Łucja ma chłopaka i jej nowy wybranek jest kucharzem! To taki sam dzieciak jak ona, ale LUBI gotować. Jego tata to jakaś kulinarna sława, pierwsze szlify złapał w knajpie ojca, ale teraz pracuje już na SIEBIE. I powiem Wam, że jest to bardzo nie fair, że JA szukam roboty od pół roku, a on wchodzi do restauracji, robi menu degustacyjne (skipując zresztą jedno z dań, na które nie ma ochoty) i ma pracę! Jego pasją są mono porcje, czyli COŚ czym TEŻ mógł by zwabić Łucję. Zresztą wabi, bo lubi dla niej gotować! Żeby nie było tak idealnie, ma na twarzy kolczyki i nie do końca po drodze mu z nauką… Podobają mu się za to studia Łucji i nawet doszedł do wniosku, że może za rok także zacznie jakąś ISTYKĘ, bo kręci go nauka o innych religiach.
Pierwszy etap randek był dość irytujący, bo panna ruszała wieczorem i… wracała nad ranem. ŁAZILI i snuli się całą noc, gdyż Miłek czasem robi graffiti i zna wszystkie miejskie zakamarki. Wejścia na dachy, niezamknięte furtki i niedomykające się bramy. Dostawaliśmy więc zdjęcia ze wschodów słońca w różnych dziwnych lokalizacjach… Za to teraz, gdy zaczęła się szkoła, grafik się trochę znormalizował, to jedyna niedogodność, to że gadają przez telefon pół nocy. ALE panna schodzi na dół, my zamykamy drzwi od sypialni i niech tam sobie gadają! Jak to Lila powiedziała: Ważne, że Łucja jest szczęśliwa. Ona nie potrafi być sama i w związkach kwitnie! Dziś np. spotkali się po jej wykładach, poszli na pizzę, która oczywiście nie była tak wspaniała jak JEGO pizza, bo pizzę też przecież potrafi robić! Aaa, nie mogą się tylko dogadać w kwestii dzieci – bo Łucja zaczyna związki od USTALENIA imion i ilości przyszłych dzieci (ja zaczynałam od horoskopów) i nie są w stanie dojść do porozumienia w kwestii imienia pierwszego syna 😀 Szczerze mówiąc, UROCZE! ❤️

