WESOŁYCH I RADOSNYCH! 🎄

  • A byłaś po sernik?? – zaniepokoiła się urzędująca przy mikserze Lila
  • Byłam, byłam. Z samego rana, jeszcze przed spacerem z Bibi. Zabrałam ze sobą Łucję.
  • I jaki kupiłaś?
  • Ten z wiśnią, który ostatnio wybrałyśmy. Tylko, że oni mieli go pokrojonego na ćwiartki i wzięłam jedną ćwiartkę… Dołożyłam do tego ciasto piernikowe, bo Łucja powiedziała, że ona nie jest fanką makowca.
  • Makowca miała kupić babcia, więc może i dobrze.
  • Tylko, że przy płaceniu jakoś tak wydało się mało, więc wzięłam jeszcze sześć świątecznych czekoladowych pralinek.
  • To jesteś właśnie TY z Łucją!!! Jak się puści Was same, to zawsze takie g.no wybierzecie! Jak było Ci mało, to trzeba było wziąć kawałek jakiegoś innego sernika! Co nam po pralinkach!? „Podzielmy się opłatkiem i zjedzmy po pralince”????
  • ŁUCJA!!!!! ONA nas hejtuje!!!

Od rana ogarniamy. Zupa rybna dochodzi, w piekarniku robi się ciasto daktylowe, które w całości, od początku do końca, zrobiła Lila. Mamy pomocniczy gadżet, czyli wagę kuchenną, którą na Mikołajki Łucja dostała od Matiego i to bardzo upraszcza nasze gotowanie na bazie przepisów! Ponadto odkryłyśmy, że mamy w domu składniki na DWA różne ciasta, ale nie pamiętamy jakie miało być te drugie, więc słodkie zagęszczone mleko po prostu zaczeka w szufladzie na swoją kolej!

Od góry widzicie i rybny wywar, którym później zalałam kawałki odfiletowanych ryb podsmażonych z czosnkiem i cebulą, naszą nową wagę kuchenną, Łucję w cukierni, gdy odbierałyśmy sernik i przy okazji wzięłyśmy sobie kawę z ciachem. Drugi rządek to kupione ciasta z pralinkami, które świątecznie są pakowane w pudełka z Dziadkiem do Orzechów, przepis na zupę rybną, którą robię co roku oraz odmaczające się w mleku roślinnym daktyle. Ostatni podłużny obrazek to Lilka miksująca składniki do ciasta. Stanowisko do miksowania jest na podłodze, bo w gniazdku na blacie kuchennym było rok temu dość konkretne zwarcie, więc staramy się ograniczać urządzenia w tamtym miejscu 😉

Jak rano nastawiałam wywar na zupę rybną to w głowie miałam temat, który mnie ostatnio bardzo męczył. Jedna znana nam rodzina przechodzi akurat kryzys, chyba się im to małżeństwo rozpadnie i TAK jest dużo emocji, że rykoszetem dostają wszyscy wokół. I ich dzieci, które jeszcze trzy tygodnie temu mówiły do mnie „ciociu” w tej chwili nie odpowiadają na dzień dobry. Ja coś zagaduję, a oni mijają mnie bez słowa. I ja wiem, że nastolatki lubią radykalność pt. jak nie jesteś ze mną, to jesteś moim wrogiem, ale ja nie jestem za nikim. Gnębiłam o to nawet Diabla, że źle się z tym czuję, gdyż przez rozmowę z jednym z ich rodziców, trafiłam w niełaskę ich dzieci i absolutnie nie wiem dlaczego. Diabli kazał mi temat olać i się zdystansować od g-niarzy, ale męczyło mnie to.

I dziś rano jak wracałam z Bibs to nich wpadłam. Akurat siedzieli w aucie z tym drugim rodzicem i chwilę z nimi gadałam. Jakiś taki suchar w stylu, że Wesołych Świąt i że w życiu dzieje się TAK dużo nieodwracalnych i ostatecznych rzeczy, że problemy partnerskie są niczym. Tak uważam. Mamy choroby i starość, a to, że trzeba zacząć od nowa, to NIE jest najgorsza rzecz na świecie. I że bardzo lubię tego Mikołajka, który siedzi na tylnym siedzeniu, ale jak nie będzie mi mówił dzień dobry, to Mikołaj przyniesie mu rózgę. I coś puściło i temat się odblokował. A ja poczułam jakby mi taka wielka gula spadła, bo nie znoszę, jak ktoś zaczyna mnie nienawidzieć, a naprawdę czułam, że były te dzieciaki niemalże moimi dzieciakami.

Jest to dla mnie pierwszy tegoroczny świąteczny cud i zawsze bardzo wyglądam takich przewrotów i uzdrowień. My finiszujemy gotowanie, pakujemy się i ruszamy do dziadków! Wracamy jutro! Jedzcie, cieszcie się tym co jest wokół Was i bądźcie dla siebie dobrzy!

Choinka ze świata… polityki?

Tuż przed świętami udało mi się zarejestrować niewielką grupę uczniów na wycieczkę do Sejmu. A ponieważ to JA organizowałam, to na listę wciągnęłam też czwórkę (bo z Matim) moich dzieci. Szliśmy tam z pytaniami… Czy w Sejmie jest choinka? Czy tuż przed świętami zobaczymy jeszcze jakichś posłów, co składają sobie życzenia Wesołych Świąt? A może posłankę, która szybko będzie biec w świątecznej garsonce na jakieś kuluarowe spotkanie ze śledzikiem???

I doskonały był ten termin, bo dzisiaj były tylko dwie wycieczki i standardowa trasa trwa 40 minut, a my po korytarzach, salach i podziemiach włóczyliśmy się, razem z przewodniczką, przez dwie godziny! Wszyscy byli bardzo zadowoleni, więc chociaż jechałam z taką wątpliwością, czy nie lepiej odwołać całej imprezy, bo jednak wszyscy głowami już w świętach, to było super. Hitem była choinka, która jest największą choinką w historii Sejmu i chyba jest to również największa choinka w obiekcie zamkniętym w Polsce. No i szopka, której jeszcze nigdy w Sejmie nie ustawiano, a w tym roku JEST!

Dostaliśmy całą szatnię, gdzie zostawiliśmy nasze kurtki i torby. Szatnię, mogliśmy zamknąć i kluczyk miałam ja!
To jest nagroda od YOutuba za zasięgi, bo jak wiecie obrady Polskiego sejmu są najczęściej oglądanymi obradami sejmowymi na świecie
Wejście główne – na wprost sekcja prasowa i dziennikarze
Tych choinek to w ogóle jest trzy, a marmur na schodach, to ta sama odmiana, którą uwielbiał Michał Anioł
Tu widać kudły Matiego 🙂
A tu kudły Lili i gładką blond szyję Mieszka
Szopka
I naprawdę gigantyczna choinka!

Nareszcie poczułem magię świąt!

-wykrzyknął Mieszko w piątek, po powrocie ze szkoły.

  • Chodzi o światełka w innym domach, czy o zapach ryby, który jest w całym NASZYM domu?
  • Nie. Co zrobiłaś z głową?
  • Jaką głową?
  • Głową ryby. Na tym zdjęciu, które nam przysłałaś na grupę.
  • A po czym poczułeś tę magię świąt?
  • Wszyscy sobie składają życzenia. To co zrobiłaś z głową??

Taką mieliśmy odwróconą kolejność weekendu, że u dziadków byliśmy wczoraj, a dziś sprzątałam! I dom LŚNI. Po MOJEMU lśni, czyli wszędzie odkurzyłam, w użyciu był mop, a świąteczne dekoracje stoją już w całym domu! Dziadkom zawiozłam jemiołę, bo kupiłam za dużą do nas (ja w końcu wieszam na lampie i taka symboliczna gałąź wystarczy) i cytrynową babę (niech już u nich CZEKA). Dziś zapakowane zostały wszystkie zaległe prezenty i tym razem pomagał mi Mieszko. Babcia (ostatni brakujący prezent) ➡️ dostanie talerz i dwie małe podstawki z Dziadkiem do Orzechów. Strasznie podobają mi się te grafiki z Nutcrakerem,💂 a jak na chwilę wpadłyśmy wczoraj z Lilką do sklepu to odkryłyśmy, że wyprzedaże się JUŻ zaczęły!

Pierwsze ciasto – JEST! ✅

  • Lil, a widziałaś najnowszą, CZEKOLADOWĄ, roladę Rozkosznego?
  • Nie ma szans, żeby nam się udało. TO ma się zrolować.
  • Fakt. NAM to się prędzej połamie i pokruszy, chyba, że od razu nastawimy się na czekoladową kostkę z wiśniami?
  • Można. A jakie my w końcu ciasta robimy? Daktylowe i bananowe?
  • Bananowy chlebek to nie wiem… Daktylowe tak. Jeden sernik bym kupiła. Pytanie jaki? Może właśnie taki z wiśnią? Marzy mi się też włoska baba… Makowca chce kupić babcia. – siedziałyśmy z Lilą w cukierni i ustalałyśmy świąteczne menu, bo ciasta to nasza działka.
  • A nie za dużo tych serników? Miałyśmy upiec japoński.
  • Nie wiem czy on jednak nie będzie za trudny… On chyba ma coś podchwytliwego. Sprawdź go pls, szybko!
  • Składniki proste… Mam: piecze się zanurzonego w kąpieli wodnej. Nie uda się.
  • Kolejnym razem się na niego porwiemy!

A potem poszłyśmy kupować włoską babę. Znamy sklep, gdzie jest ich mnóstwo, jest oliwa z beczki i można kupić wybitną kanapkę z mortadelą. Starszy Włoch robi takie panino dla Ciebie przez kwadrans, Ty w tym czasie umierasz parokrotnie z głodu, a potem on daje Ci COŚ co smakuje jak NIC na świecie! Tam też, dziś, kupiłyśmy babę. Spróbowałyśmy różnych, klasyczna z rodzynkami jest pyszna, z mandarynkowym kremem jest cudowna, pistacjowa smakuje jak pączek z pistacją i w końcu wybrałyśmy cytrynową z kremem cytrynowym!

Mamy też jemiołę!

Misja: RYBA

  • Wydaje mi się, że tam gdzie kuchnia jest klasyczna i stała, NIE docenia się kucharza. Natomiast gdy tego obiadu czasem nie ma, albo regularnie jest wielkie kombinowanie z kuchennymi wynalazkami, komplementy są, bo wiadomo jest, że NIE musiało się udać – wałkowałam wczoraj z Lilką problem jednego znanego nam małżeństwa, gdzie pani domu ma za złe domownikom, że przestali jadać to co dla nich przygotowała.
  • Nie. Ja bym powiedziała, że domy gdzie większość stanowią mężczyźni są domami bez komplementów i chwalenia. Kobiety częściej potrzebują się wspierać.
  • A nie uważasz, że kucharz kobieta jest chwalona rzadziej? Tam gdzie gotuje mężczyzna, jest to jednak nie stereotypowe i kobiety chwalą swoich mężczyzn i mężów i prywatnie i publicznie.
  • Tam gdzie kuchnia jest naprawdę dobra chwali się kucharza. Może też tak być, że wtedy niezbyt chętnie jada się poza domem.
  • Ok, ale różnorodność i niepewność czy posiłek się pojawi jest też ważna. Plus myślę, że domową kuchnię docenia się po latach. Tęskni się za tym co było w domu i wtedy wygrywa kuchnia klasyczna, bo ją lepiej zapamiętujemy. Za kuchnią fusion nikt nie tęskni. Może za eksperymentowaniem z jedzeniem, ale do tego zawsze można wrócić.

Panna L nie poszła dziś do szkoły, bo mają klasową Wigilię… Miałyśmy duże zwarcie w tej kwestii rano. Nie będzie Ci lepiej w życiu, jeśli ze wszystkiego będziesz rezygnować!– wykrzyczałam, bo rozbudowana historia, o tym, że były znaki, że NIE powinna iść (typu pobrudziła sobie fluidem bluzę, bo postanowiła się w ostatniej chwili przebrać) doprowadziła mnie do szału. Nie mogę jednak jej złamać, bo nie ma jak. Mam ją zawieźć i wprowadzić na siłę do klasy? Na razie więc mamy CICHE godziny i panna leży pewnie w swoim łóżku z telefonem. NIE wiem – tak sądzę, bo ja od rana jestem w biegu! MAM jakby nie było już ryby, baa, już je nawet sprawiłam i w zamrażarce są dwa pojemniki: z pokrojonymi w kostkę filetami i z resztą, na bazie której ugotuję wywar.

Warunki pracy MIAŁAM trudne. Miaustra karmazyna zniosła godnie, ale jak wjechał dorsz (na tej fotce) to nerwy puściły. Smaki narastały, bo później był jeszcze łosoś, a na samym końcu halibut!

Życie nie jest tym, co człowiek przeżył, ale tym, co i jak zapamiętał.

-„100 lat samotności”, wiem, że książkę znacie, ale ja zaczęłam serial na Netflixie i też jest bardzo przyjemny!

Prezenty zapakowane! Tzn. jeszcze muszę coś dokupić babci, bo Krzycho jako dodatek do kalendarza ma skarpetki… A babcia ma na razie tylko kalendarz… Może ze 2-3 miseczki? Dziadki mają mało miseczek. Albo zawieszki zapachowe do szaf? Byłam dziś w sklepie, gdzie były tylko takie zawieszki. Może jutro coś mnie natchnie?

Podsumowując kwestię papierów świątecznych, jedne mam przepiękne. Gdzieś udało mi się kupić takie wyjątkowe, bo dwustronne, a to jednak zupełnie inaczej wygląda przy rozpakowywaniu! Ach, no i w końcu ubrałam choinkę i przy okazji odkryłam, że potrzebuję światełka na przyszły rok!

„By powstała dobra powieść fantastyczna wystarczy zmienić jeden szczegół historii, typu:..

-…Polska nie przechodzi rozbiorów i ciekawe, gdzie teraz jesteśmy. Albo sprawca drugiej wojny światowej dostaje się do Akademii Sztuk Pięknych…”

Zaczęłam czytać Frostpunk i to fragment przedmowy. Btw. dobre te książki dostały dzieci od Mikołajów. Lilkowych Potomków Złych Ludzi już przeczytałam i też było świetne. Baa, patrzyłam, że druga część wychodzi na początku stycznia, czyli trzeba będzie książkowy zbiór uzupełnić!

Dziś środa! Do świąt już mniej niż tydzień! Najpóźniej jutro ubiorę choinkę, bo dzień miałam poza domem. ALE zawiesiłam światełka przed domem! Zupełnie o nich zapomniałam, a to wynalazek na baterię słoneczną, więc powinnam była to włączyć jeszcze na początku grudnia!

  • NIC mnie, Lila, nie kusiło w tym barze. Żaden drink i żadna postać. Nawet gdyby to miał być taniec strażaków. Wolałam wrócić do domu. Strażak vs łóżko nie ma szans.
  • To można połączyć.
  • Sprytne, ale wtedy łóżko traci swoją najważniejszą funkcję. Przywiozłam Wam za to po ciasteczku!

świąteczna sinusoida

  • Łucz, nie obraź się, ale nie mogę się doczekać aż skończysz szkołę. Nie dlatego, że cieszy mnie, że dorastasz, bo nie, lecz mam dość porannego wstawania.
  • Ja też.
  • Te cztery lata takich pobudek mnie wykańczają.

Bo mam dość. Cały czas jestem niewyspana. Wracam teraz z Wigilii pracowej i wszyscy szli jeszcze gdzieś do jakiegoś pubu, a ja po prostu się zmyłam, bo przecież u nas dzień zaczyna się przed szóstą. Także tak. Ale za to podczas dzisiejszych przejazdów skleiłam rolkę z naszego tworzenia tegorocznych kartek. Muzyka randomowa, bo nie było jak wybrać 😉 A Wigilia super. Był koncert, morze pysznego żarcia oraz fajni ludzie z którymi na ogół gadam przez jakieś komunikatory. Fotki jak będą to dokleję! Ach, udało nam się też dotrzeć dziś z Lil do laryngologa. Panna powinna być co parę lat sprawdzana, bo kiedyś miała duży niedosłuch, a tego lata miała na dodatek zapalenie ucha. Mamy skierowania na jakieś badania i temat będzie się rozwijał! Niżej screen z relacji chrzestnej Mieszka. Ona wyjechała całą swoją rodziną do Stanów i tak wkręca w tym roku swoje bliźniaki! 😀

chytra baba z Podkarpacia

Pojechałam z Mieszkiem po spodnie. Jest z nim problem, bo jest chudy i długi i wszystkie spodnie, albo są w wersji rybaczki, albo na pupie wiszą jak wielki worek. Spodnie SPORTOWE bywają w wersji SLIM, lecz po nie, trzeba było aż do outletu, bo to droższy produkt… I miał dziś młody wyprawę na kręgle, wrócił do domu o 14-stej (czyli wcześniej), więc ruszyliśmy i znaleźliśmy! A w sklepie, przy kasie, jeszcze 10% utargowałam 🙂 A o co chodzi z tą chytrą babą? Tak śmiesznie wyszło, bo w Kutnie mówią: chytra baba z Łowicza, na takie chciwe osoby co zawsze chcą ugrać JESZCZE więcej, czyli wychodzi na to, że ta przysłowiowa chytra baba, to zawsze z jakiegoś sąsiedzkiego miasta!

Poniedziałek. W tym tygodniu Łucja ma klasową Wigilię, Lila losowanie prezentów Mikołajkowych, a Mieszko zebranie w szkole. Zebranie w szkole ma dziś też Łucja, ale nie jadę, bo z matmy wyszła na dwóję, czyli nie ma zagrożenia, więc nie muszę. Zebranie u Mieszka jest w formie RUN (rodzic-uczeń-nauczyciel) i być muszą WSZYSCY. Btw. U Łucji zaczynają oddawać próbne matury i wstępnie wyniki panny są bardzo dobre! Jutro mamy dwóch lekarzy z Lilką oraz moje pracowe spotkanie Wigilijne. W środę bym chciała kupić ryby na zupę rybną i je przygotować (pociąć, wyfiletować i zamrozić). Na rynek jadę w piątek. Z prezentami temat zamykam, tym bardziej, że fanty dla dzieci pod choinkę zostawił mi też Diabli i muszę je w którymś momencie zapakować. Kartki rano wysłałam, ale choinka cały czas NIE ubrana. W kwestii napięcia końca roku, Łucja ogłosiła, że JEDNAK chce iść na studniówkę, czyli wpada jeszcze koszt imprezy+ koszt sukienki. Ale dobrze. Ona jednak lubi ten cały życiowy blichtr, panna nawet ślub sobie już planuje, nie dlatego, żeby go brać, lecz jak tu go nie mieć?

Na osłodę grudniowej bieganiny pożarty został czekoladowy Mikołajek! Diabli przywozi je w darach z Niemiec, więc uprzyjemniamy sobie te życiowe trudy regularnie!

kartki

A kartki?! No właśnie! Już powinny być wysłane, a my w lesie ze wszystkim. Zasiedliśmy więc dziś do robienia… I zamarzyły mi się fotki w pudełku. Widzieliście to na 100%, bo net jest tym zawalony. Przygotowujesz pudełko i wszyscy do tego pudełka wchodzą. Krawędź pudełka ozdabia się girlandą, a potem z kwadratowych zdjęć montujesz choinkę. I niby łatwo, a wcale łatwo nie było! Przede wszystkim wybrałam za małe pudło. Nie chciałam większego, bo bałam się, żeby nie było dużo tła, a efekt był taki, że nie udało nam się zrobić konfiguracji typu ja coś podaję Lilce. Pudło musi być więc duże. I nie powinno się mocno go ozdabiać, bo zawiesiłam taką pluszową laskę i ona wygląda jak przyklejona. Pomysł nam się jednak spodobał i będziemy do niego wracać!

Spotkałam na psim spacerze babkę z czterema psami. Dwa z nich to były owczarki borsoi, czyli carskie psy. Szczupłe, zwiewne i eteryczne. I mówię do niej:

  • Ależ ma Pani piękne psy!
  • To rosyjskie owczarki.
  • Tak, ja znam tę rasę. Ona jest bardzo rzadka w Polsce.
  • Ta jest z hodowli w Moskwie, a ta z Wilna.
  • A jak się nazywają?
  • Marusia i Jutrzenka.
  • Niesamowite. One tak nierzeczywiście wyglądają! Dużo musi być przy nich pracy…
  • Tak. To jednak charty i one chcą polować. Codziennie też je czeszę, ale na na nich dwóch widać różnice w hodowlach. Marusia gdy pojawia się na wystawach to wszystkie możliwe nagrody zgarnia.
  • Jest dużo większa i ta sierść jest jednak inna, ale obie są przepiękne. Nie chciała Pani szczeniaków, czy one są wysterylizowane?
  • Chciałam, ale się nie udało. Z zamrożonego nasienia ciąża się nie utrzymała.
  • Szkoda. Może ta wojna się skończy i będzie można znowu jeździć to się uda!

Niesamowita historia, nie? Jakoś tak człowiek żyje w tym świecie kundelków, ale są też pasjonaci, którzy chcą utrzymać stare rasy i też trudno się temu dziwić!