sobota leżakująca

  • Czemu tak późno wróciłaś z Bibs? – zapytała mnie wczoraj Lila. Reszta rodzeństwa nocowała poza domem (Mieszko poszedł na nocowankę do kumpla), a mój spacer z psem wyszedł rzeczywiście prawie dwugodzinny.
  • Aa, spotkałam Izę, jak już wchodziłam na osiedle. I poszłam z nią po raz drugi. Ty wiesz, że ona w ogóle nie ma zmarszczek na czole?! Ani jednej! Ona jest cztery lata starsza ode mnie!
  • Botoks czyni cuda.
  • Kurcze, muszę w tym roku i ja się wybrać. Bez sensu nam się ta kasa rozchodzi. Na co nam wakacje?
  • Daj spokój, matko. Co Ci ten brak zmarszczek zmieni?
  • Fakt, nic.

Niemniej jednak dziś wylądowałam u dentysty na zabiegu, w sumie to, estetycznym. Spędziłam pół godziny nie czując szczęki, za to pełna strachu i rozpaczliwych modlitw (jednak), że implanty ogólnie są bezpieczne i pomimo mojej pychy i próżności zostanie mi oszczędzone pół procenta możliwych komplikacji. Będzie to wszystko jeszcze trwać, ale proces został rozpoczęty!

Na kwiecień, dla domu są wiśniowe leżaki! Cztery! Dlaczego cztery? No cóż, to część większego projektu związanego z urodzinami Łucji. Będzie przy nich przebiegał pewien proces przeróbek, ale ich cel wyjaśni się w sierpniu!

Dzielny człowiek pomaga, a tchórz tylko przynosi prezenty.

-Stephen King, Baśniowa Opowieść, moje nowe czytadło przed snem.

Piątek! Łucja dziś nocuje u Matiego, więc pewnie do domu dotrze późnym sobotnim popołudniem. Ja jutro wybieram się na jeden zabieg do dentysty i właśnie knuję, od którego dziecka mam tu pożyczyć kasę, bo ta co miała mi wjechać, nie wjechała. Za to myślami jestem już przy wakacjach, co to ich też planować nie mogę, bo nie wiem czy będzie praca na wakacje, a jeśli będzie to czy będę mieć urlop? Niemniej jednak bardzo bym chciała dotrzeć w tym roku nad jakieś ciepłe morze, bo lata lecą, a my zawsze omijaliśmy takie miejsca.

Pochwalę się Wam, bo miałam dziś akcję, która dla wielu ludzi jest normą i rutyną, ale mnie takie coś spotkało pierwszy raz i strasznie jestem tym podekscytowana. Otóż potrzebowałam na moim służbowym sprzęcie zainstalować sobie czcionkę rosyjską, bo czasem muszę coś wpisać i muszę szukać jakichś klawiatur online, co to jest wolne i bez sensu. A NIE mogę NIC sama na nim zainstalować bo jest służbowy! No więc napisałam do IT, zgłosiła się jedna osoba, ja jej dałam uprawnienia i ona na moim kompie, on-line, w czasie rzeczywistym (ja to widziałam jak ten kursor się przesuwa!) zainstalowała mi wymagane dodatki. Super!

Miau. Rano zawsze NIE mogę pościelić któregoś łóżka, bo w śpi w nim MIAU. Widzicie futerko pod kołdrą? 🤗

Naklejki na szybę – tak czy nie? TAK!

Miaustra ma nowego chłopaka. Właściwie to wczoraj nawet dwóch za nią przylazło, ale ten pierwszy był przepiękny. Wlazł by do domu za nią (ona wysterylizowana, ale on i tak wielbił), ale Bibs nie wpuściła. I mówiliśmy jej: Ładny jest, taki w białych rękawiczkach, szary pasiasty elegant, młody- mogłabyś być jego babcią, ale ona nie była przekonana… Za to pies, który DZIŚ się w czymś TAK wytarzał, że w domu nie da się oddychać, wczoraj ją wsparł i zachochanego absztyfikanta przegonił!

Na jednej mojej grupie wynikła fascynująca awantura o naklejki umieszczane na tylnych szybach aut (te mówiące o dzieciach). I upraszczając, ja jestem w teamie, który zgadza się z ratownikami, że taka naklejka to taki zielony listek. To sygnał, że w aucie jest dziecko i kierowca może wykonać nagły manewr, bo bobas czymś w niego rzuci, albo że powód wystartowania z czerwonego jest opóźniony, bo np. wkłada smoczek. Poza tym to święcący z daleka sygnał, że w przypadku wypadku TRZEBA sprawdzić czy w aucie (tego może nie być widać, bo wszystko pospadało z górnych półek) nie ma DZIECKA. Imię przy takiej naklejce też może pomóc służbom ratowniczym, gdyż szyciej nawiążemy kontakt z osobą/dzieckiem w szoku, jeżeli wiemy jak sie nazywa! I być może sa osoby, które wieszają takie naklejki by się pochwalić (rzeczywiście straszne), lecz te naklejki mogą pomóc i nie są ZŁE. Ja mam naklejkę, żeby uważać na jeże (poprzednia o nie korzystaniu z komórek podczas jazdy już się zużyła i odkleiła), LECZ przykleję je GDY w końcu pojadę na myjnię!

Człowiek najpierw się uczy mówić, a potem milczeć.

-Golem

Środki tygodnia są męczące, ale DZIŚ udało mi się zamknąć kilka spraw! Po pierwsze wisiał nade mną temat, który podesłał mi Diabli. Skontaktował mnie w marcu, z jednym gościem, któremu miałam pomóc i zakładałam, że ta pomoc to będą jakieś tłumaczenia w urzędach. Lecz gdy się z nim spotkałam, okazało się, że to dużo większa sprawa, a ja NIE jestem człowiekiem którego szuka. Gdyż? Gdyż wiedza o ustawodawstwie, zusach i podatkach jest u mnie zerowa. Mogę pomóc jako tłumacz, lecz do doradztwa prawno-finansowego nijak się nie nadaję. Co więcej, NIE chcę się na tym znać. Moja obecna praca wymaga ode mnie takiej gimnastyki i różnorodności, że mi wystarczy. Btw. dziś np. przydała się moja fragmentaryczna znajomość UX. Niemniej jednak postanowiłam znaleźć osobę, która się w to włączy i pomoże. Nie było to łatwe, bo temat nie jest łatwy, po drodze były święta i to trwało… Po drodze gość często pisał oraz dzwonił i nareszcie znalazłam mu idealnego partnera. Już się te osoby skontaktowały ze sobą i mam ten zaprzątający temat z głowy, a jak się pewnie domyślacie, nic z tego nie miałam (typowe).

Poza tym MAM grafik na maj, z którego wynika, że aż przez 10 dni będę siedzieć w różnego rodzaju komisjach, co oznacza, że przez dziesięć majowych nocy nie będzie mnie w domu (będę mieć hotel przy obiekcie egzaminacyjnym, co uniemożliwi spóźnienie na egzamin). Przed nami więc kolejne wyzwanie, tym razem samotnych nocy towarzystwa. Nie będę jednak narzekać, bo bardzo się na to wydarzenie cieszę. Gdy zawisły listy z uczestnikami i otworzyłam pierwszą to się nawet wystraszyłam, bo mnie na niej NIE było i bałam się, że zostałam pominięta, choć chciałam! Z tym większą radością, odkryłam chwilę później, że jest TEŻ druga lista i tam jestem w miejscach WIELU.

Zachody słońca w zimnym, deszczowym kwietniu są MALARSKIE! 🖼

Lękliwa krówka

  • Łucja, znowu się nie wyspałam. Bibi przez tę burzę przylazła do mnie w nocy i wlazła na mnie.
  • Nasza dzielna krówka boi się błyskawic.
  • No wiem, wiem, wiem. Ale mnie obudziła… Przykro mi, że o poranku musisz słuchać wywodów na takie boomerskie tematy.
  • Spoko, mamo, w szkole też wszyscy mówią, że się nie wyspali.

Odwiozłam więc pannę i pojechałam na rynek. Nie mam pojęcia co tu zrobić do jedzenia, bo wszystko mi się ojadło. ALE są ogórki, które dzieci lubią, zielone liście szpinaku i… rabarbar! Tak myślę, że jak mi nie zabraknie ENERGII, to może zrobię dziś tartę? Tak wiosennie zdradzę Wam też, że patent ze skorupkami jajek, których nie wywalasz, a wsypujesz potłuczone do doniczek z kwiatami, to Nobel przyrodniczy. Absolutnie każda roślinka, którą posypałam (wg patentu Lutki) ma lawinowy przyrost kwiatów, pędów i witalności.

Trzy ostatnie wyjazdowe foteczki są od dziadka. To z Jurty Tatarskiej. Oni poza sezonem są otwarci piątek-niedziela i chociaż to na końcu Polski to zawsze tam jest tłum. My, jak widać, zajęliśmy dwa stoliki na tarasie, tuż przy wejściu do „jurty”. Przy jednym siadło towarzystwo, przy drugim ja z dziadkami. Bibs stała pomiędzy stolikami!

Wiedza prowadzi do pychy, a pycha prowadzi do błędów

-„Limitless/Jestem Bogiem” – dawno temu obejrzałam serial, ale okazuje się pierwszy był film, który był tak rewelacyjny, że zrobiono DODATKOWO serial. Oryginał macie np. na Amazonie – ja obejrzałam go przed weekendem z Lilką i TEŻ jej się podobał!

  • A tu, na tej ulicy można parkować?! – krzyknęłam do policjantów, którzy starannie zakładali obrączki na auta zaparkowane wzdłóż chodnika.
  • Po lewo, czy po prawo?!
  • Po lewo!
  • Można!
  • A po prawo?! – krzyknęła babka, która szła za mną.
  • Po prawo to zależy gdzie!

Chwilę wcześniej rozmawiałam jeszcze z gościem z innego auta, że chyba TU można, a zresztą przecież muszą im się kiedyś im te obrączki na koła skończyć. Przecież całą ulicę biżuterią ozdobili. A oni tak zawsze, bo komisariat mają blisko szpitala gdzie się odczulam i raz po raz taką akcję robią. Liliana patrząc na tyle złota powiedziała w piątek, że czuje się jak w Aparcie, ale prestiżowa cena za usunięcie takiej dekoracji jest wysoka, więc lepiej żyć bez niej!

Poniedziałek. Mieszko ma dziś turniej szachowy, ja czekam na grafik maja, który będzie u mnie masakryczny, bo będę w komisjach E8 i matur i to będzie bardzo obciążające. Łucja pojechała dziś do szkoły tylko na WOS (panna za wcześnie wstaje, bo wstaje o piątej i dzieje się tak nawet jak nie musi – na Podlasiu o tej porze wyprowadziła Bibs), za to z Lilką miałam awanturę, że ona dziś czuje się niekomfortowo i nie ma żadnej dobrej, na tę porę roku, kurtki, więc do szkoły ZNOWU nie dotarła. Ja kiedyś te dramy z nią nagram, bo poziom absurdu osiągamy wtedy nadzwyczajny. Tydzień ma być chłodny, do ogródka pewnie więc nie wyjdę, za to na obiad zrobię chyba krupnik! Opon JESZCZE nie wymieniam, coś mi szwankuje zamknięcie w bagażniku, ale po prostu NIE będę korzystać 😉

Boćków kraina

Na Podlasie chcieliśmy zabrać przede wszystkim babcię. Lutka od dawna marudziła, że chciałaby zobaczyć Grabarkę oraz meczety przy granicy, a MY powtórek się nie boimy! LECZ ponieważ jechaliśmy z dziadkami, to razem z nami pojechała również Bibs, zobaczyć jak by nie było swoje rodzinne okolice… Zrobiliśmy więc trasę od Grabarki, przez Kruszyniany do Supraśla i tam zanocowaliśmy! Rano wyekspediowaliśmy dziadków do Muzeum Ikon, które to dla odmiany było na bucket liście dziadka i przez Tykocin ruszyliśmy do domu. Przez ten czas dobrze jedliśmy, wdychaliśmy sosnowe powietrze (Supraśl to uzdrowisko) i uciszaliśmy Bibi, bo ta ledwo co wjechaliśmy na ziemie zagarnięte przez bociany to cały czas szczekała. W domku, w którym nocowaliśmy stała przy płocie i obszczekiwała rowerzystów, w knajpach szczekała na kelnerów, było więc GŁOŚNO. Wyprawa się jednak udała, w tym Tykocinie dziadki zwiedziły też synagogę, a w Kruszynianiach wyszła zabawna akcja. Otóż wiele lat (20?) temu, gdy coś o Tatarach pisałam, po meczetach oprowadzał mnie taki bardzo młody gość o imieniu Dżamil. 14 lat temu, gdy byłam tam z dziewczynami i miałam wielki brzuch, bo 4 miesiące później rodził się Mieszko, też załapaliśmy się na oprowadzanie z nim po meczecie. Trzyletnia Liliana stała pod ścianą i z nienawiścią wyrywała kawałki drewna ze ścian (bo gniew to jest to co ją definiuje od urodzenia). I on cały czas zafascynowany na nią patrzył i w końcu zapytał: Jak ona ma na imię? Powiedziałam, że Lila, a on na to, że jego żona jest w ciąży i jeśli będzie dziewczynka to będzie Lila. I teraz znów on oprowadzał i oprowadzane w dość dużej grupie byłyśmy my z babcią. I ktoś z tej grupy zapytał: A jak Tatarzy stoją z rozwodami? I on odpowiedział: Rozwody są. Śluby są cywilne, to kontrakt, a Allah dopuszcza, że można sie nie dogadywać. Ja np. jestem w separacji, bo mojej żonie znudził się Turek. I oczywiście może nie należy się cieszyć czyimś nieszczęściem, ale dla mnie to pozytywne, że rozwody się tak trywializują i wszędzie ludzie jakoś sobie z tym radzą. Zresztą to niezła historia, że wycinki życia o obcym człowieku tak się poskładały.

Fotki są w turach dwóch. Pierwsze robiła Łucja świeżo naprawionym Samsungiem i absolutnie się ten aparat nadaje. Kolory łapie świetnie, jest leciutki i cieszę się, że go uruchomiliśmy! To Góra Grabarka i jej krzyże, a niżej Kruszyniany (meczet i wejście do Tatarskiej Jurty, gdzie zajrzeliśmy na czieburieki). Przy źródełku przy świętej górze widać jak kręcę telefonem fragment TEJ rolki, a potem jak mam taką głupią minę, to po prostu każę mamie, żeby się przemyła tą zanurzoną w źródlanej wodzie szmatką 😀

A niżej już Supraśl, Bibi zapłotna i Tykocin, który jest dobry do fotek WYJĄTKOWO.

babcia, Bibi i KAWAŁEK unikatowej Liliany…
Bibs ciągle na kogoś czekała. Problem był bo nie wszędzie wpuszczali z pieskami i dzieliliśmy się na grupy. A to była ZAWSZE rozpacz. Jak tu takie stado upilnować??

Dzieci i szklanek nigdy nie za wiele

-„Golem”, którego słucham teraz w aucie. W sumie okej. Bardzo kwieciste, z licznymi nawiązananiami do kabały – tytułowy Golem to pierwszy Adam, czyli brzydki, ożywiony ludzko-podobny gigant, który nie słyszy i nie mówi.

Najgorszy koszmar jaki miewam to fantomowe szczekanie Bibi. Budzę się w nocy, bo chyba słyszałam, a to był sen. Kiedyś miewałam to w wersji dzwoniący budzik, który wcale nie dzwonił, a teraz mam opcję z psem. I leżę po ciemku, i słucham i efekt jest taki, że zasnąć nie mogę!

Piątek! Wirują w powietrzu pyłki, więc w sumie dobrze, że dziś odczulam Lilkę! Mnie czeka to w poniedziałek, a dziś zabawa z nią! Rano zabrali śmieci i jestem wściekła na siebie, że przegapiłam odbiór gabarytów, bo teraz te stare lampy i tostery będą mi zalegać do jesieni! Poza tym pakujemy się, bo jutro rano ruszamy na krótki weekendowy wypad! Mieszko marudzi, że już TAM byliśmy, ale przecież jak było fajnie, to czemu nie powtórzyć? Tym bardziej, że TYM razem jedzie z nami Bibs i dziadkowie! Powrót w niedzielę!

to chyba topola tak w powietrzu wiruje?

„Tracisz słuch, ale słyszysz więcej, bo słyszysz życie, a nie hałasy”

-Maria Branyas Morera z Katalonii, czyli najstarsza żyjąca kobieta świata, która parę dni temu skończyła 117 lat. Btw. pytana o sekret długowieczności odpowiedziała, że starała sie unikać toksycznych ludzi. O!

Dziś odfajkowałam OSTATNIE z profilaktycznych badań zaplanowanych w tej turze zdrowotnej. Wyniki za czas jakiś, zakładam, że wszystko będzie okej i przede wszystkim cieszę się, że tego dopilnowałam. Pod koniec maja wybieram się, co prawda, ponownie do okulisty (chcę jednak te pingle), ale to już inny segment wizyt.

Poza tym byłam z Mieszkiem u fryzjera i byłam dziś w pracy (poza domem), także dzień był w wersji max! Ach, i miałam także spotkanie (online) związane z tym, że przekazuję moje zadania komuś innemu i gość, który to przejmie przyszedł na to spotkanie ze mną i z moimi uczniami z bukietem BZÓW, bo akurat zaczynają kwitnąć! Bardzo to miłe, kwiaty, nawet jeśli są dla odbiorców wirtualne, zawsze są sympatyczne! 🪻🪻🪻

dziś jestem poirytowana

Poszłam dziś do dentysty i zastrzelili mnie ceną. Zapisałam się na podwójną wizytę, żeby machnąć od razu dwa zęby, co to tam coś przy nich było nie idealnie i wyliczyłam sobie w głowie, ile to może kosztować. Przezornie nie wzięłam znieczulenia, coby taniej było… I cena była dokładnie 2x wyższa niż założyłam. Szok. Ja wiem, że 10-ty i akurat pensja wjechała, ale fajnie było by mieć coś z tego miesiąca, a nie tylko odfajkowaną wizytę u stomatologa.

Wkleję Wam fotkę Łucji. Panny dziś mają wspólny lunczyk – widzę, że wybrały coś co się wiosłuje pałeczkami i miały mi przysłać fotkę gdy wjadą im zamówione dania, lecz TRADYCYJNIE zapomniały i dostałam zdjęcie pustych talerzy. Widać też kawałek loków Liliowej włosomaniaczki. Panna stosuje morze zabiegów, żeby ten skręt był taki jaki jest i nawet jej pozazdrościłam i WCZORAJ również olejowałam włosy! Zdecydowanie działa, chociaż gdy procedury trwają dwa lata, to efekty są zdecydowanie lepsze!

Btw. tak powyborczo, odkryłam, że AŻ trzech z moich znajomych jest radnymi! Jest najlepszy kumpel mojego brata, który (ten kumpel) zamieszkał gdzieś w Zielongórskim, jest moja best psiapsi z ogólniaka, która wybrała Opolszczyznę i wygrała jako jedna z tych osób, która nie miała banerów i plakatów, oraz jest moja znajoma z siłowni, z którą kiedyś chodziłam na kettle i ona też całkiem dobrze sobie poradziła!