Jeśli czegoś szukasz, użyj głowy, a nie oczu.

-„Pchła”, audiobook, który właśnie finiszuję w aucie.

Mieszko wczoraj wieczorem przyniósł mi swój telefon. „Zepsuł się. Nie można go uruchomić. Bateria jest naładowana jakby co.” No extra. Na dziś miałam zaplanowanego dermatologa z Lilką, chciałam podjechać z Lutką do Krzycha, a zwierzęta od dwóch dni jechały tylko na chrupkach. I na dodatek rano, jak wsiadłam do auta, to zapaliła mi się dyskoteka z kontrolek. Równolegle, Łucja chce nam opowiadać o studiach, a ja nieustannie mam ochotę zacząć krzyczeć.

Btw. Te telefony to taki nasz punkt przesilenia. Jak już myślisz, że nic więcej nie gruchnie, to zawsze jakiś telefon łupnie… No ale dobra. Wymyśliłam plan zastępczy, że jakby co Mieszko przełoży kartę do mojego starego aparatu i weźmie GO do sanatorium. Odwiozłam Lilkę na przystanek, kupiłam bułki, wróciłam, wyprowadziłam Bibsa, wywaliłam Mieszka oraz Łucję na nauki i o tej ósmej pojechałam do sklepu po żarcie dla zwierząt. Wracając zajrzałam do serwisu telefonicznego i odkryłam, że go zlikwidowali… Siedziałam więc pod tym punktem i dłubałam w tym telefonie… I udało mi się uruchomić jakieś recovery mode! Wróciłam szybko do domu, włączyłam czata na laptopie i voila, całusek w pięść, NAPRAWIONE!

🛶🛶🛶

REKREACYJNIE, po tych wszystkich atrakcjach dzisiejszego dnia, planuję przejrzeć MOJĄ garderobę. Mam dość lnianych spodni w kwiatki w październiku i czas wyciągnąć wełniane kubraczki. Gdzieś zaginął mi zielony sweterek i może się znajdzie i co by nie było, krótkich spodenek (RACZEJ), przez kilka najbliższych miesięcy nie założę!

🛶

Bibi i jej nowa RASOWA przyjaciółka. Ta rasa (wilczek czechosłowacki) jest prześliczna i obie dziewczyny bardzo dobrze się dogadują!