
Spotkałam ostatnio znajomą na polach. Ona ma psa, o takim samym imieniu jak mój i jak jej uciekł, to zaczęła go głośno wołać. Usłyszała to Bibs i do niej pobiegła, i w ten sposób chwilę później pogadałyśmy… O dzieciach, problemach i tempie życia. I ona np. ma tak, że rano jak się budzi to zastanawia się jak to wszystko spiąć finansowo. Zarabia więcej niż, ale wydatki, głównie medyczne, ma spore. JA, gdy się budzę, zastanawiam się JAK to WSZYSTKO spiąć CZASOWO. I rozmawiałam dziś w pracy ze znajomą i mówię do niej, że wydaje mi się, że ona TEŻ jest typem czasowym, na co ona przytaknęła. Tylko, że ona ma jeszcze wrażenie, że ja wszystko ogarniam, co oczywiście jest założeniem błędnym, bo NIC nie ogarniam.
Byłam dziś AŻ na czterech foto wystawach o powojennej rzeczywistości i powiem Wam, że w świecie lat ’45-’48 ludzie naprawdę byli nieźle zmotywowani. Łudzę się, że czas wtedy inaczej płynął i mieli kiedy i te włosy ułożyć, i obiad ugotować, ale jak spotykamy się rano na psim spacerze i wszyscy jak kloszardzi wyglądamy (w tych dresach i szlafrokach), to musi być JESZCZE jakiś powód! Przecież nie możemy być AŻ TYLE słabsi!




