- Lila, a w Twoim świecie jest słowo KCEM?
- Kcem?
- Tak. Bo Łucja GO nie znała, a bumerzy tacy jak ja, znają KCEM doskonale…
- Nie znam. KCEM?
- Tak. Kiedy widzisz coś co jest urocze, ale nie końca potrzebne. Koszyk z kociakami, baby koala… Bo oglądasz szczeniaczki w necie? Od tego on jest.
- Nie oglądam.
JAK TO??? Ale to i tak MIŁE, że nareszcie jest jakieś słowo, którego NIE znają 🙂 P-jak poniedziałek, P- jak porządki., P-jak planowanie tygodnia. P-jak pustki w lodówce (a ponieważ wracałam dziś ze szkoły późno, Dzień Pizzy – też P, był DZIŚ!). Pokrowce zdjęte z krzeseł, zapakowane do pudła, w którym przyjechały, władowane do auta i… wyślę JUTRO. Krzesła już porozsuwane, pranie zrobione, a stół dostawka wywalony na taras (będzie jeszcze impreza TEJ wiosny, potem odkręcę nogi i blat zostanie schowany. Odczulanie rano odbębnione (w okresie pylenia dostaję mniejszą dawkę alergenu, ale i tak KCE mi się spać 😉 Koszula i komża Mieszka są czyste (lekko je tylko przeprasowałam w sobotę, natomiast spodnie pobrudził i musiałam je wyprać (przed 19-stą muszę je szybko wyprasować). Jutro mam fryzjera (uff), w piątek przyjeżdża COŚ do domu, a weekend w KOŃCU ma być ciepły???

I poranna Bibs z latającymi uszami!

