–gość na warsztatach. Zachwyciłam się tą naukową myślą, a on powiedział, że tak tłumaczy swojemu synowi potrzebę szkoły. Że to miejsce kontrolowanych błędów, których później w życiu już nie popełnimy. To oczywiście uproszczenie, bo przecież w życiu ciągle robimy coś nowego, ale bardzo to miłe przy klejeniu modeli, że błędy konstruktorskie oceniane były jako prawidłowe.
Wrzesień to czas różnego rodzaju naukowych festiwali: warsztatów, pikników i dni otwartych. Mieliśmy iść na humanistyczne: do katedry iranistyki o tym jak wybierany był skryba w Persji, ale wszystkie fajne wykłady na orientalistyce są jutro. Poszliśmy za to na Politechnikę douczyć się o aerodynamice. Ja, Lila i Mieszko. Łucja pojechała z Matim na wykład o klimacie, a potem wszyscy się gdzieś tam spotkaliśmy. Impreza się cieszy dużą popularnością i było dość tłoczno, ale w sumie całkiem miło spędziliśmy czas (tu rolka z warsztatów modelarskich).
<>
Pada, chłodno i w sumie dobrze! Obejrzałam z Mieszkiem kolejny odcinek Ashoki, w kuchni dochodzi mi zupa dyniowa (którą jadam TYLKO ja), a rano udało mi się pobiegać. W lesie znalazłam urwaną gałązkę i przywiozłyśmy ją sobie z Bibs do domu!

<><>
Z Łucją podjechałam na stację benzynową. Nalałam i zastygłam patrząc na dystrybutor. Panna, która wyszła ze mną (szłyśmy razem, bo ona miała zrobić kawę) zapytała:
- Co się stało?
- Za niska cena. Było dużo więcej.
- To źle?
- Nie. Ale nie wiem dlaczego tak jest.
- Może ropę nalałaś?
- Chyba nie..
Potaniała rzeczywiście mocno (okazuje się, że to przez nadchodzące wybory), ale miło, że Łucja mi takie fachowe pytanie zadała! Szok, że ona to rozróżnia.
