Poszli!

Najpierw Lilka, potem Łucja, a na końcu Mieszko. Po tych wszystkich roszadach Łucja powitała nowy rok szkolny w swojej… starej klasie. Nie udało nam się załatwić przeniesienia do innej szkoły, chociaż całe lato jeździłam z tymi papierami. Wyglądało to tak, że Łucja siedziała na spottedach różnych szkół i gdy pojawiało się info, że ktoś zmienia szkołę i w jego klasie ZWOLNIŁO się miejsce, ja tam (z kolejnym podaniem) jechałam. Docierałam na miejsce i witała mnie górka PODAŃ jak przy staraniach o pracę, na szczycie której lądowało kolejne (NASZE). Za każdym razem przygotowywałam ten sam zestaw dokumentów (świadectwo 1 i 2 klasa, świadectwo z ósmej, wyniki egzaminów z ósmej, list polecający od wychowawczyni, certyfikaty językowe jakie panna zdobyła wraz ze spersonalizowanym pod konkretną szkołę podaniem). Czasem patrzyli na egzaminy ośmioklasisty i nawet nie przyjmowali dokumentów. Dziś rano dzwoniłam jeszcze do dwóch szkół, gdzie ta decyzja mogła być inna, lecz TEŻ nie została panna przyjęta. Leszcze. To mógłby być najwspanialszy absolwent w historii ich murów! W piątek Łucja napisała meila do wychowawczyni, że nie chciała rezygnować z rozszerzenia które wybrała dwa lata temu i nie udało jej się znaleźć szkoły, która ma dokładnie taki sam układ. I nowy rok zaczyna z nimi… Ta jej odpisała, że bardzo się cieszy, że Łucja zostaje! Kochana z niej babka! Inna sprawa, że szkoły SĄ przeładowane. Składałam np. podanie do szkoły Lilki (tu miałam dobre argumenty, że w ten sposób DAŁABYM radę być na zebraniach) i tam nie było miejsc (też nawet nie przyjęli). W klasie Liliany jest 34 osoby, powinno być 32 i GDY są wszyscy, ci w ostatnich rzędach siedzą na podłodze, bo nie ma dla nich ławek. A klas pierwszych przyjęto w tym roku u niej DZIEWIĘĆ!!!

Niemniej jednak co w tym wszystkim najważniejsze, Łucja ma dobry humor. Cierpiała gdy uświadomiła sobie, że pan z matematyki, z którym co roku mamy przeboje, będzie triumfował, że do niego wróciła, ale może jakoś to się poukłada?

Dziś, kiedy przez tę krótką chwilę byłam sama zajęłam się MOIMI formalnościami, bo mi się zmienia forma zatrudnienia, więc będzie z tymi większe zamieszanie, ale z tego akurat się cieszę. Jutro czeka mnie drukowanie jakiś arkuszy i może wizyta z ZUS-ie, jeżeli nie uda mi się do nich dodzwonić. Rok szkolny ruszył więc pełną parą, do końca tygodnia mają być jeszcze upały, ale już dziś WYJĘŁAM pierwszy SWETEREK!