
- Dzień dobry, kurier. Wpuści mnie Pani na osiedle?
- Nie ma w tej chwili w domu. Musi się Pan jakoś sam dostać. Będę za 10 minut.
- Spoko, już wszedłem. To po lewej stronie?
- Tak. Taka różowa donica z żółtymi kwiatami.
- Chwila. Mam! Tu gdzie rowery stoją?
- Też. Ale przede wszystkim donica z ŻÓŁTYMI kwiatami.
- Położę koło rowerów.
Ja tam tych rowerów AŻ tak nie widzę, ale jak widać kurier ma swoją percepcję… Tak sobie natomiast myślę, że przez te rowery ja znowu pigw nie mam. One się czasem przewracają i mi postrząsały kwiatki z krzaczka… Grrrr… Za to jak idę na spacer z Bibs, to taką samosiejkową pigwę spotykamy i z niej zrywam owoce. Zasypałam pierwszą porcję cukrem (wyżej) i polska cytryna JUŻ się robi!
<><>
Nie pojechałyśmy wczoraj z Lilką na warsztaty motankowe bo nam się NIE chciało… Jak sobie wyobraziłam, że znowu mam wsiąść do auta i gotować się w tym skwarze, to zrezygnowałam. I dobrze, bo panna się pouczyła i dziś mieliśmy dzień sukcesów. W jej klasie wszyscy zgłosili na rosyjskim nieprzygotowanie, więc pani przepytała jedyną osobę, która tego nie zrobiła, czyli Lilkę. Panna znała odpowiedź na każde pytanie, więc dostała szóstkę! Szóstkę zarobił też Mieszko na matmie (jako jedyny w klasie ze sprawdzianu), a Łucja dostała piątkę z kartkówki też z rosyjskiego i tylko piątkę, bo choć bezbłędnie to z kartkówek nie ma szóstek. Dzień zwycięstw zamyka wyprawa z Mieszkiem po SPODNIE. Gość nie ma żadnych długich. Już ubiegłej wiosny większość była na wysoką wodę, a teraz stały się one rybaczkami lekko zakrywającymi kolano. Pojechaliśmy po nie tam gdzie na ogół jeździmy po takie rzeczy i młody ma CZTERY pary, z którymi można już witać chłody!

