Chrupiący ryż, czyli Uniwersum między świętami, a nowym rokiem.

Weszliśmy w ten dziwny odcinek czasowy, kiedy wszyscy są trochę zawieszeni. Chodzi się najczęściej w dresie, dojada resztki po świętach, albo resztki z lodówki, a praca jeżeli jakaś jest, to wydaje się nam bardzo nierzeczywista. Sklepy Cię brzydzą, bo nawet jeżeli coś tam jest, to jest też tłum dziwnych ludzi biegających w szale wyprzedaży i przygotowań do Sylwestra (u Was w owadzie też zabrakło śmietanki i mleka kokosowego?). W dobrym stylu jest wstawać później i oglądać seriale (myślę, że spokojnie można założyć, że to jest odcinek czasowy na jeden sezon). Ten chrupiący ryż to przypalony ryż, bo podgrzewałyśmy na patelni.

Ja dziś zrobiłam podsumowanie roku na szafie, a potem ruszyłam z porządkami. Dziadki rano były na zakupach w okolicy, więc pomyślałam, że może wpadną, a wtedy POWINNAM mieć porządek. Koniec końców NIE wpadli, ale zaproponowali, żebyśmy się spotkali w szwedzkim sklepie i zrealizowali tam vouchery, który przyszły esemesem. My, z Lilka nic nie potrzebowałyśmy, ale z z przyjemnością dołączyłyśmy do dziadków i nasz bon zużyli oni! Zleciał nam ten dzień nie wiadomo kiedy, Lila jest trochę zła, bo do końca roku chce „chce skończyć kwasy i wodorotlenki”. Gdzieś tam równolegle wymieniłam sobie pościel i wrzuciłam do pralki narzutę z łóżka. I w sumie to się cieszę, że na NOWY ROK mam dom względnie posprzątany!

Foteczki z Hamburga: