Samomówienie

Miałam egzamin i nie rozłączyłam się po jego zakończeniu. Procedury są takie, że nagrywane są wszystkie spotkania z uczniami, a po ich zakończeniu musimy się rozłączyć. Odłączył się od tego mojego wirtualnego pokoju uczeń, lecz zeszła do mnie na dół Liliana, zaczęła gadać, o tym jej smutnym życiu dziecka żyjącego wg zasad lat ’80-tych (ale DZIĘKI braku komórki ona BŁYSKAWICZNIE zasnęła!) i przeoczyłam to. W międzyczasie wypełniałam protokół, potem jeszcze coś jej w kalendarzu pokazywałam i ocknęłam się, że włączone jest cały czas nagrywanie. Zimny pot, czy ja CZEGOŚ nie powiedziałam i na wszelki wypadek te PÓŁ godziny live-a OBEJRZAŁAM. Merytorycznie NIC mi się nie wymsknęło, lecz przeżyłam SZOK jak ja wyglądam GDY coś robię. JA cały czas, gdy coś piszę, MÓWIĘ do siebie. Powtarzam te same słowa, czytam ponownie na GŁOS, zapętlam się… DRAMAT. Jakbym coś krzywo pod sufitem miała… Baa.. widzę TERAZ, że nawet TERAZ pisząc mówię. Mocno to nagranie przeżywałam i nawet wylałam też żal do Diabla:

  • Ty wiesz, jak ja koszmarnie dziwna jestem gdy coś robię na kompie??? Ja chyba już nie nadaję się do pracy między ludźmi. NIE miałam pojęcia, że jest tak ŹLE.
  • Ale Ty zawsze mówiłaś sama do siebie. To nic nowego.

??? A jednak szok.

Macie Mieszeczka. Dziś uczyłam go jak zrobić pierś kurczaka z ryżem i z marchewką. Chciałabym, że do końca roku umiał sobie coś SAM zrobić. Marchewka nam się raczej nie uda, bo sobie palce poucina, ale resztę MOŻE opanuje. Btw. gość dziś dostał wyniki z angielskiego z egzaminu dzielącego ich na grupy. Jest najlepszy w klasie, ex aequo z dziewczynką z Wietnamu, która jest dwujęzyczna. I zgłosił się na przewodniczącego klasy. NIE został wybrany, lecz jestem bardzo z niego dumna, że PIERWSZY w domu okazał się takim szkolnym aktywistą!