- Przepraszam!- krzyknęła do mnie babka z jabłkami na rynku. Spojrzałam się na nią, a ona zapytała – Ta pani młoda ma takie naturalne włosy?
- Tak – i spojrzałam na Lilę.
Wracałyśmy od alergologa, zajrzałyśmy po warzywka, a tam TAKA przygoda! Tylko, że… PANI MŁODA? A ja to niby JAKA w tej sytuacji??? Pamiętam, że jak mieliśmy, jako dzieci, jamnika. I były to czasy, gdy zwierzęta były zwierzętami i to CO teraz mamy w domu, że Bibi jest „siostrą Lili”, a ja ich mamą, się NIE przydarzało. Nie było nawet takiego abstrakcyjnego humanizowania. Ja nazywałam się PANIĄ tego psa, a babcię STARSZĄ panią. Lutka, jak to usłyszała to się oburzyła, więc nazywałam ją później PANIĄ od mięsa (bo matki ze względu na swoje kuchenne funkcje, mają dla zwierząt WYJĄTKOWY urok). Ale wiecie, żebym ja awansowała z MŁODEJ pani na tę DRUGĄ, to jeszcze NIE było!
🗑️🗑️🗑️
Od dziś obowiązuje nowa ustawa recyclingowa. Zrobiłam wczoraj lekcję z recyclingu (jak JA żałuję, że w epoce gdy robiłam awans zawodowy nie było czatu GPT!), były quizy, pytania o to kto jakie kupuje napoje, lekcja ekonomii, rozważania ile to można zaoszczędzić, ale najważniejsze, że udało mi się skombinować wyjście do przestrzeni w galerii handlowej, gdzie zgniata się papiery 😀


