piątek jak poniedziałek

Zobaczcie jakie cudne tulipany dostała Łucja od Miłka! Rosną z nich mini tulipanki i dobrze im w naszym domowym chłodzie. Szykuje się jakiś mega pogodowy przełom i w świecie psiarzy rozmawiamy o tym z obawą. No bo jak te wszystkie śniegi puszczą, to błoto osiągnie poziom maksymalny! Chociaż z drugiej strony może wyciągnę zamrożone w śniegu światełka świąteczne? Panny dziś na lanczyku, a dla mnie i dla Mieszka szykuję lawasz. NIC nie było na tym rynku (ziemniaki, marchew, cebula i jabłka), więc podjechałam do Turka i kupiłam świeże syryjskie placki. Podsmażę jakieś mięso, zrobię frytki (bo TAK młody jada) i będziemy zawijać!

Trwamy, z Lilką byłam na siłce, miałyśmy fajną pogadankę o rodzinach adopcyjnych i czuję, że każde kolejne pokolenie, ma dużo więcej akceptacji do różnorodnych koncepcji rodziny, ale od przyszłego tygodnia, te siłowniowe wypady nam się trochę zmienią. Na razie w szkole miała nieustanny festiwal prób poloneza i lekcji na okrągło NIE było!