Rzeczywistość to surowa pani, ale nie można zaprzeczać jej istnieniu.

-„Córka kości”, to teoretycznie Lilkowa książka, ale czyta mi się to na tyle dobrze, że chyba sięgnę po kolejne części!

Pamiętacie, że rok temu niefortunnie przelałam kasę na konto w Cinkciarzu? Niezmiennie uważam, że były to najlepsze możliwe karty do płatności w obcej walucie, ale niestety firma się przewaliła i MOJE środki zniknęły. Po drodze składałam wnioski na policji (bo mamy taką grupę poszkodowanych, gdzie co chwila ktoś podrzucał kolejną ścieżkę działania), wysyłałam różne pisma, ale przedwczoraj system płatniczy oficjalnie ogłosił upadłość. No więc, mając 30 dni na zgłoszenie, dziś rano rozgryzłam też system Krajowego Rejestru Dłużników i TAM złożyłam kolejne pismo. Uff, ależ ja jestem papierkowym gigantem! To raz. Dwa: wynalazłam na strychu karton Halloweenowy, bo chociaż będziemy z Lilką w tym minimalistycznie temat ogarniać, to jakieś tam gadżety będą! Mamy już popakowane w STRASZNE torebki, cukierki (wczoraj byłyśmy w sklepie – akurat w owadzie, na słodycze na wagę, wrzucili promkę) i ogólny zarys dekoracji.

Pokażę Wam dwie foteczki od Łucji. Panna właśnie ruszyła do Hamburga, z tej wsi, co to na niej Diabli mieszka i takie widoczki ma po drodze na kolejkę!