- Mamo, co mamy do jedzenia w domu? – włączył nam się z Lilą nocny podjadek (to staropolskie słowo na przekąskę) w piątek i panna buszowała w lodówce.
- Nic. Nie mogę Ci wybaczyć, że mi NIE przypomniałaś, żebym zabrała sałatkę jarzynową od mojej mamusi!
- Zrobiłam to specjalnie. Jesteś obrzydliwa, gdy masz usta w majonezie i jesteś taka z siebie zadowolona!
- Jesteś potworem! A tak obie jesteśmy głodne, a z sałatką cierpiałabyś tylko TY! Mamy świeżego rogala i możemy zrobić grzanki, bo mamy tarty żółty ser… Możemy pomiędzy dać tę pastę z pomidorów i oliwek…
- A to długo w naszej lodówce otwarte stoi?
- I to jest najlepsze. To NIE było otwierane! To jak?
- Dobra. Zróbmy sobie takie szybkie mini grzaneczki w air fry-erze!
Wspaniały był ten rok w segmencie „dla domu”. Sprawdziłam wczoraj jakie miałam plany na TE 12 mijających miesięcy i udało mi się zrealizować WSZYSTKIE moje fantazje. Doszła szafka do dużego pokoju, doszedł rice-cooker i zaczęłam renowację podłogi. To nie jest tak, że wygląda jakoś diametralnie lepiej, ale już o niej na okrągło NIE myślę.
Duża w tym zasługa lepszych finansów w pierwszej połowie roku. I np. ten regał, to coś co przekładałam od lat chyba ośmiu. Rice cooker wraz z air fryerem doszły mi urodzinowo. W segmencie małego agd doszło też kolejne żelazko, które akurat mi się NIE udało oraz w serwisie wylądował i z niego wrócił w nowym egzemplarzu mój cud sprzed dwóch lat, czyli mop parowy. Wiosenny przyjazd Erasmusowej Agnes dał mi natomiast impuls do naprawy rzeczy, które czekały na to od dawna. Wymieniona została deska sedesowa, korek w umywalce i wąż w wannie. Podmalowałam też wtedy sufity i rozmroziłam lodówkę (w tym roku rozmrażałam ją tylko 2x).
W lecie dokonały się dwa kolejne kolosy organizacyjne. Po pierwsze wymieniłam Internet. Zdemontowane zostały stare urządzenia i podpięłam coś zupełnie nowego, co DZIAŁA. Wielka rewolucja była też w ogródku, bo wycięłam kilka drzewek i ten wyrąb i porządkowanie (malowanie murka, podsypywanie ziemią i korą, przesadzanie) trwały praktycznie do końca sierpnia. W kwestii sprzętów, Łucji doszedł tablet, a WSZYSCY mamy nowe telefony. Mieszko ma drugi ekran do kompa i sam kupił sobie nową podkładkę oraz zażyczył sobie NOWY dywan. Zmieniłam także sposób rozliczania energii elektrycznej.
Z małych rzeczy w domu pojawiły się też ramki na różne pocztówki i kupiony został charytatywny plakat z chomikiem europejskim. Doszły znalezione wiklinowe kosze, doniczki, kołdry, poduszki, pościel i bela materiału z której muszę uszyć NOWE chorągiewki. Ale zrobię to w przyszłym roku! Będę musiała też na nowo podmalować sufit w łazience i w kuchni (bo pęka farba), ponownie także przejadę lakierem po podłodze na dole. Potrzebujemy również światełka przed dom na święta i jeszcze jeden świetlny łańcuch, bo jest TYLKO jeden. Gdy to odkryłam w tym roku, w sklepach już nic nie było. Nowym marzeniem są żeliwne garnki (przynajmniej jeden) i NOWA kuchenka. Duża rewolucja MOŻE się odbyć natomiast w pokoju Mieszka (btw. on dostał w tym roku rower!). Młody chce by jego łóżko rozłożyć i będzie wtedy 2x takiej wielkości, ale wymusi to zmianę meblową pozostałych mebli. Bo takie wielkie legowisko TERAZ się NIE zmieści. On chce też usunąć fototapetę, ale ten pomysł mi się akurat średnio podoba. Niezmiennie mi się marzy słomkowy pająk na sufit, ale Vogue zrobił o tym artykuł, więc tanieć niestety NIE będą. Lilę i Mieszka będę przenosić do nowej telefonii komórkowej w kwietniu (młody przejdzie na abonament, a Lila obecną umowę ma słabą). Z rzeczy lekkich przydały by się natomiast nowe podkładki na stół w kuchni!

























