Dziś mój MŁODSZY brat kończy 50 lat. I jestem TYM oburzona równie mocno, jak wtedy gdy kończył czterdziestkę! No bo, żeby MŁODSZY brat był TAKI stary? Ale z drugiej strony, ta pięćdziesiątka to tak jak kiedyś czterdziestka! Tyle, że na czterdziestkę człowiek był zdumiony, że to JUŻ, a te 10 lat później myśli, że DOPIERO! Gdybym mogła mu czegoś życzyć, to pewnie: było by, ŻEBY się TAK bardzo wszystkim NIE przejmował. Niezmiennie uważam, że na większość rzeczy w naszym życiu NIE mamy wpływu. Lecz wierzę też, że dystans SAM sobie wyrobi, bo poczucie humoru, które mamy oboje, mu w TYM pomoże.
Nie do końca gładko, przebiegała ostatnimi czasy nasza relacja, ale te zawirowania z dziadkiem pokazały, że w momentach ważnych jesteśmy monolitem. I takie właśnie powinny być rodzeństwa. Bo to ważni ludzie w naszym życiu! Jak patrzę na te moje dzieciaki widzę, że każdy funkcjonuje samodzielnie, ale GDY coś się dzieje, to nagle cała trójka siedzi koło siebie. I od zawsze w siostrach jest duma z braci. I z tych młodszych, i pewnie z tych starszych. Bo TO taka męska wersja NAS. Czy byłybyśmy takie same, czy może lepsze? Najlepszego dla Wszystkich dzisiejszych jubilatów!

