ciepły miesiąc wrzesień

Zapakowaliśmy jarmarkowe zdobycze i pojechaliśmy na niedzielny obiad do dziadków! Pojedliśmy, pogadaliśmy (tłumaczyłam im kim jest C.Derpieński w kontekście, że moim zdaniem to kolejny, w sumie genialny produkt, który oparł swój sukces na stylizowanej głupocie) i wróciliśmy do domu – wyjątkowo BEZ postoju w lodziarni, bo WSZYSCY mają na JUTRO coś zadane! Czekam teraz tylko, aż Lilka skończy lekcje i będziemy sobie dalej oglądać Małą Syrenkę – jest na Disneyu i doszłyśmy do wniosku, że nie można potępiać BEZ obejrzenia.

  • Mamo, Mieszko się pyta czy może całkowicie rozłożyć mój telefon.
  • Może Lila. I tak już się do niczego nie nadaje. Nie wiem czy to nie jest jakieś toksyczne, ale może uda mu się go na chwilę uruchomić i przynajmniej odzyskamy dostępy do kont.

(chwilę później)

  • Lil, no i jak? Udało się naszemu ELONOWI odpalić ten złom?
  • Ten Elon to taki w stylu Łukasza. Odłączył ekran i powiedział, że NIE może NIC zrobić bez odpowiednich narzędzi.

😀 Rzeczywiście Diabli do sprzętu podchodzi priorytetowo…