📅Wdrażanie kalendarza i tygodniowych grafików…

Rower mój i Łucji na parkingu pod kolejką. Rower panny miał rozwaloną oponę, ale w ubiegłym tygodniu goście w serwisie mi wymienili, wiec wszyscy już możemy na dwukołowcach śmigać!

Bardzo trudna jest praca, jeżeli któreś dziecko siedzi w domu. Naprawdę podziwiam tych co się porwali na edukację domową, bo dla mnie wakacje są wystarczające ciężkie przez to dzieci, że są niezagospodarowane. To późne kładzenie spać, wstawanie w południe, bajzel w domu i nieustanne poczucie, że oni pewnie są głodni i znudzeni, jest męczące. Pamiętam, że ciężko było jak Łucja miała nauczanie indywidualne, no i teraz tryb akademicki, który jest przesunięty w stosunku do klasycznego roku szkolnego też jest dezorganizujący. W przyszłym tygodniu panna się, na ponad tydzień, wyprowadza, bo będzie petsitterem, a później już będzie PRAWIE październik. I frustruje, że ten czas tak gna i ja tu muszę przewrót majowy zrobić (tyle, że w wrześniu), ale może będzie tak, że PAŹDZIERNIK, jak już się WDROŻYMY będzie prostszy?

📅

Z milszych rzeczy i z kategorii sukcesy udały nam się wczoraj gofry! Gofrów nie robiliśmy przez wieki, upiekłyśmy do nich jabłka i brzoskwinie i i zdecydowanie do nich wracamy! Równolegle Mieszko został zgłoszony przez szkołę do matematycznego konkursu. Słabo, bo wypada on w czasie gdy młody będzie w sanatorium, ale po prostu skombinuję mu przepustkę na jeden dzień!

🎶z chrypą do szkoły pójść należy!

Jako dziecko zawsze zazdrościłam innym dziewczynkom, że one WIEDZĄ. Wiedzą kiedy są głodne, wiedzą jak coś zrobić i jak coś powinno wyglądać. Tak sobie myślę teraz, że to pewnie była jakaś wersja PRL-owego autyzmu, ale ja potrzeb nie posiadałam. Jadłam, bo była pora jedzenia i nakładałam czapkę, bo taka była pora roku. Nie było także tak, że ja jadałam słodycze, bo jedzenie było związane z wydatkiem kalorycznym na sam proces i zwyczajnie mi się nie chciało. Ba, co tam jako dziecko, u mnie ta faza utrzymała się do 30-stki i tak naprawdę uzdrowił mnie Diabli, dla którego WSZYSTKO było ważne. Smak potraw, długość rękawków w koszuli, kształt uchwytu w kubku (to ważne gdy kupujesz nowe) czy ułożenie firanek. To zresztą rozwaliło nasze małżeństwo bo NIE da się mieć czystych dzieci, wysprzątanego domu, pysznego obiadu, idealnych wakacji i pracującej żony. Ach i jeszcze bujnego pożycia małżeńskiego i aktywnego social-life. Niemniej jednak do momentu poznania go, zazdrościłam koleżance, która sama robiła jogurt, osobom do których się wchodziło to ktoś mówił: U Ciebie zawsze pięknie pachnie i co ciekawe bardziej tym osobom, które ten ZAPACH poczuły. Ja jako nastolatka piłam wodę, bo tak trzeba i bez tego mogę zemdleć i dystopijny świat, gdzie ludzie łykają tabletki zamiast jedzenia wydawał mi się rajem. Btw. to moje bycie samą od lat już właściwie 11-stu to też nie jest żadne poświęcenie, lecz bardziej ulga z tematu, który mi odpadł… Chociaż TAKŻE zazdroszczę innym, że im się udaje i chce to połączyć, więc próbują!

Cieszę się bardzo, że dzieciaki mają po ojcu potrzebę SMAKU i są w dużo lepszym kontakcie z własnym ciałem niż byłam ja. Oni chodzą na lunczyki, kłócą się o to co będą jedli i co im smakuje. SĄ dla nich tematy WAŻNE. Wiedzą jakie tkaniny są przyjemne w dotyku i kupując coś muszą to dotknąć i przymierzyć. I przyszło mi TO do głowy wczoraj wieczorem, gdy Liliana wróciła z koncertu, weszła do kuchni, otworzyła szafkę ze szklankami (WIE gdzie w domu są szklanki) i nalała sobie wodę mówiąc, że strasznie chce się jej pić. A potem nalała JESZCZE jedną szklankę. Mi nalewała wodę Lutka i mówiła: Napij się, więc wypijałam.

🎶🎶🎶🎶

ALE z jakiego koncertu??? No właśnie. I to jest NIUS tej notki! Bo panna była wczoraj na kolejnym koncercie! Bilet kupiła sobie jeszcze w lutym, dwa dni temu mi przypomniała – wczoraj drukowałyśmy go wraz z jakąś zgodą, bo panna jednak jest niepełnoletnia i wieczorem gwiazda pojechała na występ Alessi Rose. Ja też nie mam pojęcia kto to jest 🙂 Nieważne-> ważne, że panna się ładnie ubrała, pomalowała i SAMA pognała, żeby śpiewać pod sceną jakieś piosenki (tu znalazłam czyjegoś tik-toka z kolejką PRZED koncertem). Wróciła koło północy z CHRYPĄ…

🐢Żółw jak u Caravaggio

  • Lila, masz ochotę na kanapkę z miodem? – zapytałam córkę wieczorem w niedzielę.
  • A mamy chleb?
  • Była końcówka drożdżówki. Z tostera rewelacja.
  • Nie. U cioci, na deser, był… SERNICZEK.
  • Fajnie. – tak mi dogryzła na mój cukrowy głód!

Urzeczone naszymi kulinarnymi sukcesami porwałyśmy się dziś na risotto! I odkryłyśmy, że kupić ryż arborio, jeżeli nie ma akurat tygodni tematycznych w dyskontach, WCALE nie jest łatwo. Koniec końców kupiliśmy ryż do risotto w torebkach i rozrywałyśmy te torebki… A dziwiłam się ostatnio Lutce, że ona tak robiła, bo nie znalazła w sklepie swojego ulubionego ryżu jaśminowego!

🐢🐢🐢

Ubija nam się rok szkolny. Zapisałam Mieszka na obiady (będą od czwartku) i byłam na rynku (jabłek jest już DUUUŻO odmian!). Lilce doszedł jeden przedmiot (geografia terenowa), co jest dziwne, bo w czwartej klasie przedmiotów się NIE dodaje, ale może to będzie zupełnie fajne? U młodego w przyszłym tygodniu jest zebranie, za to u Lilki będzie pewnie on-line, co bardzo mnie cieszy. Łucja przegląda przedmioty na jakie będzie się zapisywać – sama musi sobie ułożyć grafik i do wyboru ma ponad 700 (!!!!) różnych zajęć! Nie ma np. ochoty na literaturę japońską, bo za nią nie przepadamy, a panna uważa, że te „beżowe” okładki zwiastują nudę, ani na konwersatoria, nawet jeżeli będą dotyczyć parzenia herbaty po japońsku. Ciekawi ją za to turystyka w krajach arabskich i jakiś klub filmowy. Niemniej jednak wszystko się rozegra, wcale nie w żółwim tempie, jak ruszą zapisy!

Dzieciaki przysłały mi w weekend fotkę z jednego rodzinnego spotkania. I bardzo mi się to zdjęcie podoba. Szarości jak u Caravaggio 🙂 Jest żółw, jest śnieżnobiała noga Lilki i grafitowy kocyk!

🍦WRZEŚNIOWA góra lodowa🍦

To zaczynamy! Pogoda zachmurzona, ale moim zdaniem TAK zawsze jest na 1-go września… Przed nami rok-wyzwanie. Łucja zaczyna pierwszy rok studiów, Liliana klasę maturalną, a Mieszko klasę ósmą. Maj będziemy mieli obstawiony sesją i egzaminami, a wcześniej poprzedzą je egzaminy próbne i różne zebrania. Lilka na studniówkę się NIE wybiera, za to na bal ośmioklasisty koniecznie chce iść Mieszko. Łucja ma inaugurację roku akademickiego pod koniec września.

Różne wyliczenia pokazują, że w tym roku szkolnym, uczniowie będą mieć więcej dni wolnych niż szkoły (wliczając soboty i niedziele). Mieszko ma już zaplanowaną zieloną szkołę (koniec września) i sanatorium (od początku października do połowy listopada). Lila ma wymarzone zwolnienie z w-fu, ale pierwszy plan lekcji (miejmy nadzieję, że to prototyp) nie da je z tego tytułu żadnych przywilejów kończenia wcześniej lekcji.

Wrzesień upłynie nam na końcówce orzekania Lilki (myślę, że czekają nas TRZY wizyty w poradniach) i moim… szukaniu pracy. W obecnej, od września mam pół etatu, czyli wystarczy na ZUS i połowę rachunków. ZA mało. Wrzesień będzie jeszcze luz, bo pensja jest sierpniowa, ale dramat będzie w październiku. Jest plan b), że jeżeli NIC nie wymyślę, to w połowie września poproszę o zwiększenie etatu do 3/4 i powinno się udać, ale wariant idealny, to żebym miała gdzieś jakąś inną połówkę. W takiej opcji czułabym się najbezpieczniej. Niemniej jednak, nie martwimy się tym – jest TO temat, który mniej lub gorzej, ale jakoś się ułoży. Niezależnie od rezultatu, w listopadzie chcemy się wyrwać na kilka dni, na tradycyjne jesienne wakacje. Długa laba szykuje się też pomiędzy świętami a Trzech Króli, za to ferie będą rozjechane, bo Łucja ma inaczej niż wszyscy. Na wiosnę Lila kończy osiemnastkę i NIE bardzo mamy pomysł jak to odświętować. BYŁ pewien plan (świętowania tego na jakimś wyjeździe), ale ponieważ to rok maturalny, to rozmach trzeba trochę zmniejszyć. Zresztą panna chce zacząć robić prawko i być może uczyć się do rozszerzenia na maturze przedmiotu, którego przez te lata NIE miała, więc nauki będzie mieć SPORO.

🍦🍦🍦🍦

Niżej wakacyjny Mieszeczek z lodami, które kupowaliśmy gdzieś na trasie jadąc przez Polskę. Taka metafora góry lodowej, która (może?) NIE musi być większa niż to co widzimy?!? Niech taki będzie TEN rok szkolny. Mniej straszny niż się na to zanosi!

🎁Polskie złoto (nie, nie bursztyn!)

Kupiłam na rynku mirabelki. Znalazłam gościa, który miał jakieś stare odmiany śliwek i dwa kolory mirabelek. Żółte i czerwone. Widzę czasem jak się mienią i złocą się na drzewach przy drodze, ale głupio zbierać czyjeś, a poza tym najlepiej by było, żeby pod drzewkiem podłożyć agrowłókninę i po prostu je przesypać do wiadra… I one RZADKO na rynku SA! Lecz TEN gość miał i na dodatek sprzedawał je w cenie ziemniaków (czyli bardzo tanio!). Mirabelki są wspaniałe. Mają wyraźny smak i żadnych „lokatorów”. Nastawiłam z nich dżem, ale zdaje się, że zanim przełożę do słoików, to zniknie. Kupię jeszcze, a na razie zrobiłam dzieciom awanturę o te śliwki typu ulena, które TAKŻE przyniosłam do domu…OTÓŻ, pestki są w CAŁYM domu. Bo zmieniam te pościele i przy okazji sprzątam… Ekipa została więc poinformowana, że owocówki MUSZĄ zostać w kuchni i od tej pory NIE ma jedzenia POZA kuchnią!

Trochę chłodniej i trochę wilgotniej, więc na spacerze co chwila wyłaził mi wielgachny ślimak! Dobra taka pogoda na początek roku! Lila pewnie NIE pójdzie do szkoły (bo przecież BYŁA na zakończeniu), ja muszę podbić do hurtowni po nową baterię wód mineralnych do szkoły, do pralni i do krawca. Diabli kupił Mieszkowi niezły gajer na ten poczet, ale spodnie trzeba poprawić. Zbieramy siły, bo od jutra znowu czas przyspiesza!

🎰DOBRE, bo NASZE

Dzisiaj na bieganiu jedna znajoma opowiadała o weselu swojej córki. Wydarzenie czeka ją już w przyszły weekend i panna młoda wymyśliła, że chce mieć wianek z chabrów i czarnuszki (mają podobne kwiatki). A one na jesieni NIE rosną! Więc wysadziła je sobie z nasion i ma! Bardzo mi się takie zagranie podoba, sama pewnie bym na nie NIE wpadła, więc sprzedaję Wam też tę metodę, bo pomysłowa! Pogadałyśmy też o tym, że podobno to co mamy teraz za oknem, to nie jesień, lecz susza i to akurat jest bardzo smutne. Rzeczywiście cały sierpień trawy nie kosiłam, bo zwyczajnie nie urosła, a teraz wszędzie leżą jeszcze na niej liście.

🎰🎰🎰

Przypomniało mi się, że do podsumowania lata miałam dać jeszcze złotą myśl. Złotą myśl podrzuciła mi Lila gdzieś na początku wakacji. Słuchała o planach różnych osób – NIC, jak to ona, nie mówiła o sobie, ale później powiedziała MI: NIE zazdroszczę ludziom ich wyborów. Zazdroszczę im MOŻLIWOŚCI. I bardzo wydało mi się to trafne, lecz do rozmowy włączyła się przysłuchująca się nam Łucja, która powiedziała: A ja NIE zazdroszczę im nawet możliwości. Co im po możliwościach, skoro nie wiedzą JAKIE mają wybory! No i oczywiście jest to bardzo ludzkie podejście, że: ja na JEGO miejscu zrobiłbym INACZEJ, ale rzeczywiście cieszmy się naszymi możliwościami! Są nasze nie bez powodu! SAMI sobie wybraliśmy!

Wieszam kolejne kartki na ścianach. Pocztówka z wystawy jest teraz z mojej sypialni!

to ostatni piąteczek

  • Łucja, gdzie jest ostatnia czekoladka?!?
  • Zjadłam.
  • ALE ja sobie specjalnie herbatkę zrobiłam!
  • No.. Cóż…
  • Dobra, zjem czekoladowego zająca z Wielkanocy.
  • Ktoś go musi zjeść.

Tak to jest, jak nie kupuje się smakołyków i zawsze jest walka o ten jedyny 🙂 Piątek! Ostatni wakacyjny weekend dzieci spędzają z Diablim.Wczoraj mi zabrał całą ekipę, a ja (do górki prasowania zbieranej przez tydzień) włączyłam sobie Gladiatora II (och, jakie straszne rozczarowanie!). Zmieniam pościel przed nowym rokiem szkolnym, wysypiam się i może podjadę na tę myjnię, chociaż strasznie mi się nie chce!

Letnie inwestycje zamykamy rowerem. Rower dostał Mieszko od taty, to rower po kumplu Diabla i jest to sprzęt ligi jakie jeszcze nie mieliśmy! Młody rower już zna, bo jeździł na nim jak byli u ojca, więc muszę tylko jakiś łańcuch mu podebrać!

🐝Lato 2025 ➡️200% normy jeśli chodzi o zaległości!

Łucja pojechała na Spice Latte (dla posiadaczy złotej karty w jej ulubionej kawiarni przedpremiera jest tydzień wcześniej), wiec zróbmy podsumowanie lata! Trendowe już wisi na szafie, więc teraz czas na całą resztę.

Dobre było! I WAŻNE. Chyba nigdy wcześniej nie udało nam się załatwić TAK wiele rzeczy! Nie udały mi się wyprawy, które planowałam (miał być Śląsk, Bieszczady na koniec lata, Jura z Bibi i zakwaterowanie w schroniskach). Miałam tam być w TYM roku, bo specjalnie wyrobiłam sobie legitymację nauczycielską! Zresztą zapomniałam jej też zabrać do Finlandii i tak naprawdę jej NIE użyłam (zniżka w schroniskach i zniżka przy wejściach do muzeów). UDAŁY się za to inne rzeczy! Przede wszystkim mega fajna była Turcja, która planowałam od ubiegłorocznych wakacji. Podobały nam się także Helsinki i otworzyliśmy sobie wrota na Suwalszczyznę, która kusić nas będzie chyba już zawsze. Byliśmy tylko na jednym festiwalu (Re:tradycja w Lublinie) i omijały nas koncerty, chociaż były świetne (J.LO była podobno wyjątkowa). Zabrakło tradycyjnej wyprawy nad polskie morze, ale Bałtyk, choć w wersji litewskiej się pojawił. Byliśmy na odpuście (Wigry), na dwóch wystawach (Alfons Mucha i polskie malarki), a cenę drożdżówek przebił hit lata, czyli POZIOMIANKI. To także kolejny rok z rzędu, kiedy dzieci SAME sobie czasami organizowały czas. Szli pojedynczo (Łucja) lub całą ekipą na miasto. Na lunch, na kawę, na gofry. Łucja pracowała i ma jeszcze jedną większą fuchę nagraną na wrzesień. Bibi został wyrobiony paszport i psa odbyła swoją pierwszą ZAGRANICZNĄ podróż!

Globalnie lato 2025 było ciepłe. Fale upałów dotarły nawet nad Skandynawię. Nasiliły się tzw.coolcations, czyli cele wypoczynkowe w CHŁODNYCH krajach. Moim zdaniem bardzo popularna był Finladia i „Pribałtika”, czyli Litwa, Łotwa i Estonia. Martwiliśmy się konfliktem w Palestynie i był pewien spadek zainteresowania wypoczynkiem na Bliskim Wschodzie, ze względu na ryzyko wojny.

NIE były to wakacje DŁUGIE, połowę zorganizował dzieciom Diabli, a w tych odcinkach, które mieliśmy na miejscu ogarnialiśmy głównie różne lekarskie zaległości (najważniejsze to tematy wokół Lilki). Pierwszą część lata zajęły rozterki naukowe Łucji (wyniki matur, przyjęcia na studia) i za ROK czeka nas TO samo. WAŻNYM elementem była renowacja ogródka i zostało to zrobione, a było tego SPORO. Kusi mnie, żeby podjechać po hortensję, ale podoba mi się JUŻ TERAZ, to co żeśmy wymyślili. Mega ważnym elementem było też lakierowanie podłogi i to BYŁ tak DAWNY plan, że realnie czuję, że wszystko zaległe jest ogarnięte. Zmieniłam też operatora Internetu i to TEŻ był kolos decyzyjno-organizacyjny. Ach, mam też NOWY telefon i w sumie też się już do niego przyzwyczaiłam.

🐝Transport – była wyprawa autem do Pałągi (przy okazji wyszło na jaw, że bardzo się męczę w aucie powyżej 300 km dziennie), ale TO lato należy do samolotów. Bo zaczęliśmy loty traktować w sposób taktyczny i dotarliśmy do momentu, gdy wylot NIE musi być z miejsca, do którego wracamy. Łucja leciała na Sycylię z Polski, a wracała do Hamburga. Ja jechałam do Hamburga pociągiem, stamtąd leciałam do Helsinek, ale wracałam z Finlandii bezpośrednio do Polski. To nie jest żadna wiedza tajemna, ale musiał nam się przełącznik w mózgu uruchomić.

🐝Napój – uwielbiam kwas. Nawiozłam sobie tych butelek z Litwy sporo i JEDNA mi została. I przecudowny był także turecki Ayran. Wchodziliśmy do sklepu, dzieciaki brały wody, a ja pod sklepem jeszcze zerowałam butelkę z Ayranem. Turcy mają różne te ayrany i wszystkie są pyszne.

🐝Potrawa – NIE zrobiliśmy tego lata żadnego przyjęcia. Nie dopadła nas żadna kulinarna nowość, za to dopracowałyśmy do perfekcji knedle i zrobiłyśmy pierwsze PIEROGI z jagodami! Chcemy wrócić do gofrów i korci nas pewien przepis z brzoskwiniami. Raz tego lata piekłyśmy z Lilką brzoskwinie by powstał SIDE i bardzo to było dobre!

🐝WZRUSZ – to oczywiście jest bardzo indywidualne, ale dla mnie najbardziej poruszający moment to wydarzenie sprzed tygodnia, gdy w kościele niedaleko Bolonii odczytano listę 12 tysięcy palestyńskich oraz 16 izraelskich dzieci, które zginęły od początku trwającego konfliktu. Nie przekłada ta liczba wagowo na którąś stronę. Każde dziecko jest ważne i bezcenne.

🐝Seriale – to jest niezłe. Hitem lata były PREQUELE. W mojej głowie to był zawsze średnio udany gatunek (tak było z GOT-em i z Władcą Pierścieni), ale to co pojawiło się w moim Uniwersum TEGO lata było REWELACYJNE. I Dexter, i Outlander, i Yellowstone. Wiedzieliście jaki szałowy będzie prequel Rockiego?

🐝WTOPA – zabolał roaming w Turcji, ale naliczoną opłatę odkręciłam, nie udało mi się natomiast nic zrobić z przegapionym 800+ za czerwiec.

🐝Letnie trendy w niskich social mediach – one zawsze są mega irytujące, bo na początku nie rozumiesz co wszystkich bawi. No więc, była Balerina Capuccina vs Crocodilo Bombardillo, czyli jakaś kretyńska bajka, z której ludzie uczyli się włoskiego ORAZ 6/7 które nie znaczy ABSOLUTNIE nic. Potem było to tańczenie Bamboleo, które wykonują głównie latynosi i jeszcze inne tańce, którymi katowałam dzieci „Zobaczcie, mamusia JUŻ potrafi”. Internet jest wspaniały i może dostarczać dużo radości. Korzystajmy z tego!

🐝Muzyka – nie zarejestrowałam żadnego hitu. Na początku lata pomyślałam, że może będzie to Azizam, ale jednak nie. Za to BARDZO dobrze słuchało mi się muzyki fińskiej (Mikael Gabriel). To zabawne słuchać piosenek, których w żaden sposób NIE rozumiesz! Zresztą, później, na Litwie złapałam też Saulius Prūsaitis ir RONDO i to wywołało we mnie taki sentymentalny nastrój jak rumuński O-zone 20 lat temu!

🐝Sport – i chyba znowu wygrywa chodzenie! Kajaczki były tylko raz, na rowerze śmigałam głównie ja (na kolejkę), a pływanie było tylko w Turcji.

🐝ZWROTPas Stanleya… Co tzn? No właśnie. Jak jechaliśmy na Litwę Łucja nie chciała sprawdzać knajp, w których możemy jadać (w sensie wyszukiwać polecajek i super miejscówek). Nie pamiętam o co wtedy chodziło, ale zdecydowałam, że WSZYSTKO sprawdzę sama. I znalazłam knajpę w Kownie, gdzie mieliśmy zjeść lunch. I uparłam się, że MUSIMY do niej iść. I nie mogliśmy JEJ znaleźć… Łucja się WTEDY włączyła, że TEJ knajpy nie ma. I żeby mi to udowodnić zaprowadziła mnie pod miejsce, gdzie wcześniej była. Dodajmy, że była godzina 14-sta, to miał być nasz pierwszy posiłek tego dnia, Bibi szczekała i ogólnie napięcie było SPORE. Od tamtej pory, jeżeli panna się nie chce w coś włączyć to pytam się: Czy naprawdę jesteśmy gotowi na kolejny Pas Stanleya? Tak się tamta knajpa miała nazywać… A ONI mi są potrzebni do tego, żeby te nasze wyjazdy wypalały!

🐝🐝🐝

Przyszłoroczne lato rysuje się podobnie. Też będziemy mieć rozterki naukowe (Lila i Mieszko). Ponadto Łucja ma JUŻ gotowe plany wyjazdowe, więc jeśli tylko uda się JEJ na nie zarobić, to czemu nie? Ja bardzo bym chciała takiej wyprawy, co to nam się TEGO lata NIE udała, plus może uda nam się ponownie wpleść w grafik samozbiory? NIC tego lata nie zbieraliśmy! MAŁO było również Hamburga, a to naprawdę wspaniałe miasto… No i grill koniecznie, skoro już ogródek przygotowałam! Lato to trudny okres, bo z jednej strony temperatury zmniejszają Twoją pracową produktywność, z drugiej tłumy ludzi wszędzie zniechęcają do podróżowania. Wypoczynek to większa sztuka niż się wszystkim wydaje! Wrzucam Wam obrazek, który multimedialnie stworzyła Lila na wystawie Alphonsa Muchy!

🥣I Heard The Chef Here is Really Hot!

Ustaliliśmy z Diablim grafik ferii zimowych. Ja wstępnie zaklepałam drugi tydzień, ale później odkryłam, że jest pewna komplikacja, więc do niego zadzwoniłam.

  • Ogólnie jest jedna rzecz, która nam uciekła. Szkolne ferie kończą się, zanim zaczną się ferie akademickie. One chyba są w całej Polsce tak samo…
  • Wiem. Już też to odkryłem. Łucja ma od ósmego lutego, czyli zaczyna tydzień po feriach całej reszty.
  • Dokładnie. Nie wiem jak TO połączyć, bo ona tak na sztywno podchodzi do tych studiów, że nie wiem czy się ją uda wyrwać przed sesją…
  • Lepiej niech się nie wyrywa. Najwyżej przyjedzie do mnie sama i pojedziemy sobie do Danii. Też tak to czuję, że straciłem jedynego sojusznika na wyjazdach. Została mi buntowniczka [Lila], gość, któremu wszystko jedno [Mieszko] i łobuz [córa Diabla].
  • No właśnie! Letnich wyjazdów, też absolutnie nie da się w tej chwili zaplanować…

Nawet Lilka uważa, że przejście Łucji do kolejnego etapu edukacji trochę rozbija nam całą dotychczasową rutynę. No ale za rok obie panny będą już na tym samym etapie, więc tylko ten rok będzie taki niespójny.

🥣🥣🥣🥣🥣🥣

Za to zabraliśmy dzisiaj dziadków na pot-y! Znaleźliśmy takie, pod którymi łatwo zaparkować, dzieciaki są w tej technologii biegłe i chociaż dziadek (WIADOMO) kiedyś już pot-ów próbował, to miejsce na obiad zostało zaaprobowane! Dostaliśmy FARTUSZKI, żeby się NIE pobrudzić, panny przygotowały każdemu indywidualny (!) zestaw sosów, który miał wzbogacić wywar, Mieszko zajmował się przewracaniem mięs na grillu (bo był gar z wywarem i ruszt) i ogólnie wszyscy byli zadowoleni! Ach, być może kojarzycie, że jeżeli gdzieś pojawia się rolka z pot-ów to często leci z komentarzem/hasztagiem: I Heard The Chef Here is Really Hot, bo tym CHEF-m na ogół jesteś SAM! No dobra, u nas szefował Mieszko 😀

🌌”Niech Twoja poduszka, ZAWSZE będzie zimna”

Wyświetlił mi się filmik z gościem, któremu w nocy, w sypialni, coś zaczęło stukać w ścianę. Włączył nagrywanie w telefonie i postanowił ODKRYĆ co mu stuka… Zakładał, że za ścianą utknęło jakieś zwierzę. Szczur lub kuna. TEŻ bym tak założyła. Chociaż szczury nie lubią chodzić w górę, więc obstawiałabym bardziej kunę… Na pewno nie myszy, bo je słychać inaczej. Jakby nie było facet poszedł po piłkę i wyciął w tym karton-gipsie mały prostokąt. Przyłożył przezroczyste plastikowe pudło, żeby to COŚ nie wskoczyło mu do domu i po chwili w tym mini okienku, w ścianie, pojawiła się czarna główka… szpaka! Okazało się, że w tamtej ścianie miał wcześniej komin i ptak po prostu wpadł do środka. Skrzydlaty przybysz przecisnął się przez szczelinę w ścianie i co tu kryć, wygrał życie. W komentarzach ludzie mu dziękowali. Fakt, wycięcie dziury w ścianie wiąże się z tym, że później będziesz musiał to załatać. I musiało mu się CHCIEĆ robić to w nocy. I to, że to zrobił, było bardzo wzruszające. Jedno podziękowanie przypominało modlitwę. I nie pamiętam czy było to w języku jaki znam, czy wcisnęłam „tłumaczenie”, ale były tam między innymi słowa: Niech Twój puchar zawsze będzie pełny, a Twoja poduszka ZAWSZE zimna.

Ależ to dobre życzenie! Z utęsknieniem czekam na jesień, bo źle mi się śpi w lecie. Wstaję w nocy, przewracam te poduchy, przeszkadza mi pościel i (cały czas za szybki) świt. Dużo dobrego ma lato, ale w konkurencji SPANKO jesień nie ma sobie równych!

🌌🌌🌌

Równolegle, za nami kolejny odcinek diagnozowania Lilki. Kolejny lekarz, kolejny test, kolejna płatność. Nie wiem KIEDY to się skończy, a strasznie to drogie i męczące. ALE zdobyłyśmy wczoraj zwolnienie z wuefu dla panny! Ten wuef jej nie leżał, to było źródło stresów i rozpaczy i cieszę się, że to mamy. Dotarłyśmy natomiast na miejsce WCZEŚNIEJ i poszłyśmy sobie PRZED na gofra! I też na to popatrzymy TAK, że zrobiłyśmy sobie dzień dbania o siebie!