Marzec:
- Mieszko, jak myślisz? Trzy warianty: możemy oddać do tapicera naszą kanapę, kupić trzyosobową kanapę i fotel albo kupić dwie dwuosobowe? Możemy oczywiście też NIC nie zrobić.
- Dwie dwuosobowe.
- Tak samo powiedziały Twoje siostry! To nawet będzie tańsze niż jedna długa i fotel…
Dzień po komunii:
- Lila, mam taki dylemat… Skoro przetrwaliśmy komunię to może nie ma sensu wymieniać kanapy? W sumie to jak ją się przykryje, to może być?
- Ma sens. Jest obrzydliwa.
Dzień dostawy:
- Łucja, ja będę w szkole, gdy przyjadą z kanapami. Mamy opłaconą tylko dostawę pod dom. Bez wniesienia. Postaraj się ich namówić, żeby wnieśli do domu.
- Jak?
- Nie wiem. Udawaj bezradną. Gdyby zupełnie nie chcieli, powiedz, że mama zostawiła 30 zeta. Jak będą honorowi, to nie wezmą [wzięli]. A jak wezmą to i tak niż gdybym zapłaciła za wniesienie przy zamawianiu.
Kanapa to był projekt wałkowany od kilku lat. Zaczynając ten rok wiedziałam, że TO musi się w końcu wydarzyć, tym bardziej, że wybrane było od dawna. No, ale szukając oszczędności przekopałam historię wydarzeń na stronie sklepu i odkryłam, że co roku, na przełomie kwietnia i maja jest 10% promocja na kanapy i fotele. I w tym roku ona też BYŁA! Co prawda w formie vouchera na karcie klienta, ale dobre i to. Pozostawało tylko pytanie: CO zrobić ze starą, bo chciałam, żeby ona wpierw wyjechała i dopiero wtedy wstawiać nową… I tu uratował nas odbiór gabarytów!
Kanapy są WZORZYSTE, bo u nas łatwo może się wszystko zabrudzić i praktycznie NA STAŁE będą na nich leżeć koce (bo PIES). Są nierozkładane i obicia łatwo ściągnąć, żeby je np. wyprać!






I tryb codzienny. Łucja ma zdalne na KANAPIE, więc obok niej leżakuje laptop, Mieszko wrócił ze szkoły i odpręża się przy telefonie, a Bibi zmierza gdzieś nie wiadomo gdzie 🙂

