- A byłaś po sernik?? – zaniepokoiła się urzędująca przy mikserze Lila
- Byłam, byłam. Z samego rana, jeszcze przed spacerem z Bibi. Zabrałam ze sobą Łucję.
- I jaki kupiłaś?
- Ten z wiśnią, który ostatnio wybrałyśmy. Tylko, że oni mieli go pokrojonego na ćwiartki i wzięłam jedną ćwiartkę… Dołożyłam do tego ciasto piernikowe, bo Łucja powiedziała, że ona nie jest fanką makowca.
- Makowca miała kupić babcia, więc może i dobrze.
- Tylko, że przy płaceniu jakoś tak wydało się mało, więc wzięłam jeszcze sześć świątecznych czekoladowych pralinek.
- To jesteś właśnie TY z Łucją!!! Jak się puści Was same, to zawsze takie g.no wybierzecie! Jak było Ci mało, to trzeba było wziąć kawałek jakiegoś innego sernika! Co nam po pralinkach!? „Podzielmy się opłatkiem i zjedzmy po pralince”????
- ŁUCJA!!!!! ONA nas hejtuje!!!
Od rana ogarniamy. Zupa rybna dochodzi, w piekarniku robi się ciasto daktylowe, które w całości, od początku do końca, zrobiła Lila. Mamy pomocniczy gadżet, czyli wagę kuchenną, którą na Mikołajki Łucja dostała od Matiego i to bardzo upraszcza nasze gotowanie na bazie przepisów! Ponadto odkryłyśmy, że mamy w domu składniki na DWA różne ciasta, ale nie pamiętamy jakie miało być te drugie, więc słodkie zagęszczone mleko po prostu zaczeka w szufladzie na swoją kolej!

<><>
Jak rano nastawiałam wywar na zupę rybną to w głowie miałam temat, który mnie ostatnio bardzo męczył. Jedna znana nam rodzina przechodzi akurat kryzys, chyba się im to małżeństwo rozpadnie i TAK jest dużo emocji, że rykoszetem dostają wszyscy wokół. I ich dzieci, które jeszcze trzy tygodnie temu mówiły do mnie „ciociu” w tej chwili nie odpowiadają na dzień dobry. Ja coś zagaduję, a oni mijają mnie bez słowa. I ja wiem, że nastolatki lubią radykalność pt. jak nie jesteś ze mną, to jesteś moim wrogiem, ale ja nie jestem za nikim. Gnębiłam o to nawet Diabla, że źle się z tym czuję, gdyż przez rozmowę z jednym z ich rodziców, trafiłam w niełaskę ich dzieci i absolutnie nie wiem dlaczego. Diabli kazał mi temat olać i się zdystansować od g-niarzy, ale męczyło mnie to.
I dziś rano jak wracałam z Bibs to nich wpadłam. Akurat siedzieli w aucie z tym drugim rodzicem i chwilę z nimi gadałam. Jakiś taki suchar w stylu, że Wesołych Świąt i że w życiu dzieje się TAK dużo nieodwracalnych i ostatecznych rzeczy, że problemy partnerskie są niczym. Tak uważam. Mamy choroby i starość, a to, że trzeba zacząć od nowa, to NIE jest najgorsza rzecz na świecie. I że bardzo lubię tego Mikołajka, który siedzi na tylnym siedzeniu, ale jak nie będzie mi mówił dzień dobry, to Mikołaj przyniesie mu rózgę. I coś puściło i temat się odblokował. A ja poczułam jakby mi taka wielka gula spadła, bo nie znoszę, jak ktoś zaczyna mnie nienawidzieć, a naprawdę czułam, że były te dzieciaki niemalże moimi dzieciakami.
Jest to dla mnie pierwszy tegoroczny świąteczny cud i zawsze bardzo wyglądam takich przewrotów i uzdrowień. My finiszujemy gotowanie, pakujemy się i ruszamy do dziadków! Wracamy jutro! Jedzcie, cieszcie się tym co jest wokół Was i bądźcie dla siebie dobrzy!
Wesołych ŚWIĄT!





















