Chochoł

W tym biegu uciekło mi kupno kaptura ogrodniczego na moją oliwkę, która zostanie na zimę na zewnątrz. Po jesiennym przesadzaniu donica jest dość ciężka, zresztą roślinka nigdy nie lubiła tego lądowania w domu na te 3-4 miesiące. Kaptur z worków z agrowłókniny pospinanych spinaczem zmontowałam więc sama! Nie wiem czy to wystarczy, na wszelki wypadek przesunęłam ją jeszcze bliżej ściany domu i zastawiłam wiklinowym koszem, żeby nie zawiewał na nią śnieg i na wiosnę SPRAWDZĘ czy zabiegów ochronnych wystarczyło!

Zaraz będę mieć smarki i ruszamy do dziadków! Zawiozę dziś seniorom jednego audiobooka wraz z książką… Rosja od kuchni, to chyba najlepsza książką tego roku, a sam brytyjski Guardian polecił ją parę dni temu jako najlepsze czytadło końca roku! Sama wciągnęłam wersję papierową, ale dziadek jest nieczytający, więc dokupiłam audiobooka (na stronie Empiku już Black Friday). Słuchając warto jednak mieć też wersję papierową, bo np. rozdział o Stalinie jest skomplikowany i czasem dobrze jest przekartkować do tyłu, by lepiej tę sieć zależności rodzinnych zrozumieć.

Poranna, spacerowa (refleksyjna) Bibi z lekko ośnieżonym grzbietem!

Przyprawa musi płynąć

Zwycięstwo celebruje się w świetle, lecz wykuwa w ciemności

Obejrzałam wczoraj pierwszy odcinek serialowej Diuny. DOBRY. Będzie bolało to dawkowanie odcinków, jak to na HBO, ale NIE dam rady czekać kilka tygodni, żeby mieć od razu całość. Tym bardziej, że fora i internetowe teorie, już po pierwszym odcinku, inspirująco się mnożą… Mówi się, że to będzie nowa Gra o Tron i BARDZO mi się ten początek spodobał. Ach, i to ma być kilka sezonów! Obejrzę to pewnie ponownie z dziećmi (jak mi jutro wrócą) i pewnie dostrzegę wtedy jeszcze więcej szczegółów! Fabuła jest skomplikowana, oglądać trzeba uważnie i poniedziałki nabrały zupełnie nowego smaku!

W weekend wolny od atrakcji nadganiam zaległości ostatnich 10 dni. Wczoraj wieczorem nagrałam sobie głosówkę, żeby o niczym nie zapomnieć i pierwszy punkt z listy (pomijając poranne, sobotnie bieganie –btw. dziewczyny TEŻ oglądają Diunę!), czyli zapisanie Mieszka na jakiś tam wolontariat, już odfajkowane! Porozkładałam po szafkach wyprane majtki i skarpetki i chyba powinnam sobie kupić, do MOJEJ szuflady, pudełka segregujące rajstopy, skarpetki krótkie i skarpetki długie. Pochowałam także cienkie szale, a jesienne wiatrówki i kamizelki wylądowały w pralni. Na wieszakach mamy ciepłe szaliki, a przy drzwiach CIEPŁE buty. Zmieniam także pościel młodemu, więc za oknem wietrzy mi się konstrukcja z poduszek i kołdry ułożonych na suszarce!

biały piątek (sypnęło śniegiem, że hej!)

We wtorek byłam w Kutnie! Tym razem odwiedziłam z uczniami muzeum i naprawdę mi się tam podoba. W Kutnie jest Pałac Saski, który jest najlepiej zachowaną budowlą z okresu Saskiego (był tam Napoleon i bywali królowie!) i powiem Wam, że niezłe jest patrzenie na portrety i słuchanie o życiu króli, mając naszą obecną medyczną wiedzę. Na początku tego roku patrzenie na obrazy zmieniła mi histeria.sztuki, która dopatrywała się w nagich malarskich aktach różnych chorób, które dopadają kobiety przez stulecia. Tak mnie to skrzywiło, że nudne portrety i ryciny są żywą historią.

I dziś znowu jadę, choć nie tak daleko! I biało wszędzie!

  • Mieszulkis, a na co masz ochotę w weekend? Może jakieś kinko? – zapytałam Mieszka, bo ruszyliśmy wczoraj po południu na poszukiwanie kurki zimowej.
  • No nie wiem. Ostatnio ciągle byłem w kinie. I nie bardzo mi się chce.
  • A może Gladiator? Tam gra Pedro Pasqual!
  • Tata już chciał z nami na to iść, bo on przyjeżdża na weekend. I pytał się nawet co myślę o cesarstwie rzymskim.
  • Zadał Ci TO pytanie??? 😀

inwazja, a właściwie jej zapowiedź (śniegu i świątecznej aury)

Wczoraj Diabli przysłał filmik, jak tam u nich, w zachodnich landach sypnęło śniegiem… Obejrzałam i wracając z nocnego spaceru z Bibs, podniosłam w aucie wycieraczki! Jak z każdej strony idzie ta zima, to chyba znaczy, że dojdzie? SŁUSZNIE, bo chociaż najbardziej bałam się oblodzenia, to jak mnie tak przypruszyło śnieżkiem w nocy to chwilę rano z odśnieżaniem walczyłam! No i poranny Mieszko mruknął, KIEDY on dostanie kurtkę zimową i ocknęłam się, że obiecywałam mu na black friday, ale to dopiero za tydzień, a nie JUTRO! Wariant załóż pod spód sweter za bardzo nie przejdzie, bo rękawki są za krótkie…

Natomiast gdy wyrwałam się na szybkie zakupy spożywcze, uderzyła mnie świąteczna aura w sklepie. Lada moment Mikołajki! Z pannami jakby łatwiej, ale dla Mieszka wymyśliłam piżamki! To co ma, to jakaś całkowita katastrofa, wybiera się w końcu do sanatorium i strój nocny powinien mieć.

Jechałam rano, w tym okienku co to je miałam, na zakupy. Osiedlem szła sąsiadka ze swoją czwórką dzieci. Takiego strasznego drobiazgu. Zatrzymałam się przy niej i przez okno mówię:

  • Nigdy tak na siebie nie patrzyłam, jak szłam z trójką, ale wiesz, że jesteś bohaterką?
  • Dzisiaj rano się popłakałam. Myślałam, że nie dam rady.
  • Będzie łatwiej!

I taki mam listopadowy apel, żebyśmy o te mamy małych dzieci dbali, bo to jest taka robota, że trudno sobie wyobrazić!

BLOW

Uzbekistan to zabytki, ale dla nas ten wyjazd, to byli ludzie. Byli różnorodni, inspirujący i niezwykli. Kontakt z nimi i tymi zupełnie innym kulturami był tak intensywny, że jednego wieczoru któraś panna powiedziała mi, że jest przebodźcowana. Chciano z nami rozmawiać, chciano się z nami komunikować i korzystaliśmy z tego. Mocnych i burzących naszą wiedzę informacji, dostarczali taksówkarze (wiecie, że praktykujący Islam Uzbecy obrzezają nie tylko chłopców, ale też dziewczynki?) i za każdym razem gdy wsiadaliśmy do czyjegoś auta dzieci rzucały coś w stylu: Tylko nie rozmawiaj z nimi o polityce, bo nas deportują. Niezłe mieliśmy też pogawędki w naszych guest housach z innymi podróżnikami. Jeden Francuz opowiadał np. o żiros i kebabi i chwilę zastanawialiśmy się, czym ten żiros z akcentem na o jest (gyros, czyli grecki kebab).

Fajnego gościa poznałam w samolocie z Samarkandy do Abu Dhabi. Ekipa siedziała dwa rzędy przed mną, a ja wylądowała tuż obok Słoweńca o imieniu Marko i trzy godziny przegadaliśmy o Islamie i życiu. Gość był byłym nauczycielem geografii, przez dwa lata walczył z jakimś strasznym choróbskiem i gdy w końcu wygrał walkę o życie, zaczął podróżować. Rząd nie znalazł dla niego pracy, więc chociaż był w moim wieku, został wysłany na emeryturę zarabiając połowę swojej dotychczasowej pensji. To, plus zbieranie grzybów lecie (wyprowadził się z Ljubliany i zamieszkał przy granicy z Austrią) zapewniało mu wystarczający dochód, by przez pół roku low-costowo włóczyć się po świecie. Powiem Wam, że takie rzeczy, to tylko w Europie mogą się zdarzyć. Dobrze się z nim rozmawiało, bo jak przystało na nauczyciela znał te wszystkie niuanse, z którymi borykają się współczesne dzieciaki. Rozumiał czym jest Aspargar i jak trudne jest przejście przez wiek nastoletni. I nieźle, bo lecieliśmy nad Iranem, nad którym nie było chmur i on wszystko potrafił nazwać. Szczyty gór, które mijaliśmy i miasta nad którymi lecieliśmy. Chodziłam więc co chwila do dzieciaków i mówiłam: O zobaczcie! To jest Shiraz! A tamten górski łańcuch to Zagros! Natomiast od razu wyjaśnię, że znajomość NIE ma oczywiście cd. Marko jest człowiekiem bez telefonu komórkowego, zresztą znalazł nas później na lotnisku, bo miał problem, w rozwiązaniu którego technologia się przydaje. Z Abu Dhabi chciał lecieć do Omamu, ale AirArabia nie chciała go wpuścić na pokład, bo nie miał rezerwacji hotelu w Muscat. Znalazłam mu więc hotele, które mają miejsce i się rozlecieliśmy w przeciwległych kierunkach!

Mam też dla Was zabawną historię. W naszym guest housie poznaliśmy również jedną uroczą parę. On był bardzo przystojnym Polakiem, a jego chłopak być dość przystojnym i zabawnym Filipińczykiem. Rozmawialiśmy o papieżu, Azji i podobieństwach między krajami. I pewnego razu ten Filipińczyk wszedł do tej sali wspólnej, gdzie goszczono nas owocami, zawiesił się na szyi swojego chłopaka i powiedział mu szeptem: I’m in love in this boy!, ale szept dotyczący Mieszka usłyszałam i ja, i Łucja. Mieszko, gdy mu to przekazałyśmy zrobił tylko rolla oczami!

Dni poza domem mijają za szybko i to już środa! Wracałam wczoraj wieczorem i zobaczyłam ruchomy ekran z filmem, co to go teraz (do prasowania), oglądam i od razu żwawiej pognałam do domu! Zaraz włączę do pieczenia dynię z rynku i może wstawię również jabłka do upieczenia? To wtedy na kolację wjadą naleśniki!

Ekran rozmazany, ale widać, że chodzi o kolejny hit Amazona

deszczownik

Liliana ma dziś mieć w szkole prezentację i miałyśmy rano dramę. Że nie wygląda tak jak by chciała, że wszystko jest nie tak i że w ogóle się nienawidzi. Jeśli chodzi o Lilianę to TEN komplet żali to standard i procedury uspokojenia mamy opanowane. Koniec końców panna założyła płatki pod spuchnięte oczy i kazała się odwieść na spóźniony autobus (fotka wyżej). I wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że ja też DZIŚ jestem w biegu i ledwo zdążyłam na mój pociąg (znowu jadę w delegację)! Wymyśliłam sobie, że jak się rozsiądę to wyjmę sobie kanapkę z kotlecikiem od mamusi i popiję herbatką z termosu (OBIE rzeczy mam) i będzie mi TAK dobrze, że aż sobie zamacham palcami u nóg, lecz wpadłam na peron, gdy pociąg był już na torach (nagrałam to dzieciom) i jadę cały czas taka spięta, że MOŻE w drodze powrotnej się wyciszę.

A z Mieszkiem u psychologa byliśmy w związku z orzeczeniem by mógł egzamin ośmioklasisty, ze względu na niewyraźny charakter pisma, pisać na komputerze. Przed nami jeszcze spotkanie z pedagogiem na początku stycznia, ale pierwszy lekarz już wydał zgodę na taki manewr. Przy okazji wykonano na nim testy i okazuje się, że jest genialny! IQ ma bardzo wysokie, jego mocna strona jest werbalna (potrafi się wypowiedzieć, uzasadnić i przekonać do swojego zdania, a mówiąc nie odczuwa stresu), a super mega pro jest w myśleniu abstrakcyjnym. Wszystkie wyniki ma dużo powyżej średniej oprócz kodowania i tutaj dok podejrzewa aliterację, czyli problem z lustrzanym odbiciem. WIEM, jest to coś z czym miał problem już jako dziecko i dlatego np. słabo mu szło na karate, bo on po prostu tych ruchów, które miał wykonać, nie potrafił odtworzyć!

pon

Siedzę właśnie z Mieszkiem u psychologa i próbuję zaplanować tydzień. Trzy dni mam poza domem, mamy problem ze szczepionką na odczulanie moje i Lilki, bo jej nie ma i totalnie nie wiem co zrobić. W piątek Łucja zdała część praktyczną na prawie jazdy (egzamin z jazd mamy w grudniu), a w weekend pozakładałam czasowniki na kontakty, czyli w domu mamy ciepło. Pierwsza fala prania już ogarnięta, a rano odkurzyłam w POŁOWIE domu. U Mieszka w klasie jest zbiórka na Mikołajki i jak zobaczyłam wiadomość z kwotą za jaką dzieci mają sobie kupić prezenty to złapałam się za głowę. Nie chcę być takim blokującym wszystko rodzicem, więc przytaknę, ale sam Mieszko gdy wrócił w piątek ze szkoły zapytał: Mamo, a co ja mam chcieć? Btw. Łucja odpowiedziała mu, że bon do Auchan by się przydał. 😀

Set zdjęć ostatni. Z Buhary. Dobrze nam ten wyjazd zrobił, nawet jeżeli teraz wszyscy gonimy w piętkę z zaległościami. Zawsze o tej porze roku skóra robi mi się ziemista, paznokcie łamią, a włosy wypadają. I tak było przed wyjazdem, a teraz wszystko jest jak po jakiejś super kuracji witaminowej.

Buhara to największy kompleks budynków Islamu w Azji. Są tam medresy pełne uczniów i świątynie. Budynki cały czas spełniają swoje funkcje. Jest przyjemnie. Pustawo, sucho i ciepło. Jadąc tam pociągiem (to była nasza wycieczka na 11 listopada) mijaliśmy pola bawełny, którą zbiera się właśnie teraz. Najbardziej charakterystycznym elementem Buhary jest wieża, której zdjęcie otwiera ten wpis.

To słynny opowiadacz bajek – Choja Nasreddin na swoim osiołku. Tu oczywiście jest miejska legenda, że jak za coś złapiesz to to Ci się uda. Ja złapałam za ogon, czyli za pieniądze! Btw pyszczek osiołka jest na miłość, uszy na sukces, a but Choji na podróże!
Zdarzył nam się kryzys z Lilą i na herbatę do pijalni herbat poszła sama Łucja z Mieszkiem. Lilę na szczęście pocieszył mały kocurek, który znalazł się znikąd i zajął jej kolana. Jak widać panna jest trochę spuchnięta od płaczu, ale już się rozpogadza!
a w tej pijalni zasiadła Łucja z Mieszkiem (który w chwili zdjęcia był w toalecie)

Ciągle przysyłasz mi to samo zdjęcie

-żalił się Mati Łucji, gdy ta wysyłała mu kolejne foteczki z kolejnego dnia. ALE to były różne budynki, tyle, że dla nas tamta architektura jest na tyle inna, że nam się to wszystko zlewa. Kopuły, mozaiki i złocenia. Nie ma sobie równych tamto miejsce!

Kuchnia w Uzbekistanie jest stepowa. Nie ma tam takiej warzywnej finezji jak u Azerów, bo jest mnóstwo mięsa i wybitne bułeczki (pierożki?) zwane samosami. Sprzedawane są wszędzie. W pociągu, na ulicach – zawsze w taki sam sposób. Wynurza się z zakrętu, z bramy mężczyzna z tacą przykrytą barwną tkaniną. Trzyma ją wysoko, na jednej ręce. Samsy są z ziemniakami, z mięsem, z dynią i każdy przyrządza je po swojemu. Kosztują max 2 pln i są pyszne. Inne danie narodowe to płow, czyli ryż z mięsem i z przyprawami smażony w wielkich misach. Oryginalnie serwuje się go z koniną (i będę z Wami szczera, że nie wiem z czym go nam podawano), a raz zamówiliśmy wersję lux i ona była.. z drozdami. Wielki półmisek był ozdobiony czterema mini ptasimi korpusikami. Nie wiedzieliśmy na czym ma polegać wersja lux, ale uznaliśmy, że trzeba jej spróbować, żeby mieć punkt smakowego odniesienia i MIELIŚMY za swoje.

Są przystojni ci Uzbecy (młodzi mieszkańcy Taszkientu wyglądają jak wykonawcy K-popu) i tak jak Wam już pisałam, byli nami zachwyceni. W zlepku fotek niżej (dziś wkleiłam Wam Samarkandę) jest jedna z grupek, która osaczyła panny, by MIEĆ z nimi zdjęcie!

Biżuteria jest piękna, ale ceny są większe, że niż zakładał nasz budżet, więc z błyskotek NIC nie doszło!

Niedziela. Prezenty na kolejną imprezę już zapakowane, ja zaraz ruszam z prasowaniem, gdzieś w głowie mi wczoraj zadzwoniło, że niedługo Mikołajki i jutro mamy jakiegoś lekarza z Mieszkiem! Młody gra (odziany w kigurumi i skarpetki z wełny z WIELBŁĄDA), Liliana ogląda tik-toki na odzyskanym telefonie, a Łucja włączyła sobie jakąś kolejną romantyczną historię na netflixie. Nie wiem co gorsze. 19 sezonów Greys Anatomy czy kolejny film o miłości?

Szafran z Samarkandy

Wyjazdowy podział kompetencji jest dokładnie określony.

🪘Łucja odpowiada za sektor jedzenie i polecajki. Ona sprawdza opinie o hotelach, knajpach, plażach i nawiguje.

🪘Lilka jest księgowym. To na jej telefonie na ogół jest zakupiony wyjazdowy Internet (tym razem było inaczej) i ona wie ile co kosztuje jeżeli jest inna waluta. W Uzbekistanie były sumy (jeden sum uzbecki to 0,00032 złotego) które są w tysiącach i milionach. Banknoty są niebieskie i ja nie nauczyłam się ich przeliczać i WIDZIEĆ te kwoty na nich (2000, 20 000 czy 200 000?). Pytałam się czy to dużo i na ogół słyszałam, że nie. Albo, że było gdzieś taniej. Ogólnie jest TAM tanio. Raz gdy w taksówce daliśmy 100 tysięcy sum, to kierowca nie miał jak nam wydać. A 100 tysięcy sum to 30 PLN. Daliśmy mu wtedy 2 dolary (bo mieliśmy takie banknoty) i okazało się, że gość NIGDY wcześniej nie widział takich pieniędzy i rozliczenie z nami bardzo go ucieszyło. Dolar jest warty tyle co euro i jedyne miejsce, gdzie jest jakaś różnica kursowa to banki, w których były gigantyczne kolejki.

Fun fact, że miał być to nasz pierwszy wysokobudżetowy wyjazd, ale TAK chyba nigdy się NIE stanie… Jak być może pamiętacie wakacyjny budżet przelany na Cinkciarza zniknął. Może wróci, na razie krąży gdzieś w bankowych przestworzach. Gdy to odkryłam szybko przelałam 200 euro na Revoulta. Ogarnięte? NIE, bo nawalił telefon Lilki, na którym była aplikacja bankowa. Na moim telefonie nie mam zainstalowanych bankowych apek, bo mam huawei-a i w ten sposób, kiedy jeszcze przed wylotem z Krakowa (w aucie w drodze na lotnisko) zablokował się telefon Lilki, zrobiło się krucho. Na szczęście mieliśmy trochę gotówkowych euro i dolarów oraz moje zwykłe karty, których ze względu na prowizje NIE chciałam używać. Było więc kasy mniej niż planowaliśmy, lecz DALIŚMY radę. Oraz TYM razem Internet był zainstalowany na telefonie Łucji.

Telefon Lilki JUŻ jest sprawny (serwis komórek to było pierwsze co zrobiliśmy w czwartek po odebraniu Bibi), ale na pewno ciekawi WAS jaką rolę spełnia Mieszko? I tu będzie historia… Z gościem od noclegu w Abu Dhabi spisywałam się przez whatsuppa od dwóch miesięcy. Tam jest moja fotka, wiedział, że pisze do kobiety i to ze mną wszystko ustala. Czekaliśmy więc pod budką z kebabem, była jakaś 23-cia tamtego czasu, dzielnica tętniła, a taksówkarz odjechał. Gość miał pojawić się w ciągu 10 minut i rzeczywiście po kwadransie go zobaczyliśmy. Młody, trochę dłuższe włosy. Spojrzał na naszą czwórkę, otasował i wyciągnął rękę do… MIESZKA. Młody mu ją uścisnął, a ja zbaraniałam.

🪘No więc, po to JEST nam potrzebny Mieszko. On (lat 13-ście) jest naszym ustawowym przedstawicielem w krajach arabskich! Dobrze, że nas za wielbłądy nie sprzedał!

Niżej Taszkient. Głównie metro, hotel Uzbekistan i pomnik Karimova. Absolutnie obowiązkowa przed wyjazdem jest książka Nowy Uzbekistan Agnieszki Pikulickiej-Wilczewskiej, za którą autorka ma dożywotni zakaz wjazdu do tego kraju. Dlaczego bawełna jest białym złotem i dlaczego Uzbecy wielbią poprzedniego prezydenta (by przejść pod pomnik przechodzi się przez kontrolę), o co chodzi z przymusowym zbiorem bawełny i dlaczego rozwija się Islam. LEKTURA wszystko wyjaśnia, ale na wszelki wypadek NIE pakujcie jej do bagażu podręcznego.

A co chodzi z tym szafranem? Otóż szafran zapakowałam do małych torebeczek i zabrałam dziś rano do moich biegowych dziewczyn! A potem pojechaliśmy na imprezę, bo chociaż dom mam zawalony kopczykami brudów, to weekend mamy zabawowy. Dziś były jedne urodziny (bliźniaki mojego brata mają już pięć lat!), a jutro kuzynostwo od strony Diabla też świętuje zakończone lata!

W krainie Timura!

Trasa, którą stworzyliśmy zaczynała się w stolicy Małopolski. Graficznie trzeba by to przedstawić tak: Kraków ✈️Abu Dhabi ✈️Taszkient 🚂 Samarkanda✈️ Abu Dhabi ✈️Kraków. Albo jeżeli być jeszcze bardziej precyzyjnym to TAK: 🚗Kraków✈️Abu Dhabi ✈️Taszkient 🚂 Samarkanda🚂 Bukhara 🚂 Samarkanda✈️ Abu Dhabi ✈️ Kraków🚗. No dobra, nie było tak totalnie bezkosztowo, bo doszła benzyna do Krakowa, parking koło Balic i przechowalnia bagażu w Abu Dhabi (w tamtą stronę mieliśmy aż 16 godzin), no ale doszły też dodatkowe atrakcje. Ach, no i dwie noce spędziliśmy w agroturystyce dla koniarzy pod Krakowem, bo wylot był rano, a powrót po 21-szej.

Btw. Pociągi były różne. Ten z Bukhary był sypialny, a za to do Samarkandy pojechaliśmy pociągiem o nazwie Sharq co znaczy Orient po Uzbecku. Orient Express? Trzeci przejazd był pociągiem Afrosiyob czyli pojazdem ultra szybkim i nowoczesnym. Bilety na pociągi trzeba kupować 45 dni wcześniej, bo błyskawicznie się kończą (kupuje się je przez UzbekRail). Najlepszą inwestycją był wynajem przechowalni w Abu Dhabi. Jedną szybką decyzją pozbyliśmy się walizki, zimowych kurt i ciężkich bagaży.

Wyjazd udał nam się super. Rzeczy nieprzewidzianych wydarzyło się morze, ale wrażeń tyle, że będziemy to jeszcze chwilę przetwarzać. W Abu Dhabi zaklepaliśmy nocleg. One są tam dość drogie, więc zaryzykowałam i wybrałam miejsce z zerową ilością ocen na bookingu. I okazało się, że nie tylko adres poznaliśmy dopiero po przylocie (gość przysłał pinezkę na mapach googiel), nie mamy łazienki w pokoju, a apartament dzielimy z pracownikami z Indii. I w ogóle nasze lokum wcale nie było w Abu Dhabi, a w dzielnicy imigrantów z Pakistanu i Afganistanu. Łazienka pływała, a klimy nie dało się wyłączyć i nas prawie poprzeziębiała. ALE spało nam się tam dobrze i TAM zjedliśmy najlepsze jedzenie podczas całego wyjazdu. Zresztą ani przez chwilę nie czułam się tam niebezpiecznie.

W Abu Dhabi, z samego rana, tuż przed odlotem, zobaczyliśmy niesamowity meczet Sheika Al Zayida. Wejście jest za darmo, ale wcześniej trzeba zarezerwować wejściówkę przez stronę rządową (tak jak do Bundestagu).

A Uzbekistan jest cudowny. Otworzył się na turystów niedawno (5 lat temu) i jest tam ich mało. Turyści zatrzymują się w klimatycznych guest house-ach, śniadanie zawsze jest w cenie, ale oprócz tego jesteś nieustannie bombardowany przez gospodarzy półmiskami owoców (ależ tam są pyszne melony!) i ciastami.

Taszkient to całkiem nowoczesne miasto z najpiękniejszym metrem w całej Azji, Samarkanda to serce jedwabnego szlaku i jedno z najdłużej zamieszkanych miast świata (6 tysięcy lat), a Bukhara to największy i najcenniejszy Azjatycki kompleks architektury Islamu (140 budynków). I zmierza Uzbekistan w stronę Islamu. Jak wsiadasz do taksówki i mówisz grzecznie Здравствуйте!  to oni odpowiadają Assalama alejkum i za pierwszym razem chwilę myślałam, żeby przypomnieć sobie, że muszę powiedzieć Alejkum salam. Stroje mieszkańców były zupełnie inne niż w Europie i taki chałat, który będę nosiła wiosną jako płaszcz, sobie kupiłam!

A wiecie co było TAM największą atrakcją? MY. Gdzie się nie zatrzymaliśmy wszyscy chcieli sobie robić z nami zdjęcie. Szczególnie osaczane było moje panny i na początku trochę je to przerażało. Później się już przyzwyczailiśmy i było to całkiem urocze! ❤️

No i jedźcie tam, zanim to zadepczą. Można bezpośrednio z Polski, bez kombinacji z półwyspem Arabskim, ale taki wariant też jest w porządku (nam się spodobał BARDZO). Ci turyści, których tam poznaliśmy kursowali w takiej pętli: Kazachstan- Kirgistan- Uzbekistan i Tadżykistan. Wszyscy mieli zajawkę jak wjechać do Turkmenii, która nie wydaje wiz i nie wpuszcza nikogo, więc w międzyczasie krążyli po dawnych ziemiach Timura. Za jego (i jego potomków) czasów sułtanat Samarkandy sięgał od Delhi do Morza Śródziemnego, więc jest co oglądać!

Wrzutki będą przez kilka dni, bo się nie wyrabiam 🙂 Towarzystwo już w szkołach, ja dziś poza domem, więc na początek fotki z Abu Dhabi (jak widać w meczecie byłyśmy w chusteczkach), ale wpierw roleczki:

Dubai Chocolate to jakiś wiralowy produkt, który jest DROGI. Niemniej jednak, JEDNĄ tabliczkę kupiliśmy i ZEŻARLIŚMY 🙂