabijałam się przez lata z sąsiadki, co na urlop się spóźniła o jeden dzień, ale jak okazuje się JA nie lepsza… Aż mi wszystko zastygło, że tak nawaliłam, a najgorsze, że nie wiem w którym momencie zakodowałam nieprawidłową datę. I tak się zastanawiałam wczoraj wieczorem co oni mi meile o rozpoczęciu odprawy przysyłają… Niemniej jednak zastosowaliśmy kosztowny wariant b (i na tyle było by zysku z korków) i wylot mamy dziś w nocy. Bo wyrywamy się na krótką eskapadę! Btw.miał być to wyjazd mój i Mieszka, lecz panny powiedziały, że one TEŻ chcą JECHAĆ i NIE będą się nam narzucać, bo będą realizować swój własny program. Nie mam ich zresztą z kim zostawić, gdyż babcia z nimi NIE zamieszka, bo ma na głowie dziadka. Mogły by ONE z dziadkami zamieszkać, lecz wtedy do szkoły rano jechały by duuużo dłużej. Wracamy w nocy ze środy na czwartek, czyli kolejny wpis w czwartek!

Poza tym mamy Dzień Niepodległości, który nam jakoś totalnie w tych emocjach uciekł (panny były przerażone, że koniec i kropka i muszą odrobić lekcje na poniedziałek – I TAK MUSZĄ :), ale za to rano byłam na parkrunie, gdzie zrobiliśmy ciut dłuższą trasę i udało się mi wykręcić 7,5 km! Bardzo to miłe, bo choć kolka łapała mnie trzykrotnie, to jest jest LEPIEJ. Ponadto na naszej lokalnej grupie objawili testerzy rogali świętomarcińskich i do zwycięskiej cukierni podjechaliśmy JADĄC do dziadków (gdzie JUŻ urzęduje Bibs).

księżyc, który dostałam od Łucji!

Jakiego kota miał, zapytałam. [biało-czarnego]

Byłam dziś z Lilką na EEG. Skierowanie dostaliśmy od neurologa i termin na badanie był jakiś błyskawiczny. Niewiele wiem więcej, w sensie jak poszło, bo lekarz będzie dzwonił GDY zapozna się z wykresem, LECZ po badaniu Lila czuła się byle jak. WIEM, znam temat – sama też kiedyś takie badanie miałam i pamiętam, że było nieprzyjemne. Natomiast TEN piątek miałam ZAWALONY (pamiętacie, że przez dwa dni sklepy będą zamknięte?) i niewiele z rzeczy, które dziś załatwiłam, załatwiłam dobrze. Niemniej jednak mamy PIĄTEK i skupmy się na tym! Łucja dziś nocuje u Matiego, za to MY (pozostali) ruszyliśmy wytestować nowego „drwala”. Nie był to może jakiś mega ambitny plan, ale byliśmy tak zrąbani, że pomysł wydał się nam trafiony 🙂

Macie więc takie kombo polskiej muzy: rolkę z testowania kanapki Drwala zrobioną z muzyką Kizo oraz fotkę z netu Hemingwaya, która zanim się Łucji wyświetliła to panna założyła, że chodzi nie o Ernesta, lecz twórcę współczesnej muzy: Taco. Btw. wczorajsze zebranie u Mieszka okazuje się dotyczyło papierosów, które są plagą u szóstoklasistów. Mocne. U Lilki np. w szkole hitem są tabletki z nikotyną, bo nie śmierdzą i podobnie jak po te płatki nikotynowe wkładane pod język, uczniowie sięgają po nie na lekcjach.

Deko

  • Mieszko, mam taką ładną butelkę i nie wiem czy ją na szkło dać, czy będziesz potrzebować do szkoły?
  • Nie wiem. Po co?
  • Na plastykę. Bo macie przynieść serwetki, więc zakładam, że będziecie coś obklejać.
  • Ale mam już co. Będziemy jakiś DUPASZ robić.
  • Decoupage?
  • No właśnie!

Na dziś miałam zaplanowane dwa zebrania (u mnie i u Mieszka) i na to Mieszkowe NIE dotarłam. Po prostu się nie wyrobiłam i uznałam, że nie napinam bardziej. Trudno. Sztuka bycia na czas, co wielokrotnie powtarzam, to sztuka odpuszczania i to była TA sytuacja.

Byłam za to poza domem i… tradycyjnie wyniosłam (zawsze to robię jak mam okazję!) zmieloną kawę z ekspresu, którą potem wysypuję w ogródku [tu roleczka z tej ekscytującej przygody]! Zapisałam się również na MOJE lekarskie wizyty i termin dwóch pierwszych z segmentu: doroczne-obowiązkowe już mam zaklepany!

Piesek-podróżnik. Dziewczyny mi przysłały gdy jechały miejską komunikacją. ZAWSZE patrzymy na takie zwierzaki z zazdrością, bo ten nasz psi dzikus to w takich miejscach histeryzuje 🙂

W dresie

  • Dokąd jedziesz taki elegancki? – zapytałam rano sąsiada. Dodam, że „eleganccy” byliśmy oboje, bo ja w dresowych spodniach zmierzałam na pola na spacer z psem.
  • Odwożę dzieci do przedszkola.
  • Czeeeeeść!!!- wykrzyknął mi wtedy trójgłos z tylnej kanapy jego auta.

Odkrzyknęłam „czeeeeść” i ruszyłam ubawiana dalej, oddając się po drodze rozważaniom o stylach pracy…

Odkryciem instytucjonalnym tego roku jest Instyt Gallupa (w sensie nie zarejestrowałam wcześniej, że coś takiego istnieje). W lecie widziałam wywiad w gościem, który tam pracuje i rozmowa zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a sama placówka zajmuje się badaniem rynku pracy. Ostatnio trafiłam na jakieś ich kolejne zestawienie i okazuje, że chociaż merytorycznie jako pracownicy znajdujemy się w czołówce (tuż koło Niemców) to zaangażowanie emocjonalne w pracę mamy na poziomie Bośni, a w skali świata, na poziomie Meksyku. Czyli na wszystko mamy wywiane. Mocne, ale ja nie wiem czy w jakimś miejscu na świecie ludzie mają tyle na głowie co w Polsce 🙂

Udało mi się odbębnić dziś fryzjera. Zapisana byłam na piątek, ALE piątek mam taką kumulację, że jak dziś mi się trochę rozluźniło to pomyślałam, że spróbuję przełożyć! Włosy podcięte i pofarbowane (farbowałam przed feriami w domu, a w salonie półtora roku temu, WIĘC wyglądało to moje siano ŹLE). Lilka miała dziś jednorazowe korki z matmy z korepetytorem Łucji i TEŻ udało się jej z NIM dogadać. Cudownie, że go mamy – będziemy go czasem dla Lilki również uruchamiać. Łucja dziś okej, a Mieszko miał mikołajkowe losowanie i wylosował… wychowawczynię! Lubimy ją bardzo, czyli musimy jakiś wspaniały prezent wymyślić!

zachowania społeczne

Piekarnia, w której robię zakupy jest nowa. Otworzyli ją z pół roku temu? Rok temu na pewno jeszcze jej NIE było… I strasznie miła sprawa, bo zawsze jest tam tłum, a te babki tam pamiętają co biorę! Gdy kolejka dochodzi do mnie to któraś się zawsze pyta: Cały chłopski i 3 rogale? TAK. Dokładnie TAK! Wszedł taki przypakowany koleś, bez włosów, ale z wyglądu sympatyczny i usłyszał: Orkisz krojony i coś na słodko? Wiecie jaki gość był zadowolony? Aż promieniał. Opowiadałam to Lilce i ona mi powiedziała, że jest wiele miejsc gdzie przywiązuje się uwagę do historii zakupów. Ranking empatycznych placówek pamiętających klienta, prowadzi od lat Subway, gdzie jeśli chcesz kupić coś innego NIŻ zawsze brałeś, oni pytają się Ciebie: Czy wszystko u Ciebie w porządku? Bardzo, bardzo ładne!

Zamówiłam JEDNAK te dwie nowe książki… Obie (dla mnie) z przepastnych schowków księgarni internetowej. Dziesiąta Aleja to włoscy imigranci w Nowym Jorku na początku XX wieku, a Pandora to kostiumowa wersja (XVIII wiek) losów mitycznej puszki. Tę drugą wybrała mi Lilka, bo ten wachlarz możliwości był jak się pewnie domyślacie DUUUUUŻO większy 🙂

Spotkałam dziś pod sklepem mojego sąsiada. To taki zabawny i cyniczny emeryt z którym zawsze rozmawiam. Ma młodszą żonę, która jeszcze pracuje i gdy idą razem on idzie 10 metrów za nią. Powoli, ostrożnie, jak przystało na starszego człowieka… I oto pod sklepem, ja pchałam wózek i widzę, że on idzie. Jakoś tak żwawo i z… papieroskiem!

  • Dzień dobry! Jak pan szybko gna na te zakupy! I widzę, że z papieroskiem!
  • Dzień dobry. Nie widziała mnie Pani. Nie ma mnie tu. Ja też Pani nie widziałem.
  • Oczywiście! Mnie też tu nie ma!

🙂 Znaczy się TAKI ma sekret przed żoną!

poniedziałek (deszczowy)

Po dłuższych weekendach starty są trudniejsze… Mieszko zapomniał materiały na plastykę (farby akrylowe, gąbka i butelka), więc mu dowoziłam, bo ma już wykorzystane nieprzygotowanie. Panny w szkole, a ja próbuję złapać korepetytora z matmy Łucji, bo chcę umówić Lilkę na jedno matematyczne spotkanie. Panna młodsza ma jakiś temat, którego nie rozumie i NIKT go nie rozumie, więc jest nam potrzebny. Byłam w hurtowni po wody mineralne do szkoły (próbowaliśmy bidonów, ale sprawdzają sie wyłącznie wody butelkowe – to taka poranna taśma: biegnę i chwytam wodę). Jak widać, w bagażniku wożę RÓWNIEŻ znak drogowy – kiedyś Wam o nim opowiem… Na ten tydzień mam zaplanowanych kilka tele-porad, bo muszę dopiąć temat sanatorium Mieszka w czerwcu (jutro) i rozpocząć umawianie się na moje lekarskie wizyty. Być może uda mi się też zapisać Łucję do neurologa. Mam straszne zakwasy po tej sobocie i irytuje mnie to. Mogę sobie wykupić w pracy multisporta, ale rozpocznę to chyba od nowego roku? Gdyż powinnam, bo co to znaczy, że ja się ruszyć NIE mogę! W tym tygodniu, TAKŻE, jest Dzień Niepodległości, ale to również Dzień Singla, czyli dzień największych dorocznych wyprzedaży na Aliku. Robimy więc listę co potrzeba: na pewno punktowe wysuszające plasterki idealne do nastoletniej cery (schodzi nam tego DUŻO), Mieszko chce nowego case-a do telefonu, może te torebki na Halloween na za rok i pewnie coś świątecznego?

wszystko kiedyś się znajduje

Kropek to ten pasiasty

Dwa dni temu znalazł się zagubiony kot dziadków. Kosmiczna akcja. Bo było tak: w 2019 dziadki nie miały kota i zawiozłam im kotkę. Technicznie rzecz biorąc nie ja, a mój brat, no ale kot WPIERW był mój. Bo sąsiadom okociła się dzika kotka. I gdy jedno okazało się biało-czarne i to na dodatek była to dziewczynka, pomyślałam, że tak! Klarens miał jeden z tych okresów, gdy zniknął na pół roku, Miaustra to Miaustra i chciałam tę… ALE okazało się, że stara kocica tak ją leje, że mała kotka spędziła dwie doby pod szafką na strychu. Co się wynurzała, to ta spuszczała jej łomot. A Lutka zwierzątko chciała, więc kocię zostało przerzucone do dziadków i chwilę później, podczas pierwszej, trochę za wczesnej rui, jak to się przydarza u kotów z domieszką egzotyczną, na godzinę wymknęła się z domu… W ten sposób 1-go maja 2019 roku urodziło się pięć kociąt (warto podkreślić, że tę datę wybraliśmy jako umowną datę urodzin Bibi, a 1 maja urodził się też nasz poprzedni pies Sziwa). Koty były tak śliczne, że wszyscy je chcieli i z wielkiego planu, że dziadkowie zostawią sobie dwa, dwa przyjdą do nas, został tylko im tylko jeden (brat mamy prawie się obraził, że on ma NIE dostać 🙂 Kropek. No i Kropek mając półtora roku (w marcu 2021) zaginął… Ależ my go szukaliśmy!

I oto gość na grupie w mieście dziadków wkleił fotkę dorosłego Kropka, że taki kot do niego przyszedł. Spojrzałam na tę fotkę i mówię: Kropek! Taki sam ciemny pyszczek, układ i długość białych skarpetek, charakterystyczne panterze cętki z boku… I co tu zrobić? Dziadki mają kota i to też jest kot terytorialny… Lecz może się dogadają? Ale słuchajcie okazało się, że on jest CZYJŚ! Ma swój dom, gdzie jest ulubieńcem i gdzie mieszka razem z innymi trzema kotami. I nazywają go tam Sowix 🙂

I?? I niech tam będzie. Jest mu dobrze, uszy ma nieposzarpane, kochają go i oddać nie oddadzą. To dobra wiadomość, że żyje. Lata zawsze dzieliliśmy na kocie i nie kocie. Nie kocie to były te, kiedy tych kotów odchodziło za dużo i dobrze, że jemu się udało.

  • Zobacz Lil, może koty są takie wędrujące? Taki też był Klarens…
  • Umówmy się, że choć nie chcesz się do tego przyznać, Klarens był kotem TRUDNYM.
a oto dorosły Kropek 🙂

Znacie banany Foster? Dziś zrobiliśmy na deser u dziadków, z tego przepisu. Bez tostów francuskich, ale upiekłam do tego blat kruchego ciasta, na to poszła bita śmietana z mascarpone, a na to układaliśmy gorące banany. BARDZO dobre! Lilka co prawda marudzi, że mam przystopować z wodą różaną, którą dodaję do ciast, Łucja powiedziała, że nigdy więcej kardamonu, a Mieszko uznał, że byłoby lepsze, gdyby ciasto było ciepłe (LECZ ja je piekłam w domu przed wyjściem!), ALE drugą turę bananów u dziadków towarzystwo już smażyło SAME. Dziadkom smakowało, a smarki mówią, żeby jeszcze KIEDYŚ zrobić!

Czy odkryliście już, że ostatni dzień tego roku będzie miał datę 311223?

  • Wiesz Łucja, rozmawiałam dziś z Lilą, że gdyby któryś świeżak miał na imię Justyna, Łucja, Lila albo Mieszko, to chciałabym go mieć.
  • A co to by mogło być?
  • Z Lilą doszłyśmy do wniosku, że to musiało by być JALAPENO Justyna. Gorzej z Wami, bo jedyne co mi przychodzi do głowy to ŁUK, czyli rosyjska cebula.
  • Może zwierzęta? Chociaż Łabędź byłby pewnie Łukasz. Może Łasiczka?
  • Jak Justyna to Jaguar.
  • Nie łódź się. Ty byś by była York 🙂
  • A co z Mieszkiem? Makaron? Tylko czy taki świederek?
  • Nie. Spaghetti, bo on jest straight… Zrobisz humus? Cieciorka już chyba napęczniała od wczoraj?
  • NIE teraz. Lilka wymyśliła, że to będzie side dish do quinoi z batatami, czyli będzie gotowy na obiad!

Jak się człowiek rozpędzi z gotowaniem, to już na nic nie ma czasu! Palników brakuje, a i piekarnik pełny! Dobrze, że w końcu rano pobiegałam, choć CZUJĘ, że miałam przerwę. Niby nic taka krótka przebieżka raz w tygodniu, ale jak się odpuści to łatwo nie było. W którymś momencie miałam wrażenie, że wbiegam pod górę, ale tam gdzie biegłam było płasko!

Na to bieganie jechałam chwilę za autobusem z reklamą radia. Gitara zamiast kręgosłupa… I powiem Wam, że tyle tych rentgenów już widziałam, że DŁUGO za nim jechałam ZANIM odkryłam, że to NIE kręgosłup, tylko gryf! 🙂

Kadr z porannego spaceru

Cery, po tej czekoladowej uczcie ostatnich dni, mamy w domu rozwalone WSZYSCY. W tym Mieszko! Dlatego też, rano pojechałam na rynek z Lilką i mamy już SET zdrowych rzeczy, które TERAZ będziemy jeść. Mamy nawet kaszę quinoa, która będzie miała debiut naszym stole.

Poza tym mokro i chłodno, udało mi się uruchomić mój profil zaufany (cudowna wiadomość) i odkurzyłam. Odebrałam też pranie z pralni i mam taki dylemat od roku, bo szukam idealnej, odkąd zamknęli moją ulubioną i ta RÓWNIEŻ nią NIE będzie. Jak przyjechałam to babka żarła tam przygotowane wcześniej pulpety i pranie ma zapach pulpetów.

Łucja piątkowo randkuje z Matim, Mieszko nocował u kumpla i jest zdecydowanie niewyspany, robi się pranie i może w końcu jutro dotrę na poranne bieganie! Zrezygnowałam z Amazona, bo skończyła mi się roczna subskrypcja, a to miejsce wjechał Showmax. Pomijając morze horrorów za wiele tam jeszcze nie znalazłam, chociaż Poker Face ogląda się do prasowania dobrze!

  • Łucja mam ochotę kupić sobie książkę – powiedziałam wczoraj do Łucji. Zamawiałam jakieś tam ćwiczenia dla kidosków co to do mnie przychodzą i ZNIOSŁO mnie to prawdziwych książek.
  • To zamawiaj.
  • NIE. Pomijając finanse, to koła łóżka leżą nieprzeczytane książki.
  • Nie zamawiaj. Masz co czytać. Nie masz czasu czytać nowych książek.
  • Wolałam CIĘ w tamtej wersji!