


Zapakowaliśmy jarmarkowe zdobycze i pojechaliśmy na niedzielny obiad do dziadków! Pojedliśmy, pogadaliśmy (tłumaczyłam im kim jest C.Derpieński w kontekście, że moim zdaniem to kolejny, w sumie genialny produkt, który oparł swój sukces na stylizowanej głupocie) i wróciliśmy do domu – wyjątkowo BEZ postoju w lodziarni, bo WSZYSCY mają na JUTRO coś zadane! Czekam teraz tylko, aż Lilka skończy lekcje i będziemy sobie dalej oglądać Małą Syrenkę – jest na Disneyu i doszłyśmy do wniosku, że nie można potępiać BEZ obejrzenia.
<><>
- Mamo, Mieszko się pyta czy może całkowicie rozłożyć mój telefon.
- Może Lila. I tak już się do niczego nie nadaje. Nie wiem czy to nie jest jakieś toksyczne, ale może uda mu się go na chwilę uruchomić i przynajmniej odzyskamy dostępy do kont.
(chwilę później)
- Lil, no i jak? Udało się naszemu ELONOWI odpalić ten złom?
- Ten Elon to taki w stylu Łukasza. Odłączył ekran i powiedział, że NIE może NIC zrobić bez odpowiednich narzędzi.
😀 Rzeczywiście Diabli do sprzętu podchodzi priorytetowo…
