🎉Do Siego!🥂

Mieszka na Sylwestra zaprosił kumpel. Taki, co mieszka w mieście, więc byłaby szansa na więcej atrakcji. ALE mama tego kolegi, powiedziała, że NIE ma mowy! LECZ ta mama… wychodzi na Sylwestra… Tylko, że niektórzy z innych kumpli, którzy też chętnie by przyszli, mają TAKIE matki, że one muszą wcześniej zadzwonić do zapraszających matek… Więc chłopaki wymyśliły, że podstawioną matką może być ŁUCJA (Mieszko ma ten przywilej posiadania STARSZYCH sióstr).

Niezła kombinacja, nie? Na szczęście mama tego kolegi zapraszającego wyraziła JEDNAK zgodę i nie muszą AŻ tak kłamać! Łucja spokojnie może pójść na imprezę z Miłkiem i muszę tylko ją PRZEKONAĆ, żeby założyła COŚ cieplejszego, za to Lila idzie niańczyć sąsiedzkiego psa, którego właścicielka idzie na Sylwestra w stylu Greka Zorby. Ja będę ratować Bibsa i Miau!

🎉🎉🎉

Rano chyba godzinę odśnieżałam, później miałam robotę, a potem podskoczyłyśmy z Lilą do sklepu po żarcie dla zwierzaków. Btw. Czy u WAS też ludzie wyrywali sobie ciasto francuskie? W ciągu ostatnich 20 lat zrobiła się taka rewolucja w Sylwestrowych przekąskach, jakiej w życiu bym nie podejrzewała! A tu w każdym domu odpalany jest dziś piekarnik i szykowane są słone paluszki z szynką i z serem i trójkąciki z jabłkiem! Spóźniliśmy się przez te zakupy na lotnisko, więc wyziębione czekaniem towarzystwo miało lekkiego focha, ale są już w domu i zdumieni POLSKĄ zimą, odtajają!

Foto-story z podróży:

Hamburg. Idą już za bramki
Spanko na lotnisku – klasyk
Siostra pilnuje, więc luz
W Monachium było słońce
mrugnięcie oczami, bo zaraz Polska i ZIMA!!!!

🎊Jaki był ten 2025?

Trudny. Nawet bardzo. ALE był to też dobry rok. I może nawet dobrze, że nie było to takie beztroskie pasmo jak 2024, bo bym się za bardzo przyzwyczaiła 🙂 Ale po kolej!

W skali globalnej, nie brakło oczywiście konfliktów. Jest takie powiedzonko, że jak odwiedzisz 50 krajów to trudno trafić na taki, w którym akurat nie ma wojny. To chyba Lilka zacytowała i jest dla mnie niepojęte, że mając TAKĄ wiedzę o konfliktach, jaką ma współczesny świat, one wciąż wybuchają. Ameryka zaprzysięgła swojego prezydenta i prezydenta (po burzliwych wyborach) wybraliśmy też my. Zmarł papież i wybrany został kolejny, a całe lato przeżywaliśmy tragedię w strefie Gazy. W październiku doszło do naruszenia strefy powietrznej Polski, a w maju student zaatakował pracownicę Uniwersytetu. Były zabawne przerywniki, jak KISSKAM na koncercie, która przypadkiem przyłapała parę niewiernych małżonków czy włamanie do Luwru, ale równolegle byliśmy też dumni z naszego polskiego kosmonauty, który pojawił się znikąd i jest bardzo pozytywnym człowiekiem. Polska rozpoczęła prezydencję w UE, Rumunia i Bułgaria weszły to strefy Schengen, ale co ważniejsze od 1 stycznia drugi z tych krajów wchodzi to strefy płatniczej EURO. I to jest bardzo słaba wiadomość, bo tzn. że ludzie przestaną tam jeździć i te masy lubujące się w Bałkanach i morzu Czarnym, przesuną się na naszą ukochaną Albanię czyniąc ją drugą Chorwacją. CZYLI, tanio JUŻ było. Armenia z Azerbejdżanem podpisały traktat pokojowy, a to ważne, bo te dwa kraje miały TAKĄ kosę, że jak byłeś w jednym to nie miałeś już wjazdu do drugiego. Taylor Swift się zaręczyła, ku wielkiej rozpaczy Lili, bo teraz może mieć w głowie NIE koncerty, a bąbelki.W Indiach doszło do największego pokojowego skupienia ludzi w jednym miejscu (660 milionów), pojawił się szał na labubu i six-seven.

W skali naszego mikro, dużo podróżowaliśmy. Rekordzistką jest znowu Łucja (10 krajów), ale zaraz za nią plasuje się Mieszko (9). No bo, pod koniec stycznia panna najstarsza była w Meksyku na 18-stkę, w lutym ekipa była na ferie w Austri i w Niemczech, później Mieszko był w Hiszpanii (Erasmus), w czerwcu była Turcja i pierwsza Sycylia dla Łucji, w lipcu znowu Niemcy (smarki były też w Luksemburgu) i Finlandia (ja też się załapałam), w sierpniu Litwa, a w listopadzie Chiny i Węgry. I Łucja miała w tym roku trzykrotną sytuację, gdy czas pomiędzy przylotem do Polski, a wylotem był poniżej 12 godzin (ostatnio, gdy przyleciała z Hamburgu o 22-giej, a o 6 rano lecieliśmy do Chin). Szalone napięcie! Po drodze panna najstarsza zdała maturę i dostała się na wymarzone studia (dla równowagi CAŁY czas NIE mamy zdanego prawa jazdy), a Lila rozpoczęła kursy poszerzające jej maturalną wiedzę. Dla Mieszka i Lili wyrobiłam orzeczenia, które może im pomogą. Młody jak burza idzie przez szkolne konkursy, jest w poczcie sztandarowym, kwestował w Wośp-ie, a sukcesów nie przerwał pobyt z sanatorium gdzie był w styczniu (z Lilką) i w październiku (sam). Na wiosnę była u nas jego Erasmusowa koleżanka, Agnes i Agnes była chyba najważniejszą osobą jaka się u nas pojawiła w tym roku. Jej przyjazd był dokładnie na czas mojego siedzenia w komisjach maturalnych i to był majstersztyk spinania wszystkiego, chociaż sporo w tym maju pozawalałam. Zwierzyniec domowy ma się dobrze. Miau bardzo choruje, więc jej dogadzamy ze wszystkim, Bibi mogła by chyba ciut mnie ważyć, ale też miała swoje przygody w tym roku, bo wyrobiliśmy jej paszport i była ZA GRANICĄ (nie spodobało się jej :).

Konkretne schody zaczęły nam się w drugiej połowie roku. Zaczęło się od tego, że ja mam ciachnięte pół etatu i potrzebowałam coś znaleźć, bo nijak mi się kasa nie spinała, ale wrzesień i październik tak nas przeciągnęły, że na nic nie było sił. Pochorował się dziadek i potrzebne było wsparcie dla coraz to bardziej zapominającej wszystko babci. Duże sprawy działy się wokół Łucji i tak naprawdę, to nie sądziłam, że rodzicielska rola może być taka ciężka. Gdy doszło do momentu naszego wyjazdu, byliśmy nieprzygotowani, bo te dwa miesiące PRZED to miało być już dopinanie, a ja nie wiedziałam, czy my w ogóle możemy lecieć. Ale bardzo dobrze nam ten wyjazd zrobił i powtórzę po raz setny, że nie ma lepszego panaceum na wszystko niż zmiana otoczenia i kolejne wyzwanie. Kończę więc rok, TAM gdzie byłam w lipcu. Na gwałtu rety, muszę podreperować budżet, ale tym razem czasu mam mniej, bo lada moment zacznie się egzaminacyjne rodeo.

WRAPPED 2k25, czyli NAJ

🎊Książka: ROK/czasy uważam za dobre, jeśli czytałam książki. Bywało KIEDYŚ tak, że padałam na nos i nie było szans nawet na jedną stronę. Ile ich wychodzi trudno zliczyć, bo jedne słucham, inne czytam przed snem, a jeszcze inne inne wożę w plecaku. I NIE są sobie równe. Jedne, tak jak najnowszego Mroza (Węzeł Czasu) czyta się błyskawicznie, inne słucha się dobrze i akurat dużo jeżdżę (Dziewczyna z Berlina była super), nad innymi trzeba chwilę pomyśleć, a jeszcze inne jak np. Jagiellonki Anny Brzezińskiej, które mi leżą koło łóżka mają po prostu DUŻO stron i z tych 850 jestem dopiero na 200-setnej (więc zrobiłam sobie przerwę).

🎊Trendy: ten kiedy ktoś Cię łapie za nogi i szybko przesuwa za ekran. No i kultowy był ten też dzieciak tańczący na dziobie tajskiej łodzi (googiel robi przepiękne video z tych migawek, można popatrzeć). U nas, w Polsce, najlepiej się przyjął ten trend mówiony: Tu śpimy, tu jemy, tu przebieranie, tu kawka. Pamiętacie?

🎊Nowatorskie danie: zwycięzca może być jeden i są to.. PIEROGI! Latem zrobiłyśmy z Lilka pierwsze podejście, teraz na święta kolejne i jest dla nas to ważne, by rozwój kontynuować!

🎊Wtopa: zabolała opłata roamingowa w Turcji, ale dało się ją odkręcić. Nie udało się natomiast przywrócić 800+ za czerwiec, ale w maju i czerwcu byłam w takim biegu, że NIC nie ogarniałam.

🎊Aktor: Tomasz Schuchardt – i o tym już pisałam, że Dobry Dom i Breslau to były filmy wybitne.

🎊Serial: latem wsiąkłam w kowboi na Showmaxie, a prequele Yellowstone mnie pochłonęły… Urzekły mnie także kontynuacje Dextera, a rok kończę wielkim powrotem do SkyShowtime (tu będę wam updatować co fajne). Btw. podobał mi się także Breslau i Paradise (Disney).

🎊Film: Pan Nikt kontra Putin, który obejrzałam na Festiwalu Dokumentów i co chwilę mam ochotę do tego filmu nawiązać, gdy rozmawiamy o Rosji oraz Zamach na papieża na Neflixie, który bardzo ładnie odgrzewa klimaty, które pamiętam w polskim kinie akcji. Kinowo niezły był Mickey 17, ale zaplanowane na ’25 widowisko Avatar przesuwa się nam na kolejny rok!

🎊Influ: no dobra, była jedna panna, którą zaczęłam obserwować, bo wydała mi się mega inteligentna i trafna. Chciałam Wam ją podlinkować w rocznym podsumowaniu, ale ostatnio powiedziała coś o podatkach i ja absolutnie się z nią nie zgadzam. Była cyniczna i niesprawiedliwa w swojej ocenie innych ludzi, więc jej WAM nie podam. LECZ polecę Wam Olę Kwaśniewską, która ma bardzo mądry i wyważony profil na Insta (chociaż dużo tam też lifestylu), a jej relacja z ojcem, który czasem się u niej pojawia jest pełna szacunku i uważności.

🎊Kierunki: Skandynawia jest modna. Sporo znanych mi osób było albo w Finlandii, albo w Szwecji. Ci budżetowi ruszali na Islandię, albo do Danii, ale linie lotnicze czują pismo nosem, bo w siatce nowych połączeń będzie np. Estonia!

🎊Produkt spożywczy: z racji posiadania wolnowara w naszym domu pojawiło się dużo FASOLI, grochu i kasz. I dania z wolnowara, to nasze hity potrawowe TEGO roku!

🎊Miasto: Shanghaj. Absolutnie nas zauroczyło, bo miasta to żywe organizmy. Zresztą, co tam Shanghaj, Izmir też było szałowy! Przyroda jest wspaniała, ale miasta dają taki energetyczny stymulant i dobrze się w nich czujemy

🎊Słowo: wiadomo, 6-7

🎊Okazja: promocja to moje drugie imię, ale wraz z nowym telefonem dołożyłam sobie wszystkie możliwe programy lojalnościowe. I bezkonkurencyjne są apki stacji benzynowych, bo za każdym razem zniżka jest naprawdę spora!

🎊Piosenka: tu miałam duży problem, bo moim zdaniem nie ma hitów ostatnimi czasy. I o ile jeszcze w ubiegłym roku można było powiedzieć o roku Taylor Swift, to nie mam pomysłu na tegoroczny hit. LECZ ze 3 miesiące wyświetlały mi się na okrągło rolki do Suger on my tonque 😀

🎊Technologia: nie ma już chyba nikogo kto się nie zapoznał z czatem gpt, a na kolejny poziom jakości i dostępności weszło tworzenie obrazów i ich ożywianie. Technologicznie wyjątkowym doświadczeniem były też Chiny z ich systemem płatności i cyfryzacją. Bardzo jestem z nas, Polaków dumna, że MY też jesteśmy bardzo cyfrowi, mamy blika, mamy prawie wszędzie (nawet na jarmarkach) płatności kartą, mamy szybki Internet i, że nawet pracownicy „skostniałych zawodów” jak nauczyciele (nie jesteśmy młodzi) są bardzo technologiczni (jesteśmy naprawdę niesamowici!), LECZ Chiny są JESZCZE dalej!

🎊Sukces medialny: cieszy mnie i niezmiennie dziwi, że jest WAS, moich czytelników, coraz więcej. Dziękuję, że chce Wam się sprawdzać co tam u nas słychać, zakładam, że nasze przygody są czymś co w pewien sposób przetwarzacie i może Wam czasem coś, co jest u mnie, pomaga? Na insta najbardziej hitową tegoroczną rolką, była jedna z Chin (ta z Wielkiego Muru), która dotarła do 130 tysięcy osób.

🎊🎊🎊

Plany na 2026 wrzucę Wam w czwartek, na NOWY ROK, a dziś pokażę Wam kolegę Bibi, który bardzo lubi nosić, zimą, tematyczne ubranka! On nawet się wtedy uśmiecha, choć to dość MROCZNY psi egzemplarz!

Chrupiący ryż, czyli Uniwersum między świętami, a nowym rokiem.

Weszliśmy w ten dziwny odcinek czasowy, kiedy wszyscy są trochę zawieszeni. Chodzi się najczęściej w dresie, dojada resztki po świętach, albo resztki z lodówki, a praca jeżeli jakaś jest, to wydaje się nam bardzo nierzeczywista. Sklepy Cię brzydzą, bo nawet jeżeli coś tam jest, to jest też tłum dziwnych ludzi biegających w szale wyprzedaży i przygotowań do Sylwestra (u Was w owadzie też zabrakło śmietanki i mleka kokosowego?). W dobrym stylu jest wstawać później i oglądać seriale (myślę, że spokojnie można założyć, że to jest odcinek czasowy na jeden sezon). Ten chrupiący ryż to przypalony ryż, bo podgrzewałyśmy na patelni.

Ja dziś zrobiłam podsumowanie roku na szafie, a potem ruszyłam z porządkami. Dziadki rano były na zakupach w okolicy, więc pomyślałam, że może wpadną, a wtedy POWINNAM mieć porządek. Koniec końców NIE wpadli, ale zaproponowali, żebyśmy się spotkali w szwedzkim sklepie i zrealizowali tam vouchery, który przyszły esemesem. My, z Lilka nic nie potrzebowałyśmy, ale z z przyjemnością dołączyłyśmy do dziadków i nasz bon zużyli oni! Zleciał nam ten dzień nie wiadomo kiedy, Lila jest trochę zła, bo do końca roku chce „chce skończyć kwasy i wodorotlenki”. Gdzieś tam równolegle wymieniłam sobie pościel i wrzuciłam do pralki narzutę z łóżka. I w sumie to się cieszę, że na NOWY ROK mam dom względnie posprzątany!

Foteczki z Hamburga:

2025 dla domu

  • Mamo, co mamy do jedzenia w domu? – włączył nam się z Lilą nocny podjadek (to staropolskie słowo na przekąskę) w piątek i panna buszowała w lodówce.
  • Nic. Nie mogę Ci wybaczyć, że mi NIE przypomniałaś, żebym zabrała sałatkę jarzynową od mojej mamusi!
  • Zrobiłam to specjalnie. Jesteś obrzydliwa, gdy masz usta w majonezie i jesteś taka z siebie zadowolona!
  • Jesteś potworem! A tak obie jesteśmy głodne, a z sałatką cierpiałabyś tylko TY! Mamy świeżego rogala i możemy zrobić grzanki, bo mamy tarty żółty ser… Możemy pomiędzy dać tę pastę z pomidorów i oliwek…
  • A to długo w naszej lodówce otwarte stoi?
  • I to jest najlepsze. To NIE było otwierane! To jak?
  • Dobra. Zróbmy sobie takie szybkie mini grzaneczki w air fry-erze!

Wspaniały był ten rok w segmencie „dla domu”. Sprawdziłam wczoraj jakie miałam plany na TE 12 mijających miesięcy i udało mi się zrealizować WSZYSTKIE moje fantazje. Doszła szafka do dużego pokoju, doszedł rice-cooker i zaczęłam renowację podłogi. To nie jest tak, że wygląda jakoś diametralnie lepiej, ale już o niej na okrągło NIE myślę.

Duża w tym zasługa lepszych finansów w pierwszej połowie roku. I np. ten regał, to coś co przekładałam od lat chyba ośmiu. Rice cooker wraz z air fryerem doszły mi urodzinowo. W segmencie małego agd doszło też kolejne żelazko, które akurat mi się NIE udało oraz w serwisie wylądował i z niego wrócił w nowym egzemplarzu mój cud sprzed dwóch lat, czyli mop parowy. Wiosenny przyjazd Erasmusowej Agnes dał mi natomiast impuls do naprawy rzeczy, które czekały na to od dawna. Wymieniona została deska sedesowa, korek w umywalce i wąż w wannie. Podmalowałam też wtedy sufity i rozmroziłam lodówkę (w tym roku rozmrażałam ją tylko 2x).

W lecie dokonały się dwa kolejne kolosy organizacyjne. Po pierwsze wymieniłam Internet. Zdemontowane zostały stare urządzenia i podpięłam coś zupełnie nowego, co DZIAŁA. Wielka rewolucja była też w ogródku, bo wycięłam kilka drzewek i ten wyrąb i porządkowanie (malowanie murka, podsypywanie ziemią i korą, przesadzanie) trwały praktycznie do końca sierpnia. W kwestii sprzętów, Łucji doszedł tablet, a WSZYSCY mamy nowe telefony. Mieszko ma drugi ekran do kompa i sam kupił sobie nową podkładkę oraz zażyczył sobie NOWY dywan. Zmieniłam także sposób rozliczania energii elektrycznej.

Z małych rzeczy w domu pojawiły się też ramki na różne pocztówki i kupiony został charytatywny plakat z chomikiem europejskim. Doszły znalezione wiklinowe kosze, doniczki, kołdry, poduszki, pościel i bela materiału z której muszę uszyć NOWE chorągiewki. Ale zrobię to w przyszłym roku! Będę musiała też na nowo podmalować sufit w łazience i w kuchni (bo pęka farba), ponownie także przejadę lakierem po podłodze na dole. Potrzebujemy również światełka przed dom na święta i jeszcze jeden świetlny łańcuch, bo jest TYLKO jeden. Gdy to odkryłam w tym roku, w sklepach już nic nie było. Nowym marzeniem są żeliwne garnki (przynajmniej jeden) i NOWA kuchenka. Duża rewolucja MOŻE się odbyć natomiast w pokoju Mieszka (btw. on dostał w tym roku rower!). Młody chce by jego łóżko rozłożyć i będzie wtedy 2x takiej wielkości, ale wymusi to zmianę meblową pozostałych mebli. Bo takie wielkie legowisko TERAZ się NIE zmieści. On chce też usunąć fototapetę, ale ten pomysł mi się akurat średnio podoba. Niezmiennie mi się marzy słomkowy pająk na sufit, ale Vogue zrobił o tym artykuł, więc tanieć niestety NIE będą. Lilę i Mieszka będę przenosić do nowej telefonii komórkowej w kwietniu (młody przejdzie na abonament, a Lila obecną umowę ma słabą). Z rzeczy lekkich przydały by się natomiast nowe podkładki na stół w kuchni!

ramki z kartkami z Muminków, kolorowe poszewki, regał, żelazko z nową matą na deskę, wąż w łazience i dywan w pokoju Mieszka
podłoga w procesie lakierowania, słomkowa wiedźma jako jeden z kolejnych gadżetów, złote podkowy, któe przykleiłam przed domem, air fryer i rice cooker, wieszak na biżuterię, Mieszka podkładka pod kompa i wiklinowe kosze
doszły też DWIE większe walizki (źle mi się kolaż ustawił, bo wpadały dwie ubiegłoroczne, a tegoroczne – WIĘKSZE są biała i beżowa), lustro drogowe do pokoju Mieszka, poducha pierniczek, ramka z chomikem, znaleziona donica i na zakończeniu mixu wrzucam pająka idealo, który właśnie ten vogue-owy artykuł otwiera.

🥂🎄🌟🍰A przed bieganiem? Serniczek na śniadanie!

Pojechałam jednak na to bieganie. W nocy miało być jeden na plusie i przez okno śniegu nie widziałam. Gdy wyszłam przed dom odkryłam co prawda, że jest ślisko i z sąsiadem, który wyszedł ze śmieciami szuraliśmy w rytm niesłyszalnego everybody dance now!, ALE byłam już w stroju biegowym, a Bibs gotowa stała obok mnie. Pomyślałam więc, że główne powinny być rozjeżdżone i BYŁY. A na bieganiu gadaliśmy o tym, które nasze prezenty były najbardziej trafione (I. kupowała córce taczki, bo tamta TAK chciała) i jak będziemy naszym zwierzakom pomagać na Sylwestra (i czy w ogóle obchodzimy). A jedna znajoma powiedziała, że jak córka szła wczoraj do dziadków to powiedzieli jej, żeby NIC nie przynosiła, ale jak już tam była to jej napisali, żeby jednak wzięła DWA serniczki. I ona im odpisała, że tego cioci już nie i że został tylko ten babci. A oni na to to, że właśnie TEN babci chcą. Bardzo ładna i trafna historia, bo na te święta smakujemy różne wersje tych samych dań i bardzo to jest nasze polskie i tradycyjne.

Tak sobie jeszcze myślę, podsumowując Święta (btw. tu macie MOJĄ świąteczną roleczkę), że najfajniejszy tegoroczny jarmark był chyba w Kolonii (tutaj roleczka gościa, który opowiada o tamtejszym JADLE) i chociaż tam kiedyś byłam, to marzy mi się grudzień, kiedy NIE będziemy TAK spłukani i na taki jarmark ponownie dotrzemy! Cieszę się też, że w siatce tanich połączeń ma być od przyszłego roku rumuński Breszow, bo tamtejszy jarmark co roku zdobywa laury.

🥂🎄🌟🍰

Ekipa w Hamburgu już jedzie pociągiem do miasta. Diabli dziś jest w pracy, więc mieli wstać, zjeść i pójść na kolejkę (5 km spaceru sielską niemiecką wsią) i dotrzeć bliżej niego. Mają tam swoje plany, a po 14-stej on się zerwie z roboty i do nich dołączy. Nie wiem jakie mają atrakcje zaplanowane na kolejne dni, lecz my w tym czasie z Lilą mamy odczulanie, wizytę w jednym urzędzie i może także podskoczymy na lodowisko?

klockowy kalendarz adwentowy Mieszka

święta dzień drugi, to tradycyjnie podgrupy

  • Matko, dlaczego nie zrobisz tego normalnie? Jak wszyscy. – zapytał zażenowany Mieszko, kiedy otworzyłam drzwi, przecisnęłam się miedzy słupkiem a autem i kliknęłam na „pobierz bilet”. Obok nas do trzech innych słupków stały inne auta, sznurek był za NAMI i tymi innymi autami też spory. Wjeżdżaliśmy pod port lotniczy.
  • Bo zamarzło okno – skomentowała przytomnie Łucja, która chwilę wcześniej widziała jak kliknęłam na otwieranie okna i zaklnęłam. – Popatrz lepiej jak w innych autach trzymają się za twarz patrząc na nas. Kocham Cię, mamo.
  • Ja siebie też Łuczku.

Rano odstawiłam Łuczę i Mieszka na lotnisko. Smarki poleciały na kilka dni do ojca! W planie a) miały jechać TYLKO obie panny, bo dla Mieszka Diabli szykuje jakąś wyjazdową niespodziankę na urodziny, ale Lila NIE chciała. Coś się nabzdyczyła, DZIŚ żałowała, ale dziś to JUŻ było za późno. Gdy się wtedy TAK zaparła, że NIE jedzie, zapytałam Diabla, czy może zamiast niej pojechać Mieszko? I on się zgodził. A młody zapytany, CZY chce kilka dni między świętami a Nowym Rokiem spędzić w Hamburgu, mruknął zadowolony, że TAK. Zapas czasowy przed wylotem założyliśmy duży, bo Łucja się bała wysypu wyspiarzy wracających po świętach do domu (i było ich na tyle dużo, że były extra loty :). I dzieciaki spędziły na lotnisku SPORO czasu, bo przez mgłę i oblodzenie wylot mieli DODATKOWO opóźniony o półtorej godziny. Niemniej jednak na przesiadkę w Monachium zdążyli, bo mieli tam dłuższe okienko czasowe!

My w tym czasie z Lilką pojechałyśmy do dziadków pomagać seniorom dalej ze świątecznymi resztkami, a teraz mam dylemat, czy jechać jutro na bieganie? Z jednej strony wypadałoby by bo WYPADAŁOBY, ale jest straszna szklanka i jeździ się w bezpiecznym ślimaczym tempie, a to po prostu zajmuje bardzo dużo czasu i jest dość stresujące.

Wiwat Święta!

  • Mieszko, czekaj! Zanim wyjdziemy z domu, zważmy się!
  • Waga pod kanapą?
  • Tak. Ja wchodzę pierwsza…. Qrde, jakoś dużo. 69? Pewna byłam, że zbiłam do tych 65… Spróbuj Ty.
  • 58.
  • Co?? Jak śmiesz ważyć mniej niż mamusia??? Albo wiem! Zawsze mogę być od Ciebie grubsza! Ha! Wygrałam!
  • Tylko, że mi się wydaje, że ta waga odejmuje. U dziadków ważę zawsze 2-3 kilo więcej.
  • Żartujesz, prawda??

Uszka nam się udały! No dobra, pierwsza partia (ta robiona bez wagi), wyszła trochę jak gruzińskie chinkali, czyli miała za TWARDE ciasto, ale wszyscy zjedli, albo przynajmniej SPRÓBOWALI. My z Lilką jesteśmy zadowolone, tylko chcemy za rok trochę podkręcić farsz dodając sos sojowy i zmieniając kolejność podsmażania składników farszu. Ciast było w sam raz i gdy tam jutro pojedziemy z Lilką, to makowiec JESZCZE będzie. Łucja dotarła z Miłkiem na Pasterkę, a dziś po śniadaniu zrobiliśmy sobie dłuższy spacer po mroźnym lesie. Z prezentów wszyscy są zadowoleni! Najważniejsze, w tym co dzieciaki dostały ode mnie, jest duża kołdra dla Mieszka i kołdra obciążeniowa dla Lilki. Dziadki tradycyjnie bardzo ucieszyły się z kalendarzy z wnukami (dotarły wczoraj rano) i nieoczekiwanego młynka do pieprzu. Była z tym cała wielka teoria spiskowa, bo ich się rozwalił i dziadek uważa, że JA zgubiłam jakiś element i dlatego im kupiłam nowy, LECZ to nieprawda. Mój, który mam od października, uważam po prostu za świetny i uznałam, że to co mają oni się całkowicie nie nadaje. Nie zabrakło także rzeczy najważniejszych, czyli książek, miękkich szalików, ciepłych rajstop i świątecznych skarpetek!

🎅 🎄 🎁 ✨Wesołych Świąt!

Trafiłam w necie na rolkę czepiającą się zwrotu „po świętach”. Bo od połowy grudnia stosujemy strukturę „a, to po świętach”. I przesuwamy co się da, na to PO ŚWIĘTACH. I podobno jest to dla wielu osób irytujące, że nie można się spotkać, umówić i nawet pracowe deadliny, są nazywane „po świętach”. Na spokojnie, „po świętach”. I bardzo jest mi ten zwrot bliski i ja też sporo na tę epokę PO przesuwam.

Już czuję lekkie zwolnienie, bo dotarliśmy do dziadków, prezenty popakowane, kreacje na wieczór wybrane, jedzenie już się robi, a dzieci są zaangażowane w różne świąteczne czynności. Lila, w kuchni, pomaga babci, Mieszko czyta dziadkowi esemesy i odpisuje na nie i tylko Łucja gdzieś się schowała i nie bierze w tych ostatecznych przygotowaniach udziału. Bez obaw, zaraz będę ją szukać i zrobię pogadankę o Christmas spirit, co to ogłosiła w aucie, że go nie czuje 🙂

Ja niezmiennie będę się upierać, że Święta są nam potrzebne. Bez nich grudzień byłby drugim listopadem! Każdy powinien wybrać z nich, to co jest ważne i to celebrować. Kochasz uszka? Zrób je. Uwielbiasz choinkę? Postaw ją sobie! Nie ma obowiązku trzymać się protokołu 13 potraw i oślepiającego czystością domu, ale jeżeli kochamy barszczyk to w ten jeden dzień, niech on będzie najlepszy na świecie. Warto cieszyć się i delektować się tym co jest dla nas kultowe i sentymentalne. Niezmiennie podziwiam i marzą mi się też święta, które jednoczą się nie tylko małżeństwa, pokolenia, ale też różne rodzinne gałęzie.

Nie mam żadnej świątecznej fotki, ale wkleję Wam NASZE ozdoby świąteczne, które będziemy na wieczór wybierać! 🙂

·꙳⋆𖢔𖠰𖢔·꙳⋆btw. jemiołę mamy!

Czasem sobie myślę, że gdyby miał powstać film o mnie, to byłby taka produkcja pokazująca biegnące nogi. Szarości w stylu Bergmana i dźwięk odbijających się podeszw. Bieg po chodniku przy jakimś murze, wbiegnięcie do biura, szum, inne biegające łydki, dużo światła, znowu szarości i biegnięcie przy murze, sklep, wózek sklepowy i baniaki z wodą (krótka migawka na tę postać kobiety z rosyjskiego malarstwa, która nosiła wodę w cebrzykach na pałąku przełożonym nad ramionami), znowu bieg, tym razem z pięciolitrowymi baniakami nad łydkami. Migawka (paro sekundowa) na jakiejś zielonej łące (spokój, pauza, wakacje, lato), znowu bieg, i potem siorbanie zupy u mojej mamy.

I dziś w tym biegu znowu siorbnęłam. Wlałam w siebie wybitną ogórkową i pomyślałam, że wspaniałe to uczucie, kiedy wypełnia Cię taki gorący i kwaskowaty wywar. A miałam ku temu okazję, bo razem z Mieszkiem i Lilą pojechaliśmy lepić uszka do babci! Nie zrobiliśmy ich jakoś bardzo dużo, nie są także specjalnie równe, ale jutro pojedziemy do dziadków rano i do Wigilii, będziemy lepić DALEJ! A czemu nie było z nami Łucji? Łucja kontynuowała szukanie prezentu dla Miłka. Bo WCZORAJ, nie znalazła, za to „po drodze” znalazła fajny strój (DLA SIEBIE) na Sylwestra. Tylko, że nie miała rajstop, które ma w domu. Dzisiaj więc pojechała ponownie w te same miejsce, ubrana już w TE rajstopy. A potem mogła kontynuować szukanie prezentu dla ukochanego…

polityczna rozgrzewka przed Wigilią

Jeszcze w Chinach dostałam alarmującego esemesa, że kończy się mój DOWÓD. TAM wszystko było w strasznym biegu, a oni mi taki bzdet przysłali! Od razu sprawdziłam, że to do LUTEGO, więc po mnie straszyć? Ale, co logowałam się do banku, to wywalało mi baner, że MÓJ dowód się kończy. Pomyślałam, że zajmę się tym PO świętach… LECZ wczoraj doczytałam, że jeżeli dowód się kończy trzeba złożyć wniosek PONAD 30 dni wcześniej! No więc dziś, w tym przedświątecznym wirze pojechałam jeszcze do gminy, żeby zostawić mój odcisk i nowy dokument ma być za miesiąc!

🧣🧸🎀🎄

Łucja pojechała szukać idealnego prezentu dla Miłka, Mieszko przez pierwszą część dnia odsypiał roraty, a z Lilą pojechałyśmy do sklepu po pomarańcze i śmietankę. Nie pieczemy ciast w tym roku, ale chcemy kupić makowca i zrobić tiramisu. Na „coś słodkiego” po śniadaniu w pierwszy dzień świąt planujemy natomiast cesarski omlet. Przepytywałam też Mieszka o czym rozmawiał z kuzynami (dwóch ma prawie dokładnie w takim wieku jak on), podczas tych dwóch dni z ojcem. I z jednym z nich gadali, o CZYM na ogól, kłóci się przy świątecznym stole? I było to dość ciekawe, bo Mieszko powiedział, że u nas NIE rozmawia się o polityce, bo dziadek czasem japinguje na jedną partię, ale nikt nie staje w kontrpozycji, więc temat się szybko kończy. Za to wczoraj u Diabla pojawił się temat imion dla dzieci. Temat zarzuciła przyrodnia siostra moich dzieci, która powiedziała, że jej podoba się Natalia. A męskich nie wie, ale chyba najbardziej Rafał. No i Diabli na to powiedział, że prawnuk Rafał na pewno ucieszy babcię. A na to moje dzieci zapytały: DLACZEGO? I Diabli odpowiedział, że Rafał Bążur. I bardzo to śmieszne.

🧣🧸🎀🎄

Upolowałyśmy z Lilą na zakupach tego wiralowego mysikrólika, który zdobył tytuł Najbrzydszej Tegorocznej Bombki. Cudny jest! 😀