Jabłka, jabłka, jabłka!

Łucja dużo jeździ kolejką… A w tych kolejkach są wyświetlacze i w kółko leciała jej reklama jednego wydarzenia… Święta jabłka! I tak brzęczała, żeby na konkurs szarlotek pojechać… Rok temu, jakoś o tej porze byliśmy na jabłkowych samozbiorach, czyli rzeczywiście mamy sam środek sezonu jabłkowego! Pojechaliśmy. Degustować szarlotki (trzy typy zostały zabrane do dziadków na obiad) i zobaczyć kawałek dożynkowego festynu. Mam śliczną naklejkę którą dostałam od pań z jednego KGW, czyli kółka gospodyń wiejskich, a jedna cudowna babeczka nalała mi „pod stołem” nalewki z jabłek. NIE spożyłam, bo ja to końcu kierowca, ale bardzo to było miłe! Była z nami Bibs, która się trochę na taki tłum złościła, ale musi się czasem ten nasz dzikus trochę socjalizować! Btw. dostaliśmy rewelacyjną mapę z jabłkowym szlakiem: miejsca gdzie się tłoczy soki z jabłek, są craftowe piwiarnie (to akurat niepotrzebne), pasieki sprzedające miody z uli porozstawianych między jabłoniami, knajpy gdzie serwowane są dania z jabłek i sady, gdzie je można zrywać. Śmieszna sprawa: na mapie jest punkt gdzie są alpaki. A jak przypomnieli dziadkowie, ALPAKAMI nazywano kiedyś wina jabłkowe! 😀 Niemniej jednak tam są zwierzęta! Bardzo fajny pomysł na wycieczkę! 🙂 Tu roleczka, a niżej zachód słońca u nas na wsi!

UPDATE: Naprowadzono mnie (ślad w komentarzu – info od MMZD), że to nie były ALPAKI (te szarlotki w płynie), lecz ALPAGI. Semantyka musi się zgadzać! :))