prawo fali

Przez większą część mojego tygodnia czuję się doskonale. Królowa Życia, wszystko mi wychodzi, jestem extra upojona własną fajnością, mam przyjemną pracę, cudowne dzieci i świat stoi przed mną otworem. Czasem ktoś mnie zirytuje i potem przez dłuższą chwilę siłuję z myślami, czemu niektórzy są takimi głąbami? Ale czasem dopada mnie też dół… Np. wczoraj wieczorem, kiedy przyszło mi do głowy, że czuję się jakbym mieszkała w Afryce. Człowiek kręci jak chomik, próbuje wszystko spiąć, a tu nie dość, że nie masz na nic czasu, to tak naprawdę na nic Cię nie stać. Buduję te pomosty, prowizorki i atrapy, ale to za mało. Znajoma mama wysłała mi wczoraj wiadomość z linkiem do kolonii. I czy chłopcy (jej syn i Mieszko) by nie pojechali? No i nie, bo i tak wszystko jest wyliczone poza zasięgi. Potem zeszłam do kuchni, wrąbałam puszkę zielonych oliwek i pojawiła się Liliana. Środek nocy, a ta się snuje… Lecz tym razem mnie tym ubawiła i naprawdę poprawiła humor. Naprawdę nie powinnam na NIC narzekać!

Za to dziś od rana wszystko idzie dobrze! Fryzjer załatwiony (fotka jutro), odwiozłam pranie do pralni, byłam na rynku, umówiłam to specjalistyczne badanie laryngologiczne Liliany, a nawet pojechałyśmy z Łucją do serwisu rowerowego wyregulować hamulce! Nie było to zrobione NIGDY i od dwóch lat dziecko miało rower bez hamulców (więc nie chciała jeździć). Przy okazji okazało się, że koła i koszyk były źle dokręcone, więc to że tam dotarłyśmy, było BARDZO dobrym pomysłem! Ciepło, a nawet gorąco, wszyscy tacy jacyś zamroczeni, ale to chyba przesilenie wiosenne w przyspieszeniu?

Kwiaty komunijne wyglądają TERAZ tak: