Bardzo irytujące jest zaczynanie tygodnia, gdy człowiek się nie wyspał. Ale ani Lilka, ani ja, ani nawet empatycznie połączona z nami Łucja nie jesteśmy zadowolone z jakości snu ostatniej nocy… Trudno – kolejny tydzień wystartował, więc lecimy dalej!
Panna najstarsza zaczyna pierwszy pełny tydzień studiów. Podoba jej się. Zaskoczyło ją, że tak niewiele osób jest zaraz po szkole średniej, ale ma już tam jakąś nową ekipę. Mieszko w tym tygodniu wybiera się do sanatorium. Nauczycieli poinformowałam o tym na początku października, bo jednak ósma klasa to sporo nauki. Z moją robotą cały czas nic nie wiadomo. Dobrze, bo zamiast połówki etatu, udało mi się wypracować we wrześniu prawie 3/4, ale więcej w tej chwili nie wcisnę, bo chociażby dziadek. Dziadek ma się lepiej i jest szansa, że w tym tygodniu wyjdzie ze szpitala. Niemniej jednak zawodowo powinnam coś wymyślić JESZCZE w tym miesiącu, bo październikowy budżet mi się nijak nie zepnie. Pod koniec tygodnia to Polski ma także wpaść Diabli, co akurat bardzo dobrze, bo w sobotę mam szkolenie i on ogarnie ekipę. Ach, no i dziś śmignęłam na rowerze do apteki odebrać maści, które zapisała Lilce dermatolog i przy okazji zaopatrzyłam nas w witaminę D!

