Lilianie zepsuł się telefon. I okej. Był najstarszy w domu – miał do tego prawo. I panna postanowiła, że ona go kupi sobie sama, a kasę (potem) jej zwrócimy. Też dobrze, bo [chwilowo] nie ma za co. I z tej okazji po raz kolejny doprowadziła mnie do szału… Model długo był wybierany, oglądałyśmy na miejscu w sklepie inne kolory, radziłyśmy się konsultanta, ale się udało (zamówiono, opłata przy odbiorze)… I panna miała SAMA sobie za niego zapłacić. Do tego momentu wszystko szło w miarę gładko, lecz w przy kasie okazało się, że panna NIE może zapłacić, bo ustawiła sobie limit płatności dziennych na 250 pln. Limit można zdjąć w aplikacji, ale nie było telefonu… Można go też ściągnąć po zalogowaniu się na stronę banku, ale (uwaga) panna nie logowała się do swojego konta NIGDY przez komputer, a wszystkie hasła (absolutnie wszystkie łącznie z librusem i adresami meilowymi) ma zapamiętane w notatniku na KOMÓRCE. Której, jak pamiętamy, nie ma! Co więcej przy aktywacji konta w banku, nowe hasła są przysyłane ESEMESEM. Jakież to było kombinowanie, żeby to wszystko zadziałało! A to NIE jest pierwsza tego typu sytuacja, dawno temu podała NIEPRAWIDŁOWY meil przy egzaminach ośmioklasisty (to RÓWNIEŻ była duża akrobacja, by się dostać do wyników) i NIC ją wtedy to nie nauczyło!!! Niemniej jednak telefon już ma, chciała jeszcze by naprawić stary, żeby odzyskać meile, ale NIE będziemy naprawiać telefonu, który już notabene został rozkręcony przez jej brata… Założymy natomiast ZESZYCIK z hasłami niczym zbliżający się do setki seniorzy.
<><>
Wschód słońca. Gdy jechałyśmy rano z Łucją, to nad rzeką były mgły. Dawno temu, gdy mieszkałam na południu Polski i mieliśmy tuż obok rzekę SAN, to też uwielbiałam te jesienne poranki, kiedy mgła wszystko rano owijała.

