
Też Was tak irytują wszechobecne remonty dróg? Gdzie bym nie jechała, to co chwilę, KTOŚ z lizakiem, kieruje wahadłowo ruchem… I stoisz, i czekasz, a czas leci… A potem jedziesz przez kilometr po zerwanym asfalcie… Tydzień szykuje nam się ekstremalny. Jutro, pojutrze i popojutrze Łucja ma egzaminy (plotka głosi, że na polskim będą „Kamienie na Szaniec” i wątek patriotyczny), we wtorek i w czwartek Lilka ma laryngologa (badanie i wizyta u lekarza), w czwartek wieczorem Mieszko ma fryzjera, a w środę Łucja rehabilitację. W piątek rano panna najstarsza ma test covidowy przed przyjęciem do sanatorium, a w czwartek chcemy razem podskoczyć do sklepu po nową piżamę dla niej. Gdzieś po drodze muszę ją zaprowiantować na miesięczny turnus… I dziś zadzwonili z GOK-u, czy Mieszko da radę chodzić w czwartkowe poranki na pianino, bo wznawiają zajęcia (da radę, mieliśmy zapłacone za październik, kiedy to zajęcia odbyły się RAZ). Ale wszystko mam rozpisane w telefonicznym plenerze i damy radę! Za nami już poniedziałek, czyli dzień kiedy wracam najpóźniej, po drodze ze szkoły podrzuciłam dziadkom do garażu zimówki, wybrałyśmy JUŻ z Łucją strój na JUTRO i właśnie jesteśmy po dłuuuugim spacerze. Panna przed polskim jest zrelaksowana i emocje ma skierowane w zupełnie innym kierunku. Dym jest w szkole, bo dzieci przestały się przejmować egzaminami i w kółko o tym balu… Ale tak naprawdę to bardzo wyraźny sygnał, że nastoletnie życie toczy się przede wszystkim w strefie towarzyskiej!

Ach i ten. W środę mamy Dzień Matki! 🙂 Pamiętajcie zrobić sobie jakiś prezent! 😀
