- Synu, jak chcesz z obiadem? Mamy pierś kurczaka, kotlecików nie chce nam się robić, ale możemy Ci zrobić opieczone kawałki. Albo jedziesz do sklepu po mięso.
- Możesz powtórzyć?
- W którym momencie się wyłączyłeś?
- Jedno słowo mi uciekło.
- Więc będziesz miał od początku…
- Mieszko, posłuchaj – włączyła się Lila – Możemy Ci zrobić kotleciki, albo jedziesz do sklepu po karkówkę.
- Muszę jechać na rowerze czy mogę pójść?
- Możesz pójść.
- A jak się kupuje karkówkę? – to było do mnie.
- Powiedz Pani, że tak na trzy kotlety, karkówkę.
- I to wystarczy?
- TAK. Ona ZROZUMIE.
Sobota. Przerzuciliśmy te szafy (ależ to było wykańczające) i tradycyjnie sporo wylatuje. Staramy się ograniczać ilość kupowanej odzieży, ale tym razem poleciały takie sztuki, co to nie umiałam się z nimi od bardzo dawna rozstać! Z rana pobiegałam, teraz w wolnowarze dochodzi kolejny gulasz (czerwona kapusta, groch i boczniak), a panny się uczą. Lilka robi kolejne zagadnienia z chemii, a Łucja rozrysowuje jakieś robaczki, co to podobno są językiem perskim!

