2025 dla domu

  • Mamo, co mamy do jedzenia w domu? – włączył nam się z Lilą nocny podjadek (to staropolskie słowo na przekąskę) w piątek i panna buszowała w lodówce.
  • Nic. Nie mogę Ci wybaczyć, że mi NIE przypomniałaś, żebym zabrała sałatkę jarzynową od mojej mamusi!
  • Zrobiłam to specjalnie. Jesteś obrzydliwa, gdy masz usta w majonezie i jesteś taka z siebie zadowolona!
  • Jesteś potworem! A tak obie jesteśmy głodne, a z sałatką cierpiałabyś tylko TY! Mamy świeżego rogala i możemy zrobić grzanki, bo mamy tarty żółty ser… Możemy pomiędzy dać tę pastę z pomidorów i oliwek…
  • A to długo w naszej lodówce otwarte stoi?
  • I to jest najlepsze. To NIE było otwierane! To jak?
  • Dobra. Zróbmy sobie takie szybkie mini grzaneczki w air fry-erze!

Wspaniały był ten rok w segmencie „dla domu”. Sprawdziłam wczoraj jakie miałam plany na TE 12 mijających miesięcy i udało mi się zrealizować WSZYSTKIE moje fantazje. Doszła szafka do dużego pokoju, doszedł rice-cooker i zaczęłam renowację podłogi. To nie jest tak, że wygląda jakoś diametralnie lepiej, ale już o niej na okrągło NIE myślę.

Duża w tym zasługa lepszych finansów w pierwszej połowie roku. I np. ten regał, to coś co przekładałam od lat chyba ośmiu. Rice cooker wraz z air fryerem doszły mi urodzinowo. W segmencie małego agd doszło też kolejne żelazko, które akurat mi się NIE udało oraz w serwisie wylądował i z niego wrócił w nowym egzemplarzu mój cud sprzed dwóch lat, czyli mop parowy. Wiosenny przyjazd Erasmusowej Agnes dał mi natomiast impuls do naprawy rzeczy, które czekały na to od dawna. Wymieniona została deska sedesowa, korek w umywalce i wąż w wannie. Podmalowałam też wtedy sufity i rozmroziłam lodówkę (w tym roku rozmrażałam ją tylko 2x).

W lecie dokonały się dwa kolejne kolosy organizacyjne. Po pierwsze wymieniłam Internet. Zdemontowane zostały stare urządzenia i podpięłam coś zupełnie nowego, co DZIAŁA. Wielka rewolucja była też w ogródku, bo wycięłam kilka drzewek i ten wyrąb i porządkowanie (malowanie murka, podsypywanie ziemią i korą, przesadzanie) trwały praktycznie do końca sierpnia. W kwestii sprzętów, Łucji doszedł tablet, a WSZYSCY mamy nowe telefony. Mieszko ma drugi ekran do kompa i sam kupił sobie nową podkładkę oraz zażyczył sobie NOWY dywan. Zmieniłam także sposób rozliczania energii elektrycznej.

Z małych rzeczy w domu pojawiły się też ramki na różne pocztówki i kupiony został charytatywny plakat z chomikiem europejskim. Doszły znalezione wiklinowe kosze, doniczki, kołdry, poduszki, pościel i bela materiału z której muszę uszyć NOWE chorągiewki. Ale zrobię to w przyszłym roku! Będę musiała też na nowo podmalować sufit w łazience i w kuchni (bo pęka farba), ponownie także przejadę lakierem po podłodze na dole. Potrzebujemy również światełka przed dom na święta i jeszcze jeden świetlny łańcuch, bo jest TYLKO jeden. Gdy to odkryłam w tym roku, w sklepach już nic nie było. Nowym marzeniem są żeliwne garnki (przynajmniej jeden) i NOWA kuchenka. Duża rewolucja MOŻE się odbyć natomiast w pokoju Mieszka (btw. on dostał w tym roku rower!). Młody chce by jego łóżko rozłożyć i będzie wtedy 2x takiej wielkości, ale wymusi to zmianę meblową pozostałych mebli. Bo takie wielkie legowisko TERAZ się NIE zmieści. On chce też usunąć fototapetę, ale ten pomysł mi się akurat średnio podoba. Niezmiennie mi się marzy słomkowy pająk na sufit, ale Vogue zrobił o tym artykuł, więc tanieć niestety NIE będą. Lilę i Mieszka będę przenosić do nowej telefonii komórkowej w kwietniu (młody przejdzie na abonament, a Lila obecną umowę ma słabą). Z rzeczy lekkich przydały by się natomiast nowe podkładki na stół w kuchni!

ramki z kartkami z Muminków, kolorowe poszewki, regał, żelazko z nową matą na deskę, wąż w łazience i dywan w pokoju Mieszka
podłoga w procesie lakierowania, słomkowa wiedźma jako jeden z kolejnych gadżetów, złote podkowy, któe przykleiłam przed domem, air fryer i rice cooker, wieszak na biżuterię, Mieszka podkładka pod kompa i wiklinowe kosze
doszły też DWIE większe walizki (źle mi się kolaż ustawił, bo wpadały dwie ubiegłoroczne, a tegoroczne – WIĘKSZE są biała i beżowa), lustro drogowe do pokoju Mieszka, poducha pierniczek, ramka z chomikem, znaleziona donica i na zakończeniu mixu wrzucam pająka idealo, który właśnie ten vogue-owy artykuł otwiera.

🥂🎄🌟🍰A przed bieganiem? Serniczek na śniadanie!

Pojechałam jednak na to bieganie. W nocy miało być jeden na plusie i przez okno śniegu nie widziałam. Gdy wyszłam przed dom odkryłam co prawda, że jest ślisko i z sąsiadem, który wyszedł ze śmieciami szuraliśmy w rytm niesłyszalnego everybody dance now!, ALE byłam już w stroju biegowym, a Bibs gotowa stała obok mnie. Pomyślałam więc, że główne powinny być rozjeżdżone i BYŁY. A na bieganiu gadaliśmy o tym, które nasze prezenty były najbardziej trafione (I. kupowała córce taczki, bo tamta TAK chciała) i jak będziemy naszym zwierzakom pomagać na Sylwestra (i czy w ogóle obchodzimy). A jedna znajoma powiedziała, że jak córka szła wczoraj do dziadków to powiedzieli jej, żeby NIC nie przynosiła, ale jak już tam była to jej napisali, żeby jednak wzięła DWA serniczki. I ona im odpisała, że tego cioci już nie i że został tylko ten babci. A oni na to to, że właśnie TEN babci chcą. Bardzo ładna i trafna historia, bo na te święta smakujemy różne wersje tych samych dań i bardzo to jest nasze polskie i tradycyjne.

Tak sobie jeszcze myślę, podsumowując Święta (btw. tu macie MOJĄ świąteczną roleczkę), że najfajniejszy tegoroczny jarmark był chyba w Kolonii (tutaj roleczka gościa, który opowiada o tamtejszym JADLE) i chociaż tam kiedyś byłam, to marzy mi się grudzień, kiedy NIE będziemy TAK spłukani i na taki jarmark ponownie dotrzemy! Cieszę się też, że w siatce tanich połączeń ma być od przyszłego roku rumuński Breszow, bo tamtejszy jarmark co roku zdobywa laury.

🥂🎄🌟🍰

Ekipa w Hamburgu już jedzie pociągiem do miasta. Diabli dziś jest w pracy, więc mieli wstać, zjeść i pójść na kolejkę (5 km spaceru sielską niemiecką wsią) i dotrzeć bliżej niego. Mają tam swoje plany, a po 14-stej on się zerwie z roboty i do nich dołączy. Nie wiem jakie mają atrakcje zaplanowane na kolejne dni, lecz my w tym czasie z Lilą mamy odczulanie, wizytę w jednym urzędzie i może także podskoczymy na lodowisko?

klockowy kalendarz adwentowy Mieszka

święta dzień drugi, to tradycyjnie podgrupy

  • Matko, dlaczego nie zrobisz tego normalnie? Jak wszyscy. – zapytał zażenowany Mieszko, kiedy otworzyłam drzwi, przecisnęłam się miedzy słupkiem a autem i kliknęłam na „pobierz bilet”. Obok nas do trzech innych słupków stały inne auta, sznurek był za NAMI i tymi innymi autami też spory. Wjeżdżaliśmy pod port lotniczy.
  • Bo zamarzło okno – skomentowała przytomnie Łucja, która chwilę wcześniej widziała jak kliknęłam na otwieranie okna i zaklnęłam. – Popatrz lepiej jak w innych autach trzymają się za twarz patrząc na nas. Kocham Cię, mamo.
  • Ja siebie też Łuczku.

Rano odstawiłam Łuczę i Mieszka na lotnisko. Smarki poleciały na kilka dni do ojca! W planie a) miały jechać TYLKO obie panny, bo dla Mieszka Diabli szykuje jakąś wyjazdową niespodziankę na urodziny, ale Lila NIE chciała. Coś się nabzdyczyła, DZIŚ żałowała, ale dziś to JUŻ było za późno. Gdy się wtedy TAK zaparła, że NIE jedzie, zapytałam Diabla, czy może zamiast niej pojechać Mieszko? I on się zgodził. A młody zapytany, CZY chce kilka dni między świętami a Nowym Rokiem spędzić w Hamburgu, mruknął zadowolony, że TAK. Zapas czasowy przed wylotem założyliśmy duży, bo Łucja się bała wysypu wyspiarzy wracających po świętach do domu (i było ich na tyle dużo, że były extra loty :). I dzieciaki spędziły na lotnisku SPORO czasu, bo przez mgłę i oblodzenie wylot mieli DODATKOWO opóźniony o półtorej godziny. Niemniej jednak na przesiadkę w Monachium zdążyli, bo mieli tam dłuższe okienko czasowe!

My w tym czasie z Lilką pojechałyśmy do dziadków pomagać seniorom dalej ze świątecznymi resztkami, a teraz mam dylemat, czy jechać jutro na bieganie? Z jednej strony wypadałoby by bo WYPADAŁOBY, ale jest straszna szklanka i jeździ się w bezpiecznym ślimaczym tempie, a to po prostu zajmuje bardzo dużo czasu i jest dość stresujące.

Wiwat Święta!

  • Mieszko, czekaj! Zanim wyjdziemy z domu, zważmy się!
  • Waga pod kanapą?
  • Tak. Ja wchodzę pierwsza…. Qrde, jakoś dużo. 69? Pewna byłam, że zbiłam do tych 65… Spróbuj Ty.
  • 58.
  • Co?? Jak śmiesz ważyć mniej niż mamusia??? Albo wiem! Zawsze mogę być od Ciebie grubsza! Ha! Wygrałam!
  • Tylko, że mi się wydaje, że ta waga odejmuje. U dziadków ważę zawsze 2-3 kilo więcej.
  • Żartujesz, prawda??

Uszka nam się udały! No dobra, pierwsza partia (ta robiona bez wagi), wyszła trochę jak gruzińskie chinkali, czyli miała za TWARDE ciasto, ale wszyscy zjedli, albo przynajmniej SPRÓBOWALI. My z Lilką jesteśmy zadowolone, tylko chcemy za rok trochę podkręcić farsz dodając sos sojowy i zmieniając kolejność podsmażania składników farszu. Ciast było w sam raz i gdy tam jutro pojedziemy z Lilką, to makowiec JESZCZE będzie. Łucja dotarła z Miłkiem na Pasterkę, a dziś po śniadaniu zrobiliśmy sobie dłuższy spacer po mroźnym lesie. Z prezentów wszyscy są zadowoleni! Najważniejsze, w tym co dzieciaki dostały ode mnie, jest duża kołdra dla Mieszka i kołdra obciążeniowa dla Lilki. Dziadki tradycyjnie bardzo ucieszyły się z kalendarzy z wnukami (dotarły wczoraj rano) i nieoczekiwanego młynka do pieprzu. Była z tym cała wielka teoria spiskowa, bo ich się rozwalił i dziadek uważa, że JA zgubiłam jakiś element i dlatego im kupiłam nowy, LECZ to nieprawda. Mój, który mam od października, uważam po prostu za świetny i uznałam, że to co mają oni się całkowicie nie nadaje. Nie zabrakło także rzeczy najważniejszych, czyli książek, miękkich szalików, ciepłych rajstop i świątecznych skarpetek!

🎅 🎄 🎁 ✨Wesołych Świąt!

Trafiłam w necie na rolkę czepiającą się zwrotu „po świętach”. Bo od połowy grudnia stosujemy strukturę „a, to po świętach”. I przesuwamy co się da, na to PO ŚWIĘTACH. I podobno jest to dla wielu osób irytujące, że nie można się spotkać, umówić i nawet pracowe deadliny, są nazywane „po świętach”. Na spokojnie, „po świętach”. I bardzo jest mi ten zwrot bliski i ja też sporo na tę epokę PO przesuwam.

Już czuję lekkie zwolnienie, bo dotarliśmy do dziadków, prezenty popakowane, kreacje na wieczór wybrane, jedzenie już się robi, a dzieci są zaangażowane w różne świąteczne czynności. Lila, w kuchni, pomaga babci, Mieszko czyta dziadkowi esemesy i odpisuje na nie i tylko Łucja gdzieś się schowała i nie bierze w tych ostatecznych przygotowaniach udziału. Bez obaw, zaraz będę ją szukać i zrobię pogadankę o Christmas spirit, co to ogłosiła w aucie, że go nie czuje 🙂

Ja niezmiennie będę się upierać, że Święta są nam potrzebne. Bez nich grudzień byłby drugim listopadem! Każdy powinien wybrać z nich, to co jest ważne i to celebrować. Kochasz uszka? Zrób je. Uwielbiasz choinkę? Postaw ją sobie! Nie ma obowiązku trzymać się protokołu 13 potraw i oślepiającego czystością domu, ale jeżeli kochamy barszczyk to w ten jeden dzień, niech on będzie najlepszy na świecie. Warto cieszyć się i delektować się tym co jest dla nas kultowe i sentymentalne. Niezmiennie podziwiam i marzą mi się też święta, które jednoczą się nie tylko małżeństwa, pokolenia, ale też różne rodzinne gałęzie.

Nie mam żadnej świątecznej fotki, ale wkleję Wam NASZE ozdoby świąteczne, które będziemy na wieczór wybierać! 🙂

·꙳⋆𖢔𖠰𖢔·꙳⋆btw. jemiołę mamy!

Czasem sobie myślę, że gdyby miał powstać film o mnie, to byłby taka produkcja pokazująca biegnące nogi. Szarości w stylu Bergmana i dźwięk odbijających się podeszw. Bieg po chodniku przy jakimś murze, wbiegnięcie do biura, szum, inne biegające łydki, dużo światła, znowu szarości i biegnięcie przy murze, sklep, wózek sklepowy i baniaki z wodą (krótka migawka na tę postać kobiety z rosyjskiego malarstwa, która nosiła wodę w cebrzykach na pałąku przełożonym nad ramionami), znowu bieg, tym razem z pięciolitrowymi baniakami nad łydkami. Migawka (paro sekundowa) na jakiejś zielonej łące (spokój, pauza, wakacje, lato), znowu bieg, i potem siorbanie zupy u mojej mamy.

I dziś w tym biegu znowu siorbnęłam. Wlałam w siebie wybitną ogórkową i pomyślałam, że wspaniałe to uczucie, kiedy wypełnia Cię taki gorący i kwaskowaty wywar. A miałam ku temu okazję, bo razem z Mieszkiem i Lilą pojechaliśmy lepić uszka do babci! Nie zrobiliśmy ich jakoś bardzo dużo, nie są także specjalnie równe, ale jutro pojedziemy do dziadków rano i do Wigilii, będziemy lepić DALEJ! A czemu nie było z nami Łucji? Łucja kontynuowała szukanie prezentu dla Miłka. Bo WCZORAJ, nie znalazła, za to „po drodze” znalazła fajny strój (DLA SIEBIE) na Sylwestra. Tylko, że nie miała rajstop, które ma w domu. Dzisiaj więc pojechała ponownie w te same miejsce, ubrana już w TE rajstopy. A potem mogła kontynuować szukanie prezentu dla ukochanego…

polityczna rozgrzewka przed Wigilią

Jeszcze w Chinach dostałam alarmującego esemesa, że kończy się mój DOWÓD. TAM wszystko było w strasznym biegu, a oni mi taki bzdet przysłali! Od razu sprawdziłam, że to do LUTEGO, więc po mnie straszyć? Ale, co logowałam się do banku, to wywalało mi baner, że MÓJ dowód się kończy. Pomyślałam, że zajmę się tym PO świętach… LECZ wczoraj doczytałam, że jeżeli dowód się kończy trzeba złożyć wniosek PONAD 30 dni wcześniej! No więc dziś, w tym przedświątecznym wirze pojechałam jeszcze do gminy, żeby zostawić mój odcisk i nowy dokument ma być za miesiąc!

🧣🧸🎀🎄

Łucja pojechała szukać idealnego prezentu dla Miłka, Mieszko przez pierwszą część dnia odsypiał roraty, a z Lilą pojechałyśmy do sklepu po pomarańcze i śmietankę. Nie pieczemy ciast w tym roku, ale chcemy kupić makowca i zrobić tiramisu. Na „coś słodkiego” po śniadaniu w pierwszy dzień świąt planujemy natomiast cesarski omlet. Przepytywałam też Mieszka o czym rozmawiał z kuzynami (dwóch ma prawie dokładnie w takim wieku jak on), podczas tych dwóch dni z ojcem. I z jednym z nich gadali, o CZYM na ogól, kłóci się przy świątecznym stole? I było to dość ciekawe, bo Mieszko powiedział, że u nas NIE rozmawia się o polityce, bo dziadek czasem japinguje na jedną partię, ale nikt nie staje w kontrpozycji, więc temat się szybko kończy. Za to wczoraj u Diabla pojawił się temat imion dla dzieci. Temat zarzuciła przyrodnia siostra moich dzieci, która powiedziała, że jej podoba się Natalia. A męskich nie wie, ale chyba najbardziej Rafał. No i Diabli na to powiedział, że prawnuk Rafał na pewno ucieszy babcię. A na to moje dzieci zapytały: DLACZEGO? I Diabli odpowiedział, że Rafał Bążur. I bardzo to śmieszne.

🧣🧸🎀🎄

Upolowałyśmy z Lilą na zakupach tego wiralowego mysikrólika, który zdobył tytuł Najbrzydszej Tegorocznej Bombki. Cudny jest! 😀

🦌dzwonią dzwonki sań 🦌

Dziś rozsypał mi się grafik. Ruszyłam wczoraj z kopyta, dziś Diabli miał rano przejąć smarki, a ja chciałam zapakować podchoinkowe fanty i ruszyć do dziadków. Aaaale, Diabli z kuzynami ruszyli na śledzika (cieszę się bardzo, że już NIE jestem żoną i nie muszę się tym emocjonować), większość dnia odsypiał i po dzieci przyjechał gdy ja JUŻ pojechałam do dziadków. Prezentów oczywiście NIE zapakowałam, lecz spróbuję to zrobić jutro RANO, gdy Mieszko ruszy na roraty, a panny będą JESZCZE spać. I zaczynamy ten okres, który mnie irytuje równie mocno jak wakacje, gdy ja mam pracę, a towarzystwo mi siedzi na głowie. Dziś Lila miała OGROMNEGO doła, że nie jest ważna dla swojego rodzeństwa, Łucja rozpaczała, że nigdy nie będzie jej stać na własny dom, a Mieszko zgłosił, że chce zajmować się boksem (nie, absolutnie nie, zresztą ortopeda do 16 roku zabronił mu sportów siłowych).

🦌🦌🦌🦌

Z lekkich, około-świątecznych tematów, Łucja potrafi śpiewać jingle bell po persku (w tamtej wersji jest podobno coś o reniferach), zawiozłam Lutce mrożone grzyby i ubieraliśmy dziś u dziadków choinkę. Przeczytałam także tekst o łusce karpia, że tradycja łuski jest starsza niż chrześcijaństwo i to symbol dobrobytu!

🦌🦌🦌🦌🦌

Ekipa z wczoraj, zanim wsiedli do windy, gdzieś na mieście:

Kicz estetyką ludzi szczęśliwych

Mieszko od tego porannego wstawania, morza lekcji i ogólnej pogodowej aury, mi się rozchorował… Wczoraj wieczorem jak dotknęłam „moim czołem jego czoła” (ja jakoś ręką nie potrafię zmierzyć), odkryłam, że jest naprawdę gorący.

  • Czujesz jakie masz gorące czoło przy moim?
  • Czuję.
  • Na noc dam Ci tabletkę, ale może równolegle położysz się ze mną spać? Jak byłeś malutki to tak robiliśmy. Ja w nocy będę Cię przykrywać, jak się rozkopiesz.
  • Nie.
  • Ale jak mama śpi koło dziecka to wyciąga chorobę.
  • Nie.
  • Czy mój już NIGDY nie będziemy razem spać?!
  • Raczej nie.

Buuuu! Z dziewczynami czasem sypiam. Z Lilką całkiem często bo z niewyjaśnionych przyczyn lepiej się OBIE wysypiamy, a i Łucja czasem przyjdzie, położy się obok jak czytam książkę i zanim się zorientuję to ona zasypia. Ale, że z synkiem już się nie da, to STRASZNE!

🎄🎄🎄🎄

Diabli mi zabrał ekipę i DZIŚ przygotowałam świąteczny dom! Osadziłam choinkę, wyjęłam bombki, powiesiłam JE, zmieniłam obrusy, ubrałam małe choineczki w pokojach dzieci i z grubsza ogarnęłam całość. Jutro powinnam jeszcze odkurzyć, umyć łazienki, zamopować podłogi i dom będzie PRAWIE gotowy. Odkryłam także, że NIE mam światełek przed domem, do światełek w pokoju Mieszka brakuje bateryjek, ale jutro handlowa i rano pojadę do sklepu!

I z pewnością, ciekawi jesteście jak wygląda moja choinka, kupiona jak kot w worku? No cóż, TAKIEJ jeszcze nie mieliśmy. Wrzucam before (niżej) &after (u góry), ale na tej górnej fotce NIE widać, że stoi na takiej nóżce Baby Jagi, którą też obwiesiłam bombkami! 😀 Nie mieliśmy jeszcze takiego cuda!

dzień z MGŁĄ

  • Twój brat będzie dopiero w Drugi Dzień Świąt – powiedziała mi wczoraj babcia.
  • To dobrze się składa, bo wtedy będę tylko z Lilą – i pomyślałam, że wprowadzę mamie trochę szczegółów, żeby jej „pamięć krótką” stymulować – Łukasz zaproponował, żeby panny przyjechały do niego między świętami a Nowym Rokiem. Ale Lila nie chciała, za to Mieszko był chętny. I lecą 26-go jakoś rano, więc ich odstawimy i przyjedziemy z Lilą we dwie.
  • Ale na święta będziecie?
  • TAK.
  • A w niedzielę?
  • Tu też jest kombinacja. Jutro, w piątek przyjeżdża Łukasz, bo przyjeżdża Franczo z dziećmi. Pamiętasz? To ten jego kuzyn z Francji?
  • Pamiętam. Bardzo skomplikowane.
  • Nie bardziej niż zwykle. W piątek na chwilę wpadnie, ale dzieci bierze dopiero w sobotę. Bez nocowania, bo tam nie będzie miejsc. I na pewno spotkają się właśnie w sobotę, ale nie wiem jak będzie z niedzielą… Bo z nimi nie rozmawiałam o tym… Najwyżej ja przyjadę sama. Nie wiem kiedy rozkładamy się z pierogami, ale pamiętaj, że ja mam zamrożone świeże grzyby do farszu.
  • Ale na święta będziecie?
  • Tak – i już wiedziałam, że Lutka się wyłączyła, wiec czeka mnie ponowne powtórzenie wszystkich informacji.

Pięć minut później zadzwonił ojciec:

  • Co to znaczy, że dzieci NIE będzie na święta?!?!?
  • Będą.
  • To co mi matka mówi??!
  • Masz kalendarz przed oczami? To Ci wszystko wytłumaczę.
  • MAM w głowie. MÓW.

A ja MAM choinkę. Pojechałyśmy z Lilką, ja miałam GODZINĘ, żeby obrócić, a ponieważ wszyscy chcieli swoje rozpakowywać i oglądać (i to TRWAŁO), zapytałam, czy jeżeli zapłacę z góry, to mogę sobie TAKĄ ZAPAKOWANĄ zabrać. MOGŁAM, więc choinka, która jest wciąż w siatce jest naprawdę WIELKĄ niewiadomą (JUTRO rozpakuję). Btw. widziałam, że jest jakiś tegoroczny trend: „Kup najbrzydszą bombkę w sklepie” i nie chwaląc się TRENDSETTERAMI byliśmy od dawna! 😀