Po ramkach na profilowych przypomniało mi się, że dziś Dzień Zwycięstwa! Miałam w głowie jakiś sucharek na ten temat, ale dziś prasuję górę ubrań z całego tygodnia uruchamiając raz po raz to kolejny serial (NIC mnie NIE porywa) i mam w głowie PUSTKĘ… Chyba miało to być coś o tym, że zawsze zachłystywałam się myślą, że każde pokolenie pamięta wojnę, a od dawna jest pokój co oznacza, że lada moment coś gruchnie… No i boom! -> BO mamy sytuację która nie śniła się nikomu i CHYBA można to podciągnąć pod wojnę? Nic nie działa jak działało, ludzie nie mogą się przemieszczać, człowiek boi się człowieka, a nadzieja zamieniała się w świadomość, że będzie INACZEJ.
Stałam dziś przed domem, bo upychałam kartony do niebieskich worków i podeszła starsza pani. Ale taka naprawdę STARSZA, która sądzę, że wiele dziejowo już widziała… Malutka, pomarszczona i uśmiechnięta. I widzę, że patrzy na moją czereśnię, więc mówię:
- To czereśnia.
- Piękna.
- Miała być wiśnia japońska, ale była szczepiona na czeremsze i się nie utrzymała. To odnóże, które miało wyrosnąć na drzewo było bardzo ładne i kwitło na różowe, ale było słabe. Mocno rosło to pospolite… I to szlachetne obcięłam.
- Ale ma owoce?
- Tak. Takie małe, z wielką pestką i po tygodniu w owocach już są robaki, bo przecież tego nie pryskam.
- Ale można sobie zerwać?
- Tak oczywiście.
- Ja przyjechałam do syna. Wszystko takie tu piękne. I kocham wiosnę. To tak jak u ludzi najpiękniejsza pora!
- Chyba rzeczywiście ładniejsza niż lato… Za to jesień też jest wspaniała!
<><>
Mam dla Was fotkę ZAPRACOWANEGO psa, który MUSI pilnować swoje dzieci 😀 Czasem wstaje, idzie zaszczekać, ale potem wraca i ZNOWU się koło nich kladzie, chociaż one zagapione w gry NIEspecjalnie to rejestrują…


