5 out of 5 stars

W jakim zawodzie tak macie, że chodzicie do kina i jeszcze Wam za to płacą? 🙂 Albo, że idąc do kina zbieracie po drodze kasztany?? Tego drugiego nie planowałam, ale zleciał mi TUŻ przed nosem, więc zarządziłam zbieranie!

A do kina poszliśmy na Mulan. Kino mamy tuż obok szkoły, seans był tylko dla nas i wybrałam Mulan. Miała być wersja z napisami, więc poszły tylko starsze klasy. Zobowiązałam się, że zrobię im do tego lekcje i jeśli wrzucicie do gugla Mulan Worksheet to wysypuje tego sporo. Co prawda dotyczy to animowanej wersji, ale da radę zastosować! Film mi się podobał i tak naprawdę to był film, który bardzo chciałam obejrzeć. I była to moja PIERWSZA wyprawa do kina w TYM roku! Bardzo ładne i kolorowe widowisko. Jedno z tych, które należy obejrzeć na DUŻYM ekranie!

Filmowo Wam jeszcze podrzucę, że hołubiona przeze mnie Ninateka, od jutra wrzuca kolejne doskonałe filmy z Festiwalu Przemiany. Filmy jak to u nich będą NA krótko, bo TYLKO do 10 października i na bieżąco będę je Wam recenzować. Antropocen jest obiecujący. Robolove też. The Wolfpack myślę, że będzie oszałamiający… I ten o sekretarzu generalnym też. No a Siódmy kontynent to rzecz kultowa… Macie trailera do Wolfpacka:

Prawie zleciał wrzesień!

Jechałam wczoraj rano i w jednej z mijanych stajni koń się przewrócił i zaczął się tarzać. Nie wiem co to oznacza, ale było tak radosne i ekspresyjne, że nie można było od niego oderwać oczu! Kierowcy zwalniają przy tirówkach, ale przy tym koniu to wszyscy się niemalże zatrzymywali!

Nowy tydzień! W planach trochę spokojniejszy i nawet odpuściłam jedno wydarzenie, które będzie w środę, a o którym mi zaświtało, że A MOŻE BY TAK??? Wczoraj był Dzień Jabłka i chociaż nie planowałam dziś jechać na rynek, to tak się rozpędziliśmy z pieczeniem, że zostało nam sześć, więc chyba… pojadę… Chcę również zaszpachlować dziury w ścianie po przewieszeniu grzejnika i myślę, że to dobry plan na dziś!

Książkownia -> Musiałam zamówić lekturę dla Łucji… Dla Mieszka NIE kupuję, on pożycza z biblioteki, ale w przypadku Łucji, gdzie w perspektywie są aż TRZY osoby, które to przeczytają, zanim przekażę komuś innemu, zamawiam. Po prostu biblioteki mają limit czasowy w przypadku lektur, a podczas omawiania książkę trzeba mieć przy sobie. I nigdy omawianie nie zaczyna się w terminie, bo przesuwa się to, by CAŁA klasa przeczytała. No i ten miesiąc to zawsze za krótko. CZYLI zamawiałam lekturę dla Łucji, wzięłam też jej książkę, która nie wiem czy jej się spodoba, ale bardzo MI się od dawna podobała. Może spodoba się kiedyś Mieszkowi, bo bohaterem w końcu jest chłopiec? Chciałabym też wrzucić dzieciom do kanonu domowych czytadeł książki o niewolnictwie i Washington Black dobry wstęp do tematu. Anioł Życia to historia o położnej – oczywiście dla mnie (chcę ten temat chwilę w głowie poprzerabiać), a dwie pozostałe to thrillery, które jakoś jesienią mi dobrze schodzą (Pod kluczem i Dziennik z Bunkra).

Wiecie, gdzie jest jedyna pustynia w Europie?

Kwestia z tą Pustynią Błędowską jest skomplikowana… Bo rzeczywiście epoki lat temu BYŁA pustynia, która powoli zaczęła sobie zarastać. I pewnie by zarosła gdyby nie to, że w XII wieku zaczęto tu wydobywać ołów i srebro i doprowadzono krajobraz z powrotem do punktu wyjścia. I na tym obszarze (sięgającym kiedyś 150 km) ponownie rozkwitła pustynia wraz z jej endemicznymi gatunkami!

<>

Niemniej jednak celem głównym wyprawy był Oświęcim. BO??? BO cała trójka jako lekturę otwierającą rok szkolny ma książkę z II wojną światową, BO nigdy tam nie byliśmy, BO od przyszłego roku egzaminy ośmioklasisty będą obowiązkowe również z historii i BO nigdy nie było nam po drodze. Założyłam (słusznie jak się okazało), że jest to TAKIE muzeum, które jest rozległe czasowo i jeszcze rozleglejsze emocjonalnie. I że nie da się tego zrobić będąc na weekend w Krakowie, czy co gorsza: Po drodze, jadąc np. do Energylandii. Nigdy tam nie byłam i KAŻDY z kim rozmawiałam przed wyjazdem TEŻ tam nie był. Pytano mnie więc czy nie boję się, że na którejś ścianie są kawałki skóry ludzkiej z tatuażami, albo, że Mieszko nie powinien wchodzić do sali, gdzie jest miś porzucony przez dziecko, które TAM zginęło, ale NIC takiego tam nie było. Były za to rzeczy MOCNIEJSZE i nie nastawione na ckliwe chwyty. Były fakty i było to naprawdę niewiarygodnie wciągające. I JESZCZE: jest tam tłum ludzi (i tak mało, bo zapytałam o to przewodniczkę, czy zawsze jest taki ruch i ona mi powiedziała, że jest bardzo mało, bo normalnie mają 9 tysięcy/dziennie, a teraz przez covid, tylko 2 tysiące/odwiedzających dziennie!). I teraz UWAGA: 70% to byli ludzie ZZA granicy. Z tego ponad połowa to młodzież i ludzie DO 25 roku życia. W grupach z Polski, jedyne nastolatki, to TE, których przyciągnęli rodzice. Hm… Jakoś chyba tak narodowo mamy, że jak zwiedzać to ma być miło? Zresztą nie krytykuję bo sama tak mam i ostatnio przyszło mi do głowy, że fajnie by było wyskoczyć do Aten we wrześniu na figi… A IM się chciało poświęcić weekend, żeby przyjechać i to zobaczyć coś tak odległego od sielskiej i wygodnej turystyki!

Przewodnicy są absolutnie fantastyczni. Nasza babka była wyjątkowa, ale mijała nas przewodniczka z grupą anglojęzyczną i TAMTA miała pod pachą zalaminowane zdjęcia pin-upowych dziewczyn. Bo były takie, który miały pochodzenie żydowskie i też wylądowały w obozie. Osobne są pawilony dla grup np. węgierskich (podejrzewam, że z ciekawiącymi ich faktami). Najbardziej szokująca? Sala z ludzkimi włosami, z ostatniej niewywiezionej partii. 7,5 tony, którą sprzedawano na liny okrętowe. Siwe, jasne, ciemne, warkoczyki i warkocze. I jeśli nie byliście, to powinniście TAM pojechać. TERAZ. Jesienią. Sporo chodzenia, sądzę, że w lecie, albo w zimie to będzie za trudne.

kontrola przy wejściu jak na lotniskach
każdy miał sprzęt nagłaśniający połączony z naszą przewodniczką. Mogliśmy chodzić, ale wszędzie ją słyszeliśmy
ta naklejka to nasza grupa. 10:40 język polski
  • Mieszko, pamiętasz najnowsze kłamstwo? Ile masz lat?
  • Siedem.
  • Nie. Nie chodzi o check-owanie się w hotelu… Chodzi o wejście do muzeum. Masz 12, Lilka ma 14, a Łucja 15.

Bo oficjalnie wchodzą tam dzieci od 14 roku życia. Na miejscu okazało się, że są też młodsze, więc problemu nie było. Mogę Wam jeszcze polecić nasz hotel, który jest naprzeciwko wejścia do muzeum, można u nich zostawić auto (całe miasto to system parkingowy) i jest jednym z najlepszych hoteli w jakim zdarzyło nam się nocować. Pyszne śniadania, fajne pokoje i czyste łazienki!

<><>

TO wszystko? A co z tą imprezą przez którą NIE można było przełożyć wyjazdu? Rzeczywiście: Oświęcim i dwa obozy to była niedziela, a w sobotę byliśmy na pustyni, ale RÓWNIEŻ na imprezie o nazwie Industriada! Odbywała się ona w kopalni srebra (której TEŻ nie znaliśmy) i wpiszcie sobie to wydarzenie do kalendarza. Pływaliśmy łodziami w kopalni i w różnych salach były dla nas przedstawienia. Koncerty, widowiska taneczne kopalnianych stworów i pokazy teatralne z epoki fin de siecle, do których nas wciągano: Hrabio, czy oni nadzadzą się na górników? Dlaczego dla NAS? Bo nasza grupa liczyła siedem osób. MY (4 osoby) i jeszcze jakaś 3 osobowa rodzina. I za każdym razem SHOW był tylko dla naszej grupki!!! Btw. Złoża srebra doprowadziły do powstania pustyni i tak nam się to spięło TEMATYCZNIE z pustynią!

  • Mamo, ILE zapłaciłaś za ten indywidualny pokaz dla nas??
  • 35 zeta od osoby Lilka…

Miałam aż wyrzuty sumienia, więc kupiliśmy sobie maseczki od babeczek, które je szyją ( i są w kolorach regionu) oraz wisiorek zrobiony ze starych górniczych zegarków (CUDNY!!!)

zjazd pod ziemię – kaski są!
show (koncert)
A to już wsiadamy do łodzi
kartka pochodzi z imprezy literackiej. Tego co stworzyli artyści podczas izolacji

Burze, powodzie, podtopienia

prognozy na najbliższy weekend

Zniechęcające, prawda? Ale wymyśliłam wycieczkę. Lutka namawiała nas, żeby przełożyć na kolejny weekend, ALE w jednym z zaplanowanych miejsc, ma być akurat ciekawa impreza. Zresztą przełożone terminy ZAWSZE pasują jeszcze mniej. Rzeczywiście zawalony był ten tydzień. Ja właśnie weszłam do domu po zebraniu w szkole, dzieci u dziadków, jutro baardzo wcześnie rano ich odbieram i JEDZIEMY zostawiając seniorom Bibi. Jesteśmy z powrotem w niedzielę sądzę, że o godzinie takiej jak teraz (czyli późnej), a w poniedziałek z samego rana mam odczulanie. Prosto ze szpitala jadę do szkoły i relacja, co gdzie i jak (w sensie relacja) DOPIERO w poniedziałek!!!

Wrzucam ostatni mix z kajaków i ruszam z pakowaniem!

<><>

Wczoraj. Godzina 21-sza. Wg nowego grafiku to pora kładzenia się spać. Liliana:

  • Mamo, przypomniało mi się co mam wziąć na chemię.
  • CO?
  • Aktywny węgiel, piasek i tusz.
  • Tusz mamy, piasek z Sahary stoi w łazience, aktywny węgiel musisz od kogoś pożyczyć.
  • Ale Ola też nie ma w domu!
  • Możesz powiedzieć pani, że mamy czopki.
  • Z węgla?
  • Nie, ale pani zrozumie żarcik.

Nie trzeba było tego sprawdzać, bo okazało się, że babcia Oli ma węgiel i koleżanka Lili weźmie od babci. A, w ten sposób, MY przypadkiem weszliśmy w temat domowych sekretów rodziny Oli 🙂

Astronomiczna

Ogarnęłam ogródek z tyłu domu. I to tak naprawdę mistrzowsko! Cięłam i przycinałam z każdej strony, łącznie z krzaczorami po stronie sąsiadów. Z jednej i z drugiej. Bo nie ma ich, więc trzeba to było wykorzystać. Jutro odbierają mi zielone i TYLE worków, ILE zgromadziłam przez ostatnie dwa tygodnie to chyba nie miałam nigdy! Światło mi dociera do domu z zupełnie nieoczekiwanych kierunków, co oznacza, że zabiegi były skuteczne. Sukcesem były też tegoroczne donice z kwiatami w tylnej części. Z przodu żarły wszystko ślimaki, ale z tyłu się udało. W kolejny słoneczny tydzień (może październik?) ogarnę też przód domu!

Zapisałam również Mieszka na pianino. W czwartki chodzi na 13:30 do szkoły i PRZED szkołą, podobnie jak rok temu, będzie miał pianino. Lilce odpuszczam. Siódma klasa to już dużo pracy i nie chcę jej nic dokładać. Karate nie rusza, więc to chyba koniec jego kariery karateki (zakończyliśmy więc na pomarańczowym pasie), ale za to od października angielski chce z nim wznowić Liliana. Pochwalę się też, że Mieszkowi UDAŁO się pożyczyć książkę z biblioteki 😉 Jutro zaczynają przerabianie lektury i miał pożyczyć sobie SAM. Zaangażowane były w to dziewczyny, które mu na przerwach przypominały, a wczoraj nawet Łucja mu napisała długopisem na ręce: POŻYCZYĆ książkę!, lecz on po prostu „nie patrzył tego dnia na rękę”. Za to dziś poszedł do szkoły na 12-stą, miał pożyczyć i pójść do świetlicy, żeby tam przeczytać. I dostałam właśnie od niego esemesa, że książkę MA i idzie czytać! Super!

<><>

Ach, no i zdaje się, że od dziś mamy już oficjalną jesień? U nas na obiad (dla Łucji) truskawki z makaronem! Czy też lubicie te późne owoce? Jesienne maliny są zdecydowanie słodsze niż te z lata! 😀 Z netu:

Trudno pojąć dychotomię pomiędzy jego wyglądem a naturą jego zbrodni

DES – b. dobry serial, ale trzeba ciągiem, bo to taki klimat, który wciąga, ale niechętnie się do niego wraca!

Dziś miałam zebranie w szkole. Wszystko dobrze, ale jestem podwójnie zmachana bo do domu dotarłam po 17…. Nie wiem jak ludzie dają radę dzień w dzień tyle godzin poza domem! Wszystko mam już z grubsza dopracowane. Wiem jak jechać rano, żeby ominąć korki przy szkołach, wiem jak wracać i gdzie parkować. Poranne spacery z Bibs są NA RAZIE przyjemnie pobudzające i nawet to, że muszę wstawać godzinę wcześniej, jak chcę ja solidnie wyspacerować wydaje mi się dobre. Na Islandii spadł pierwszy śnieg, w naszym kalendarzu widnieje natomiast Dzień Spadającego Liścia…

Była dziewczyna Mieszka została dziewczyną jego najlepszego kolegi i teraz wszędzie łażą razem (CAŁĄ TRÓJKĄ). Ala jest przecudowna, chętnie bym ją widziała jako synową i dziś ratowali ptaszka, który wypadł z gniazda. Młody jakby nie było do domu dotarł pięć godzin po zakończeniu lekcji…

Z niedzieli:

<><<>><>

  • Mamo, ruszył w końcu nasz szkolny spotted.
  • Super, Łucja. I o czym tam piszą?
  • Głównie o tym kto jest Heather, a kto Carmen. I nikt nie wymienił mnie!!!
  • A kto to Heather i Carmen?
  • Heather to najładniejsza dziewczyna w szkole, a Carmen to najładniejsza ze smutną przeszłością.
  • Aaaaa… Kto tam się produkuje?
  • Głównie dziewczyny z siódmych klas.
  • No to one się nie znają! 🙂

Naście

  • Mamo, muszę napisać o kimś kto mnie inspiruje.
  • Ok, Łucz. Z jakiego przedmiotu?
  • Z angielskiego. NIE napiszę o Tobie.
  • Trudno. Przeżyję. Może o babci??. Jest mało konkretna, więc możesz nadać jej wszystkie możliwe zasługi i cechy.
  • Jej nawet nie ma w social mediach.
  • Mhm… Jakiś aktor? Ktoś kto żyje? Może weź Gretę? Ona jest uniwersalna.
  • No w sumie tak. Ale muszę wziąć Twój komputer, bo na innych się nic nie da zrobić. A to ma być prezentacja.

I zniknęła. A potem zeszła na dół z fochem, że jak chcę to MOGĘ sprawdzić co napisała:

Dziś Dzień Bez Samochodu i jak ktoś ma sprawę na mieście, to właściwie wszędzie dziś komunikacja jest bezpłatna! Ja tradycyjnie odfajkowałam rynek i na mój niefart, na początek kupiłam świeże orzechy włoskie w łupinkach… Na niewiele mi już wtedy zostało… więc tylko dorzuciłam kilka jabłek, maliny i kawałek dyni. 😀

„Widok kota to zaproszenie do filozofii”

Mariusz Szczygieł ładnie ostatnio pisał, że koty są równowagą do pędu współczesnego świata. Patrząc na ich piękno i harmonię powinniśmy czuć spokój, wyciszenie i zachwyt. To prawda. To ciche mruczenie i naturalna elegancja wywołują w nas podziw. Ale, każdy kociarz wie, że koty to góra lodowa i ten ładny wystający kraniec to tylko fragment CAŁOŚCI…

Łucja mi opowiadała, że obudziła się w nocy i Miaustra siedziała i PATRZYŁA na nią. Gdy zorientowała się, że człowiek nie śpi, pacnęła łapą chorągiewki z imieniem, żeby spadły i zeskoczyła z łóżka. O co chodziło????

<><>

Kolejny tydzień. I znowu załadowany tak, że chyba bardziej się nie da… Mam dwa zebrania w mojej szkole, powinien w końcu dojść czajnik, a odbierając w sklepie koszulkę, którą zamówiła sobie Łucja, chcę też zajrzeć do jednej drogerii, gdzie wygenerował mi się bon ważny do 1 października (wiem, chciwość to straszna sprawa). I cały czas ZA ciepło. Tak sądzę, że gdyby te 8-9 stopni zjechało w dół, było by łatwiej… Ach, no i weekend TEŻ już zaplanowany… Popatrzę więc sobie teraz na kotkę, bo może mnie to tak popołudniowo wyciszy?

Znajoma zajmująca się masażami napisała, że hasło na dzisiejszy poniedziałek powinno brzmieć: Uciesz się tym, co Cię DZIŚ nie boli. No więc mnie DZIŚ bolą plecy, po tym wczorajszym wiosłowaniu, ale umówmy się, że siłownię ruszę już od PAŹDZIERNIKA. Kojący kot, hantle i releks

Tu mamy też niezłą grę słów. Bo bliny, o które prosił kot „Natasza, nie o te bliny prosiłem” to też rodzaj takiego eufemizmu/przekleństwa -coś jak „kurcze”. W kontekście: Kurcze, jakie ciężkie! 😀

Bo liczy się udział?

Dzisiaj miałam ZAWODY kajakowe!!! Wyciągnęli mnie sąsiedzi, bo potrzebowali do drużyny KOBIETĘ. I popłynęłam! Obowiązkowa była sztafeta (stuknięcie wiosłem) i udział w dwóch konkurencjach. Wybrałam żeńską dwójkę oraz pojedynczy żeński. I nasza drużyna zajęła zaszczytne OSTATNIE miejsce :DD Ale obiektywnie muszę przyznać, że byli sami zawodowcy, a tylko my byliśmy amatorami. No i jak płynęłam pojedynczo, to babka na torze obok wpłynęła na mój tor i ja się zatrzymałam, żebyśmy się nie zderzyły… No ale to TEŻ jest JAKIEŚ miejsce, fotki pewnie jeszcze będą, a na razie wrzucam to co jest. Ekipa którą utworzyliśmy była mocno przypadkowa, ale naprawdę fajna. I chyba wyszedł mi jakiś kolejny zestaw, z którym czasem będzie można spędzać czas. Pojawił się np. projekt wspólnej wyprawy na kajaki i w sumie czemu nie? Dzieci mają trochę młodsze, jednemu z tych gości lada moment rodzi się trzecie dziecko (ma już dwuletnie bliźniaki), a drudzy mają dwójkę w wieku Mieszka, ale można się z nimi dogadać. No i naprawdę świetnie spędziłam tę niedzielę! 🙂

Sobota w klimacie całego tygodnia

Jakieś te weekendy MAM ostatnio zapchane… No, ale rano pobiegałam, wpadliśmy na chwilę do dziadków (bo jutro nas u nich NIE będzie), kupiłyśmy na szybkości prezent dla koleżanki Łucji na niezaplanowane urodziny i spotkałam się z gościem od parkrunów, który teraz pracuje z harcerzami. Bo poprosiłam go, żeby wystawił dziewczynom zaświadczenia o odbębnionym wolontariacie! W szkole jest taka akcja, że zbierają i sumują te punkty, które JUŻ dzieciaki zdobyły, żeby WIEDZIEĆ czy trzeba coś zorganizować i w JAKIM wymiarze. Z Lilką problemu nie ma, ona będąc w klasie siódmej ma jeszcze czas, ale ośmioklasiści muszą jakoś pozaliczać TERAZ. No a to problem, bo ze względu na wirusa wszelkie akcje wolontariackie zostały wstrzymane. Btw. obie dziewczyny mają po 25 punktów (z 42) czyli zupełnie nieźle.

A na koniec zadzwoniła do mnie sąsiadka czy jestem… Byłam, wiec ona wpadła z koszem! Za co ten kosz? Ano sprzedawała latem swoje łóżko do masażu i wystawiła je na takiej naszej lokalnej grupie. Napisałam do niej, że ZA niską kwotę chce za to łóżko i że JA znajdę jej kogoś, kto zapłaci więcej. I znalazłam, ale ona już powiedziała, że komuś obiecała. Trudno i pomyślałam, że zawsze pcham się tam gdzie NIE jestem potrzebna. Lecz ta osoba, co miała odebrać napisała jej, że nie bierze i ona zadzwoniła do mnie, czy tamta osoba ode mnie może aktualna? No więc znowu to uruchomiłam i połączyłam te dwie osoby i do sprzedaży doszło. Uff. Dodajmy po cenie pięciokrotnie (!!!) wyższej. I kosz DOSTAŁAM za tę przysługę, o której już zresztą zdążyłam zapomnieć! 😀

W koszu mam różne czekoladki, bombonierki, dwa kremy, a nawet perfumy :0 A w tle przycięte krzaczory. Mój ogródek jest ten jesieni konkretnie karczowany, ale widzę ŚWIATŁO wpadające do niego z każdej strony przez te szczeliny w zieleni!!!