
Zakończyłam egzaminy. Trwało to trzy tygodnie, byłam na E8, czyli egzaminach ośmioklasisty i maturkach. Siedziałam w komisjach z matmy (3x), filozofii, informatyki, 2x z hiszpańskiego, z polaka i czegoś tam jeszcze. W tym czasie mieszkałam w trzech różnych hotelach (u góry widoczek z jednego, z mojego pokoju), które były tuż przy obiekcie egzaminacyjnym. No dobra, jeden hotel był trochę dalej, ale rano zgarniał nas bus. Po egzaminach gnałam do domu, gdzie przez te 3-4 h, włączałam pralkę, zmywarkę, wieszałam ręczniki, czasem odbębniłam któreś korki i wyprowadzałam Bibs, bo bunt, że ona z nikim INNYM nie pójdzie, był pełen. I wracałam do hotelu na noc. Raz zasnęłam w pociągu, a raz pomyliłam pociąg (i zorientowałam się po pół godzinie). O zgubionym kluczyku do kłódki rowerowej już wiecie. Dwa razy mnie podkusiło, żeby na noc zostać w domu, że niby bardzo wcześnie sobie autem pojadę… I oba te razy to był zły pomysł. Nie dość, że za każdym razem się spóźniłam na odprawę, nie dostałam śniadania, to jeszcze byłam niewyspana, bo w hotelach, to miałyśmy taki plan wieczoru, że o 21-szej było spanko. A w domu przed 23-cią to ja się spać nie położę.
Ale podobało mi się. Baa, ktoś tam po drodze powiedział, że słabo być nauczycielem, bo marnie płacą i pomyślałam, że może i marnie, ale za to jaka to jest świetna robota!
Przypomniała mi się też akcja, którą miałam na moich ostatnich E8 (dwa lata temu), gdy jeszcze pracowałam w szkole. Byłyśmy sporą grupą oddelegowane do innej placówki. No i tak stałyśmy pod toaletami i ja, jak to ja, waliłam suche żarciki. W którymś momencie doszłam do wniosku, że NIE mam ochoty iść do toalety, ale lepiej pójdę. I tak też powiedziałam. Weszłam, wszystko błyskawicznie, w biegu szczerzenie do lustra, czy nie mam między zębami jedzenia i wyszłam. Pod drzwiami nikogo NIE było. Pobiegłam więc na salę gimnastyczną, a gdy tam dobiegałam wychodziła już stamtąd jedna z osób z którymi byłam i powiedziała do mnie z wyrzutem: Gdzie Ty ZNOWU byłaś? Wyczytywano Cię. Spóźniłaś się. Wpadłam na salę i dyrektor powiedział: Spóźniła się pani na odprawę. Powinienem Pani postawić nieobecność. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą: Przepraszam, byłam w toalecie. Wszystkie te cipy stały i patrzyły na mnie zdegustowane kręcąc głowami, a ja sobie pomyślałam: Bosze jakie strasznie denne te baby. Rok z nimi pracuję, zastępuję na dyżurach, piję lurowatą kawę w pokoju nauczycielskim, a one tylko czyhały, żeby mnie wystawić. W celu dla mnie niejasnym. No bo po co?? Jakby nie było, teraz tak nie mam. Zrąbana jestem strasznie, ale naprawdę to był bardzo dobry okres! I chociaż dzieci marudzą, że nigdy więcej mam się nie zgłaszać do komisji egzaminacyjnych, to nie wiem czy spełnię te ich życzenie! 🦝
