prawo fali

Przez większą część mojego tygodnia czuję się doskonale. Królowa Życia, wszystko mi wychodzi, jestem extra upojona własną fajnością, mam przyjemną pracę, cudowne dzieci i świat stoi przed mną otworem. Czasem ktoś mnie zirytuje i potem przez dłuższą chwilę siłuję z myślami, czemu niektórzy są takimi głąbami? Ale czasem dopada mnie też dół… Np. wczoraj wieczorem, kiedy przyszło mi do głowy, że czuję się jakbym mieszkała w Afryce. Człowiek kręci jak chomik, próbuje wszystko spiąć, a tu nie dość, że nie masz na nic czasu, to tak naprawdę na nic Cię nie stać. Buduję te pomosty, prowizorki i atrapy, ale to za mało. Znajoma mama wysłała mi wczoraj wiadomość z linkiem do kolonii. I czy chłopcy (jej syn i Mieszko) by nie pojechali? No i nie, bo i tak wszystko jest wyliczone poza zasięgi. Potem zeszłam do kuchni, wrąbałam puszkę zielonych oliwek i pojawiła się Liliana. Środek nocy, a ta się snuje… Lecz tym razem mnie tym ubawiła i naprawdę poprawiła humor. Naprawdę nie powinnam na NIC narzekać!

Za to dziś od rana wszystko idzie dobrze! Fryzjer załatwiony (fotka jutro), odwiozłam pranie do pralni, byłam na rynku, umówiłam to specjalistyczne badanie laryngologiczne Liliany, a nawet pojechałyśmy z Łucją do serwisu rowerowego wyregulować hamulce! Nie było to zrobione NIGDY i od dwóch lat dziecko miało rower bez hamulców (więc nie chciała jeździć). Przy okazji okazało się, że koła i koszyk były źle dokręcone, więc to że tam dotarłyśmy, było BARDZO dobrym pomysłem! Ciepło, a nawet gorąco, wszyscy tacy jacyś zamroczeni, ale to chyba przesilenie wiosenne w przyspieszeniu?

Kwiaty komunijne wyglądają TERAZ tak:

Kcem

  • Lila, a w Twoim świecie jest słowo KCEM?
  • Kcem?
  • Tak. Bo Łucja GO nie znała, a bumerzy tacy jak ja, znają KCEM doskonale…
  • Nie znam. KCEM?
  • Tak. Kiedy widzisz coś co jest urocze, ale nie końca potrzebne. Koszyk z kociakami, baby koala… Bo oglądasz szczeniaczki w necie? Od tego on jest.
  • Nie oglądam.

JAK TO??? Ale to i tak MIŁE, że nareszcie jest jakieś słowo, którego NIE znają 🙂 P-jak poniedziałek, P- jak porządki., P-jak planowanie tygodnia. P-jak pustki w lodówce (a ponieważ wracałam dziś ze szkoły późno, Dzień Pizzy – też P, był DZIŚ!). Pokrowce zdjęte z krzeseł, zapakowane do pudła, w którym przyjechały, władowane do auta i… wyślę JUTRO. Krzesła już porozsuwane, pranie zrobione, a stół dostawka wywalony na taras (będzie jeszcze impreza TEJ wiosny, potem odkręcę nogi i blat zostanie schowany. Odczulanie rano odbębnione (w okresie pylenia dostaję mniejszą dawkę alergenu, ale i tak KCE mi się spać 😉 Koszula i komża Mieszka są czyste (lekko je tylko przeprasowałam w sobotę, natomiast spodnie pobrudził i musiałam je wyprać (przed 19-stą muszę je szybko wyprasować). Jutro mam fryzjera (uff), w piątek przyjeżdża COŚ do domu, a weekend w KOŃCU ma być ciepły???

Taki widok mam na porannym spacerze z Bibs. Zdjęcie robiłam by sfotografować KACZKĘ, ale nie będę zoomować, bo kolory poranka były PIĘKNE!!! Obok złożone krzesła z GOK-u, a obok nich piętrzące się w pudle pokrowce. Jest też roboczy stół, na który odkładam prasowanie. Kule papierowe złożę za chwilę!

I poranna Bibs z latającymi uszami!

Maj zielony, białe pachną bzy

Po ramkach na profilowych przypomniało mi się, że dziś Dzień Zwycięstwa! Miałam w głowie jakiś sucharek na ten temat, ale dziś prasuję górę ubrań z całego tygodnia uruchamiając raz po raz to kolejny serial (NIC mnie NIE porywa) i mam w głowie PUSTKĘ… Chyba miało to być coś o tym, że zawsze zachłystywałam się myślą, że każde pokolenie pamięta wojnę, a od dawna jest pokój co oznacza, że lada moment coś gruchnie… No i boom! -> BO mamy sytuację która nie śniła się nikomu i CHYBA można to podciągnąć pod wojnę? Nic nie działa jak działało, ludzie nie mogą się przemieszczać, człowiek boi się człowieka, a nadzieja zamieniała się w świadomość, że będzie INACZEJ.

Stałam dziś przed domem, bo upychałam kartony do niebieskich worków i podeszła starsza pani. Ale taka naprawdę STARSZA, która sądzę, że wiele dziejowo już widziała… Malutka, pomarszczona i uśmiechnięta. I widzę, że patrzy na moją czereśnię, więc mówię:

  • To czereśnia.
  • Piękna.
  • Miała być wiśnia japońska, ale była szczepiona na czeremsze i się nie utrzymała. To odnóże, które miało wyrosnąć na drzewo było bardzo ładne i kwitło na różowe, ale było słabe. Mocno rosło to pospolite… I to szlachetne obcięłam.
  • Ale ma owoce?
  • Tak. Takie małe, z wielką pestką i po tygodniu w owocach już są robaki, bo przecież tego nie pryskam.
  • Ale można sobie zerwać?
  • Tak oczywiście.
  • Ja przyjechałam do syna. Wszystko takie tu piękne. I kocham wiosnę. To tak jak u ludzi najpiękniejsza pora!
  • Chyba rzeczywiście ładniejsza niż lato… Za to jesień też jest wspaniała!

<><>

Mam dla Was fotkę ZAPRACOWANEGO psa, który MUSI pilnować swoje dzieci 😀 Czasem wstaje, idzie zaszczekać, ale potem wraca i ZNOWU się koło nich kladzie, chociaż one zagapione w gry NIEspecjalnie to rejestrują…

ode złego

Ładna uroczystość z tych Komunii! Na koniec nawet się wzruszyłam i żal mi się zrobiło, że to już ostatnia. Dzieci były bardzo przejęte, choć nie wiem czy fotograf MA zdjęcie Mieszka, na którym by on NIE ziewał, albo nie gapił się na zegarek… Ale może mu się udało, tym bardziej, że Łucja umyła mu wczoraj włosy i dziś miał fryzurę PREMIUM. Ze względu na limity osób w kościele mógł być TYLKO jeden z rodziców od każdego dziecka (i byłam to ja). Weszłam na balkon i patrzyłam na przebieg wydarzenia i naprawdę wszystko było idealne. Prężnie działającej radzie rodziców udało się ściągnąć na naszą mszę kapelę/zespół, którzy są jacyś znani, więc oprawa muzyczna była cudowna. Siostra, która uczy ich religii dopracowała szczegóły choreograficzne i przebieg MSZY był perfekcyjny. Btw. ostatni w ich grupie przyjmujący komunię to był Mieszko! Nie można było robić zdjęć w kościele – była za to flota zawodowych fotografów, którzy niczym satelity krążyli wokół dzieci, rodziców i gości. Była nawet dron, który robił zdjęcia – dostaniemy je pewnie dopiero w czerwcu i wtedy coś tam jeszcze wrzucę. Ksiądz dość wzruszająco powiedział na koniec: Chciałbym być prorokiem i móc powiedzieć, że TA Komunia – ósmego maja, jest OSTATNIĄ Komunią, która odbywa się w pandemii.Tak, dokładnie tak!!! Łucja strzelała oczami po innych nastoletnich rodzeństwach komunistów i pierwsze co powiedziała w aucie, to ŻE DAWNO nie widziała TYLU niezłych chłopaków naraz. Ale mężczyźni w garniturach po prostu dobrze wyglądają!

Ja zgodnie z planem od rana finiszowałam w kuchni i gdy w końcu zaczęłam się zbierać odkryłam, że NIE wiem gdzie mam jakieś normalne buty, więc poszłam w adidasach. Trudno. Za to potem obiad udał nam się dobrze i w sumie to trzeba by wymyślić jakąś inną okazję do spotkań, żeby nie czekać teraz do… wesel!

się wieczorem nie mogłam napatrzeć jak pięknie 🙂
kiszonki… są w kuchni tureckiej i bardzo mnie korciło (od dawna już), żeby je zamówić. Zamówiłam RÓŻNE i weszło to w segment przystawek!
tu widać kawałek lili,które przywiozła Lutka
panny na kanapie
tort zgodnie z planem był księgą!
ekipa

Także tak… Biały Tydzień mamy w takiej formule, że TYLKO jeden dzień nas dotyczy i będzie to poniedziałek. Butów młodemu NIE wymieniłam i dał radę. Kuchnia turecka spisała się na medal i pewne elementy wchodzą do naszego menu na stałe. Na tej fotce wyżej zlewam resztki wina, gości już HET, a ja SPRZĄTAM… Pokrowce na krzesła robią dużą robotę (jak będziecie coś takiego robić, to też koniecznie sobie wypożyczcie). Muszę je co prawda odesłać kurierem w pierwszy dzień roboczy (też poniedziałek, który będzie NAPIĘTY), ale przynajmniej ZNIKNIE mi to z domu. W czwartek odwiozę do GOK-u pożyczone krzesła i dom wróci do stanu wyjściowego. Niżej macie bardzo prawdziwą rzecz: ta LILA to dla Mieszka ktoś wyjątkowy! Zawsze jak na to patrzę przypomina mi się, jak strasznie GO nie znosiła! Ach, no i w kwestii focha na Lilianę można 100%-owo liczyć. Obraziła się na Łucję, że to przez JEJ gorset porwały się jej rajstopy, więc poszła płakać na strych, a gdy goście już wyszli zeszła na dół, żeby mi powiedzieć, że jest GŁODNA. :))

Biały obrus z kotem

Dom gotowy! Przyjechały dziadki i pomogły wszystko porozstawiać, więc poszło szybko. Nie wiem czy też tak macie, ale własna matka to zawsze strasznie strofujący egzemplarz i po prostu w którymś momencie zdecydowałam, że DALEJ już dam sobie radę!!! JA już jestem duża i jeżeli coś będę miała NIE idealne, to przecież JA będę oceniona, a nie oni. Tak? No właśnie. Ale nie narzekam, samej było by trudniej! Mamy więc porozsuwane meble, ustawione stoły, założone pokrowce i rozstawione talerze. Większość potraw w częściach półgotowych lub marynatach już w lodówce. Rano, pobudka o szóstej i finiszowanie. Diabli ma przywieźć tort, który będzie do odbioru o ósmej i wino specjalnie z zagranicy. Nie potrafiłam powiedzieć jakie ma być, bo na ciąg pytań (półwytrawne, wytrawne, półsłodkie, do aperitifów, czy do deserów?), odpowiedziałam: COŚ w stylu dżino rossi. Ma wszystkim pasować! Ach i miałam nerwa, gdy odsunęłyśmy z Lutką kanapę, a tam BYŁ plastikowy kubek ze starbucksa… Się zdenerwowałam, że musi tam leżeć ze trzy tygodnie, albo i więcej, to bo kiedy to było, kiedy ja na mieście kawę piłam, ale później Łucja mi się przyznała, że DZIŚ, gdy ja byłam w szkole, ona pojechała do MIASTA. Po KAWĘ właśnie…

Zimno ma być, więc Mieszko pod komżę i pod koszulę zakłada koszulkę z długim rękawem. Ach i wyobraźcie sobie, że będzie transmisja live jego komunii gdzieś tam w necie, gdyby ktoś NIE mógł przyjść. Niezłe!! Młody miał dziś spowiedź i zapytałam się go jakie miał grzechy? No więc, używał brzydkich słów, nie odrabiał lekcji i kłócił się z siostrami. Zapytałam JAKIEŻ to brzydkie słowa używał i przyznał się, że pupa, ale z D, oraz inaczej na kupę. W sensie na g… Strasznie mnie to ubawiło! 😀

Złe rzeczy spotykają tylko złych ludzi.

-Prawda, jakie niesprawiedliwe zdanie? To z książki, którą słucham w aucie i to zarzut wobec dziewczynki, którą posądza się o czary i o to, że jest zła. Bo przecież gdyby była dobra, to tyle by ją nie spotykało.

Dziś miałam laryngologa z Lilką. Dawno temu, na samym początku 2013, Lilka miała poważną operacje na uszy (nie słyszała) i mieliśmy ten jej słuch jej później cyklicznie badać… I w którymś momencie przestałam. TERAZ postanowiłam go na nowo sprawdzić! Przyszło mi do głowy, że ten spadek ocen w szkole może być jakoś związany ze słuchem. Bo może fonia bez wizji, czyni materiał dla niej nieprzyswajalnym? SAMO uruchomienie takiej ścieżki daje mi podstawy do walki o jej promocję do kolejnej klasy, nawet jeżeli ma zaległości. A JEŻELI w przyszłym roku znowu by były zdalne, będę mogła się ubiegać o indywidualne nauczanie dla niej, tak żeby NIE powtórzyła się sytuacja z TEGO roku. Lekarz do którego trafiłyśmy jest cudowny, bardzo się nią przejął, mamy skierowania na szereg badań diagnostycznych i chociaż pewnie nie wyrobimy się do końca roku, to na wrzesień powinnyśmy mieć już komplet papierów.

Dwa, zrobiłam zakupy spożywcze i UWIELBIAM robić zakupy hurtowe. Trzy litry jogurtu greckiego, siata bakłażanów i papryk, wielkie butle z wodą mineralną i kopiasty wózek sklepowy to FAJNA sprawa 🙂 Nastawiłyśmy z dziewczynami natychmiast serek z jogurtu – kulki z sera chce kleić Lilka (bo JEJ będą ładniejsze), fasola się moczy, a papryka na pastę JUŻ upieczona!

To my w przychodni, chwilę przed wejściem – z FILTRAMI 😀

Ach i jeszcze młody miał dziś TRZECIOTEŚCIK, czyli egzamin trzecioklasisty. Miał już wczoraj i dziś drugą część. Ale o tym akurat zapomniałam, na szczęście ON pamiętał. Jak mu poszło – NIE WIEM, ale twierdzi, że raczej dobrze. I o więcej NIE pytam!

W tle STAN roboczy. Stół wysunięty i rozłożony, na dole karton z pokrowcami na krzesła i ogólnie CHWILĘ przed szykowaniem domu!

Majowe króliki!

Na okrągło śnią mi się obce kraje… Dziś w nocy były Indie. Może dlatego, że przerażona patrzyłam kilka dni temu, co tam się, w pandemii, dzieje? Rok temu sąsiadka z branży farmaceutycznej twierdziła, że wirus był puszczony celowo i po ofiarach będziemy mogli ustalić w KOGO mierzono. No bo w pierwszej chwili wszyscy się zastanawiali, CO to będzie, gdy dojdzie do Afryki i Azji, a potem od razu prostowano, że NIC, bo atakuje tylko starszych ludzi. I ona uważała, że celem była Ameryka. Ale oto minął rok, wirus zmutował i kosi żniwo tam gdzie CHYBA miał nie uderzać?

No więc dziś w nocy mieszkałam w komunałce w Indiach. Czyli w takich mieszkaniach, gdzie żyje na kupie dużo ludzi i wszyscy mają jedną wspólną łazienkę na korytarzu. I był to taki dziwny budynek o załamanej fasadzie, gdzie idąc po gzymsach wychodzi się na dach. I dziwne to życie było tam, ale chociaż wiedziałam, że jestem tam na chwile, czułam się dobrze. Pamiętam małego rudego kota i jakąś małą dziką dziewczynkę z długimi ciemnymi włosami…

<><>

A rano pojechałam do szkoły, a panny tymczasem odebrały od kuriera przesyłkę z pokrowcami! Wróciłam, zagadałam do sąsiada, że w sobotę będziemy mieć sporo aut przed domem i będzie to TYLKO na chwilę. A później, zgodnie z planem, odpuściłam próbę komunijną Mieszka… W piątek mamy spowiedź dla rodziców, na którą pójdę, żeby ktokolwiek z rodziny poszedł i przynajmniej mam już jakieś przewinienie!

Ach, i wczoraj byłyśmy z pannami w galerii handlowej po rajstopy! Ależ ludzi było! Wszyscy maja jakieś braki… Łucja zażyczyła sobie TEŻ spodnie dresowe („JUŻ” do sanatorium), Lilka nie chciała nic, bo miała doła, po zawaleniu poprawki z matematyki (katastrofa-cdn), ja odebrałam bezpłatną kawę w naszej ulubionej kawiarni i kupiłam nam DWA Wielkanocne króliki! Bo w tych sklepach, które były zamknięte, wyprzedają nie tylko zimowe kolekcje, ale i gadżety Wielkanocne! A marzyły mi się nowe porcelanowe króliki, takie które będę mogła wystawić przed dom i nawet w necie szukałam. Nie zdecydowałam się na zakupy online, bo bałam się, że się potłuką, a tu okazuje się, że w sklepach ich jeszcze pełno!

  • Jak Wam się podobają NASZE króliki, dziewczyny?
  • Czy one były nam potrzebne? Tak naprawdę?
  • Lila, wiem, że masz doła, więc Twoje zdanie się nie liczy. Łucja?
  • Za parę lat, jak już będziesz taką starszą panią…
  • Tak! WTEDY będę wtedy miała TEŻ krasnale. I będą do mnie przyjeżdżać instagramerzy z całej Polski.
  • O to mi chodziło.
  • I „fajnie”, że powiedziałaś, że za PARĘ lat, gdy będę STARSZĄ panią.

Za paredziesiąt chyba! 😀

Wtorek

  • A dlaczego te pokrzywione ogórki tańsze?
  • Bo nie spełniają norm unijnych.
  • A mi akurat się bardziej podobają! Poproszę siateczkę, to sobie wybiorę… Nie wie Pan, gdzie jest ktoś z miodem?
  • Może być pan Bogumił?
  • Może być.
  • To za tym szarym dostawczym w prawo.

Pana Bogumiła nie znałam, ale go znalazłam! Miód rzeczywiście miał i życzył mi SŁODKIEGO DNIA! I rzeczywiście dzień ruszył z impetem: zakupy na rynku zrobione, krzesła z GOK-u SĄ (musiałam kilka kursów zrobić, ale MAM), a trawa skoszona! Worek z zielonymi już koło śmietnika, a babcia zamówiła dziś kwiaty i nawet się wcisnęła do fryzjera. Liliana dziś ma zaliczenie ratujące ją z matematyki, a Łucja kolejny próbny egzamin z angielskiego, który jest dobrowolny, ale na który chciała pójść. Tymczasem przyszły komunista i sprawca całego zamieszania, ma mananę (wywiane na wszystko) i ogląda aktualnie pokemony…

po lewej ogarnięty ogródek, po prawej zwalona już w domu GÓRA pożyczonych plastikowych krzeseł! Tło to WARZYWA, chociaż NIE te, co to je dziś kupiłam!

Pamiętam, kiedyś jak się chodziło na pochody majowe, to też początek maja był CZASEM zimny

-jeden gość, którego dziś spotkałam na spacerze z psami 🙂

Majówka, majówka i po majówce. Zrobiłam sporo, ale ze standardową wizją MAJÓWKI niewiele to miało wspólnego… Dziś Łucja mi tłumaczyła czym jest w nowomowie „manifestowanie”, bo oczywiście niewiele ma to wspólnego ze znaczeniami, które znamy. Nowy kontekst jest związany z witchcraftem i oznacza zaklinanie. Marzenie i życzenie sobie w kółko tego samego, aż się spełni. Łucja miała jakieś tam swoje, nie do końca ładne życzenie, które się spełniło, no a rzeczywiście myślałam sobie wczoraj o sobie, że i u mnie tak jest. Dokładnie o tym samym ktoś tam już wielki, kiedyś pisał, że zawsze dostajemy to o czym marzyliśmy, choć bywa w tak przerysowanej formie, że nie dostrzegamy, że to TO, co miało być.

I chociaż ten ostatni okres mam taki zawalony na maxa i już zapowiedziałam pannom, że śluby mają sobie organizować same, to marzyłam o takim życiu, jakie właśnie mam. Przyszło mi TO do głowy wczoraj, kiedy zaczęłam się zastanawiać czy TO kiedyś trochę spowolni??? Jakby nie było, ubawiła mnie wczoraj Lutka dzwoniąc na domowy telefon o 20-stej i rozpoczynając rozmowę od: Myślałam, że Cię przyłapię, że KORZYSTASZ z wolności. No więc a) wolność to możliwość drzemki w środku dnia b)nie jest mi źle w tej gonitwie, tyle że większość ludzi próbująca mi się do mojego kociołka wkręcić, albo coś dorzucić jest z niego wyrzucana. Tu już na nic miejsca NIE ma. Mamy komplet: ludzi, zadań i planów. Nie ratujemy innych i nie wciągamy nikogo do naszego wiru, by nam pomagał.

Wieczór. Wyszłam z wanny ostrząc się na noc w świeżej pościeli. W nogach już spał pies, a na poduszce kot. I spałam przez dziewięć godzin!

Dziś zrobię coś szalonego… Posprzątam!

-odpowiedziałam znajomej na spacerze na pytanie: Jakie mam plany? Chyba mnie chciała wyciągnąć na dalsze deszczowe snucie się z psami gdzieś nad rzekę, ale jak widać byłam już zajęta 😀

Wczoraj wieczorem położyłam sobie na włosy hennę (taką do włosów blond) i noc przespałam w czepeczku. Nie jest to jakiś mega mocny barwnik, ale mam wrażenie, że włosy to lubią, ona dobrze się wypłukuje i jeżeli będę za miesiąc, dwa, chciał zwyczajnie je pofarbować – to włosy będą w dobrym stanie. Kosić nie koszę, bo dalej pada, za to ułożyłam grafik co mam zrobić do komunii i w jaki dzień!

  • Poniedziałek: gdy wrócą dzieci muszę podłożyć spodnie Mieszka. Buty zostają takie jakie są. Sądziłam, że może podskoczymy do sklepu wymienić, ale realnie NIE ma kiedy.
  • Wtorek: koszenie (bo ma nie padać), odbiór krzeseł z GOK-u i zakupy na rynku
  • Środa: tu jest problem bo Mieszko ma próbę komunijną, na którą nijak nie zdążę. Jeżeli NIE będzie padać, pojedzie do kościoła sam na rowerze. Jeżeli będzie padać, to nie pojedzie – nie ma żadnej ważnej roli, więc da sobie radę BEZ próby. Gdy wrócę ze szkoły muszę natomiast jechać z Łucją na rehabilitację.
  • Czwartek: zakupy spożywcze (listę zrobię zaraz) i rozsunięcie stołu. O 15-stej mam laryngologa z Lilką (gdy się umawiałam te dwa miesiące temu, to data wydawała mi się doskonała). Namaczam fasolę, bo jest potrzebna do niektórych dań.
  • Piątek: gotowanie, obrusy, ustawianie wszystkiego.

W sobotę rano Diabli ma odebrać tort, Lutka dowieźć zupy, a uroczystość zaczyna się o 10-tej. Czyli pobudka koło siódmej. Czego nie zdążę zrobić i odpuszczam? NIE myję auta – może nikt NIE zajrzy do środka. Nie poprawiam TEŻ okien, tam gdzie się pobrudziły. Dziś odkurzam i JUŻ nie będę sprzątać. Może przejadę odkurzaczem w piątek, ale to tylko na dole. Nogi depiluję dziś ja, jutro panny. Mamy jakiś eksluziv samoopalacz, wszystkie zastosujemy go na nogi (od jutra). Pościel wymieniona, a prezenty dla gości zapakowane! Będzie podobnie jak u dziewczyn: czekoladki ze zdjęciem (All) i szklane zwierzątka zapakowane w pudełeczka prezentowe z Alika (te same co u dziewczyn). Szklane zwierzątka robi gość mieszkający przy granicy z Czechami. Łucja miała gołąbki, Lilka owieczki, a Mieszko z całej oferty wybrał żyrafki. Namawiałam go na białe słoniki, albo białe koziołki, ale spodobały mu się żyrafki. Linkuję Wam tego gościa, bo jest to rękodzieło i to bardzo pozytywni twórcy. Niektóre żyrafki są większe, inne mniejsze a jedna była strasznie gruba 🙂 Prezenty będą stały na talerzach gości.

wielki początek: karton z czekoladkami, karton z przesyłką z żyrafkami i karton, gdzie są kartoniki do pudełek i inne gadżety komunijne.
kartoniki trzeba zagiąć i złożyć – czekoladki są w dwóch różnych rozmiarach
w kartoniku ląduje zawsze ten sam zestaw: żyrafka, dwie czekoladki i białe piórko!
długo-szyjne zwierzaki
gadżetów mamy więcej -> zawsze unikałam tej komunijnej symboliki, ale tym razem BĘDZIE tego dużo. W drogerii R jest cała ściana, więc było w czym wybierać…