Takich jak ja już nie ma

– Altered Carbon, s01e01

Oglądałam sobie na HBO Beyond. To całkiem przyzwoity serial, chociaż główny bohater jest trochę pszenno-buraczany i zdecydowanie ciekawszym kąskiem jest jego młodszy brat. Ładny uśmiech, śliczne ciałko i może go nawet kojarzycie ze 100. On btw. trochę do Radeczka podobny. No ale doszłam prawie do końca drugiego sezonu, a dwóch ostatnich odcinków jeszcze nie ma :/ Grrrr… do czego ja mam przerabiać tę górę prasowania? Przejrzałam co tam jeszcze jest a tam same seriale o spiskach bankowych, rozgrywkach prawnych i thrillery polityczne. Nuda. Więc znowu wylądowałam na netflixowych serialach. I nie dość, że one od razu dostępne są w opcji całe sezony, to znalazłam takie cacko jak Altered Carbon, którym Netflix się chwalił, że budżet na każdy odcinek to 7 mln $… Zobaczymy co będzie dalej, na razie to taki Blade Runner w odcinkach 🙂

<><>

SOM kartki! Posadziłam wczoraj towarzystwo przed kominkiem, nagrzałam w domu, zniosłam materiały i zrobili. Cały czas jedziemy na jakichś zapasach craftowych z poprzednich lat. Jedyne co w tym roku doszło to styropianowe marchewki i naklejki z króliczkami i na każdej kartce, albo jedno albo drugie jest. Potrzebne były też papiery wizytówkowe, bo nam się pokończyły. Życzenia to będzie tradycyjnie wierszyk. Rok temu był Brzechwa (Wiosenne porządki i Przyjście wiosny), dwa lata temu Konopnicka i Ficowski, a w tym roku jeszcze nie wiem czyj 🙂



Cukierkownia

Tura druga to poczęstowanie cukierkami kolegów i przyjaciół w szkole. I teraz tak… Wszystko zaczęło się od tego zdjęcia niżej. Wow! Proste i efektowne. Na ślub, komunię, albo urodziny! Ten rodzaj szpikulca nazywa się „cenówka” i możecie je kupić na naszym rodzimym All.

My nie mogłyśmy użyć kwadratowej karteczki, bo by się nam nie zmieściły w pudełku. Kolorowe kółka z craft-owego papieru wycięłyśmy obie, Lilka ogarnęła naklejki i późniejsze wbijanie, a ja napis PIÓRKIEM. I jak weszła dziś do szkoły to otoczył ją rój zachwyconych koleżanek. Oto chodziło! 🙂

<><>

Czytam fajny numer Psychologii dla rodziców. To jakieś strasznie stare, ale do takiego dokopałam się wczoraj w pliku zaległych gazet. Zacytuję Wam kilka rzeczy. Po pierwsze i najważniejsze: „tylko 30% rozmów z dzieckiem powinno dotyczyć szkoły”. Oraz z artykułu o dzieciach zdolnych: w ich przypadku zawodzą standardowe metody wychowawcze. Dziecko zdolne bardzo długo pozostaje egoistyczne, ponieważ zwykle jest niedojrzałe emocjonalnie i ma świadomość wysokich zdolności.[…]Lekcje regularnie odrabiają uczniowie poprawni. Oni zawsze mają wypełnioną ćwiczeniówkę i staranne zeszyty. Robią to, żeby pani była zadowolona.. Zdolny uczeń ma to w nosie. Po co robić ćwiczeniówkę, skoro pani jej i tak nie sprawdza? […]Dzieci zdolne lepiej sobie radzą w szkołach masowych. Bo tam jest większy przekrój i różnorodność. […]Najłatwiejsze do wychowywania są dzieci przeciętne.

Itd. więc w ogóle się martwcie jak niestarannie prowadzi zeszyty, albo odrabia lekcje na przerwie 🙂 TO znaczy, że po prostu jest zdolne. Jest bystre i zakłada, że jest to wysiłek wystarczający 🙂

Weszłam na wagę z komórką. I strasznie ciężka ta komórka okazuje się.

– tak było 🙂 Wczoraj weszłam, u dziadków 🙂


Przeleciała kolejna niedziela z zakazem handlu. Niezmiennie uważam, że jest to absurdalne. Jak każdy zresztą zakaz. Ktoś kogoś czytuję słusznie zauważył, że najbardziej mu żal oszołomionych żuli na pustych parkingach przed marketami, gdyż cierpią na chorobę, która nie pozwala robić zapasów. A zanim narodzą się na nowo meliny będą jak takie snujące się ćmy.

Można było np. wlepić dodatkową opłatę od zakupów zrobionych w niedzielę. Coś jak 5% wartości zakupów, z których można by wypłacać premie dla osób dobrowolnie pracujących tego dnia. Pewnie były by sklepy, które zamknęły by się wtedy naturalną koleją rzeczy, ale mogłyby się pojawić osoby, które polubię tę elitarność zakupów, albo pracownicy, którzy pracują tylko w niedzielę. Ja zakupów w weekendy nie robiłam od dawna, bo męczył mnie tłum i degustacje oraz BO cała masa rodziców z klasy Lilki (tak wyszło) pracuje w okolicznych sklepach. I oni są z tej zmiany zadowoleni. Gadałam z jednym tatą i powiedział, że poszli na spacer na taki moto-cross, który cyklicznie nam się w gminie odbywa. I że nie pamięta takiego rodzinnego weekendu… Czyli może jednak dobrze? My też zresztą byliśmy wczoraj rano na śnieżnym spacerze po bazie dla babci.

<>

Mam kalendarz książkowy. Wprowadziłam sobie do niego wszystkie daty i najbardziej zaskakujące są te szkolne. Wolne dni, egzaminy do gimnazjum (wtedy też szkoła pustoszeje), zebrania i obchody. Na TEN tydzień NIC nie mamy 🙂 Dziś Mieszko ma jeden dzień rekolekcji, jutro wszystkie gminne zerówki jadą na egg hunting, a od środy zaczyna się szkolny kiermasz wielkanocny, czyli trzeba będzie wyskoczyć z kilku monet. Ale nic to nie zmienia w ogólnym czasowym grafiku. W sobotę jest tylko turniej karate, ale to już weekend.

<>

  • W piątek wpadłem w taki poślizg, że myślałem, że po mnie. Czy tak strasznie ślisko było?
  • Nie wiem. Wiem, że wiele osób już wymieniło opony na letnie. Jak w piątek jechałam po tort dla Mieszka, to auta na drodze tańczyły…
  • Wracałem z basenu i jechał przed mną 20-stką i chciałem go wyprzedzić. Wdepnąłem i czuję, że jadę prosto w pole. Odbiłem kierownicą szybko w drugą stronę i jechałem bokiem. Wyszedłem z tego, ale gdyby ktoś wyjechał zza zakrętu było by po mnie.
  • No widzisz, a testamentu jeszcze nie zmieniłeś.
  • I nikt o nas nic nie wie. Nie ma żadnych świadków naszego związku.

Tak, nie do końca. Wy wiecie i cały świat wie :)))

Dziesiąte po raz pierwszy!

🙂

No to Lilka! Za kilka dni panna kończy 10 lat, więc zaczynamy świętowanie. Część pierwsza z dziadkami już za nami. Babcia zrobiła obiad, my przywieźliśmy torcik i gromko odśpiewano 100 lat po raz pierwszy. Kiedy urodziła się dziesięć lat temu była za chuda. I tak jest cały czas. Apetyt ma najlepszy z całej trójki, ale nic niej tego nie widać. Jest genialna. Zaskakująca i nieobliczalna. Miłośniczka golfów, sukienek i pomalowanych paznokci u nóg (ona ma ten sam talent co ja, że ciągle któryś kontuzjuje i jej schodzi…) Wtedy w 2008 20 marca to był akurat Wielki Czwartek i zawsze jej mówię, że jest moją pisanką. Moim jajkiem z niespodzianką. Szkołę lubi, ma mnóstwo przyjaciół i mnóstwo zainteresowań. Nowością w jej zachowaniu jest nadopiekuńczość i troska o rodzeństwo. Nie do końca kibicuję tej cesze, bo mam wrażenie, że ją to ogranicza. BO nie chce by ją chwalono, gdyż inni mogą być zazdrośni, bo martwi się, że ktoś się zgubi, albo że będzie mu smutno jak poświęci się JEJ więcej czasu. Lubię ją w wersji samolubnej i nastawionej na siebie. Lubię ją zepsutą i beztroską. Wprowadzona w taki stan jest najbardziej kreatywna i urzekająca. I wtedy jak coś chce to albo to bierze, albo to dostaje. I nie zakłada, że może być inaczej. No cóż, mój plan na kolejny rok z LILKĄ zakłada przywrócenie tego stanu!

Btw. Tym razem okres świętowania chciałabym zmieścić w miesiącu 🙂

Siódme po raz x…

Będę się upierać, że najcenniejszą rzeczą jaka możemy dać dziecku jest CZAS. A tam gdzie tych dzieci jest więcej również wyróżnienie go na tle pozostałych. Dlatego ważne są urodziny, wypady we dwoje (z jednym tylko z rodziców) i rozróżnienie tych cech niepowtarzalnych.

 

Dziś odbyła się KOLEJNA tura urodzinowa Mieszka. Od stycznia wisiało to nad nami, ale nie było kiedy. Najpierw dzieci nie było, bo były na feriach z tatą, potem były ferie szkolne, a potem Łucja była w sanatorium… W planie a)miały być na sankach, z ogniskiem i termosami z gorącą herbatą, ale nie dość, że nie było weekendów, to nie było śnieżnej zimy. Pewnie gdyby wiedziała, że DOKŁADNIE dziś będzie biało, można było by takie zrobić, ale gdybym 2 tygodnie temu rozdawała zaproszenia NA SANKI, wszyscy pukali by się w głowę 🙂

Zrobiliśmy je więc w muzeum! To PIERWSZE urodziny organizowane GDZIEŚ. Czy było łatwiej? I tak, i nie… Też ich uciszałam i ustawiałam, w trakcie imprezy musiałam odebrać pizzę, a wczoraj w tej śnieżycy jechałam po torcik dla niego. I trochę się tym stresowałam… Było kilka wpadek. Przede wszystkim zaginęła nam koszulka w dinozaury, którą kupiliśmy specjalnie na imprezę (szukałam jej wczoraj chyba godzinę i nie wiem GDZIE ją wsadziłam). Koleś od pizzy miał muchę, bo nie mógł nas znaleźć i musiałam go poszukać, a jeden z kolegów Mieszka zbił jakąś cenną skamielinę. Zapytałam się tej babki, czy coś muszę tu uregulować, ale nie musiałam. Strata wliczona w koszty. Nawinął się również policjant, który chciał mi wlepić mandat za parkowanie i to był fuks, bo akurat szukałam tego kolesia z pizzą i mandatu udało się uniknąć. Tyle trudów, a teraz same party:

Było super! Dzieciaki najpierw kolorowały dinozaury, potem miały wykład o skamielinach, potem podzielone na grupy musiały te skamieliny rozpoznać, a potem ruszyły na grę terenową w muzeum. Szukały śladów i odcisków. Podobało im się. Siedmiolatki są już jednak na tyle bystre, że śmiało można je wstawić gdzieś indziej niż do sali zabaw z kulkami. Miałam również całą masę lampionów i gadżetów urodzinowych, ale jak weszłam do sali gdzie miały być te urodziny, to pomyślałam, że jest piękna i nic tam nie należy dodawać. Na ścianach wisiały mapy i szkice, były piękne wielkie okna i dodając tę urodzinową tandetę tylko bym to zepsuła. Do kubełków nasypałam czipsy, a później dzieciaki włożyły tam gliniane figurki pomalowanych dinozaurów. Chłopcom najbardziej podobały się czaszki człowieka i prehistorycznych humanoidów oraz możliwość biegania pomiędzy takimi niezwykłymi eksponatami. Lilka odpowiadała na większość zadanych WSZYSTKIM pytań, typu: czym się różni paleontolog od archeologa i czym jest amonit… Łucja bawiła się również, ale też mi pomagała. Jak toczyłam dyskusję z policjantem ubrałam ją w doniesienie na salę pizzy, usadzenie maluchów i nakarmienie ich. I dała radę 🙂 Goście dostali prezenty od nas, a Mieszko od muzeum (nie wiedziałam o tym, a do zbiorów Mieszkowych kamulców doszedł kamień z odciskiem jakieś prehistorycznego zwierzaka).

Czyli czas na złapanie oddechu? Yyyyyy… Nie do końca. Jutro urodziny Lilki 🙂

„Dziś o 13:30 kurier Sławomir podejmie próbę doręczenia przesyłki”

– piknął esemes o siódmej rano 🙂 I nowy tornister dla Lilki już jest!

 

Miałam dzisiaj w nocy koszmar… Śniło mi się, że obudziłam się o 11:30 i poszłam ze znajomą biegać. No i biegnę i przypomniało mi się, że przecież o 10-tej miałam robić urodziny Mieszka!!! Więc zawróciłam i zaczęłam biec do domu 🙂 I nie macie pojęcia, jak się ucieszyłam, gdy się w końcu obudziłam. Uff, to TYLKO piątek i nie mam żadnych ważnych wydarzeń 🙂 No dobra, musiałam podskoczyć do gminy, a potem wybrałyśmy się z Łucją po miękkie staniki (podobno na w-fie WSZYSTKIE dziewczyny mają takie krótkie koszulki). I właściwie to byłby sukces, bo takie znaleźliśmy, ale sypnęło śniegiem, ulice stanęły i wracałyśmy do domu astronomicznie długo :/

Za to w domu mamy coraz więcej ozdób Wielkanocnych. Byłyśmy wczoraj z Łucją na warsztatach stroików wielkanocnych w GOK-u i mamy DWIE ozdoby z koszyczkami 🙂 Żółty dostała wieczorem Lutka, która przyjechała posiedzieć z wnukami na czas zebrania w szkole, a niebieski, zrobiony przez Łucję, został u nas. Będzie jeszcze ładniejszy jak zakwitnie w nim hiacynt! Panna zrobiła też WIANEK z wierzbowych witek. W jego środku, na wygiętej gałązce jabłonki BUJA się kurczak 🙂

stylistykę kurczaków można zaczynać

W szkole trwają rekolekcje i taką ciekawostką jest to, że ksiądz który je prowadzi (u dziewczyn) był wcześniej na placówce/kontrakcie/misji (nie wiem jak to się nazywa u księży) w Moskwie. Więc co chwila mówi im fragmenty modlitw i części mszy po rosyjsku. Dużo im też opowiada o tym JAK było i myślę, że to bardzo, bardzo fajnie.

Dziś rękodzielniczo 🙂  Primo wianki! Wczoraj w szkole Mieszka były zajęcia dla dzieci z rodzicami i Mieszko zrobił (samodzielnie) dwa wianki. Jeden dostaliśmy do domu (już wisi), drugi będzie na kiermasz, czyli ma go sobie kupić babcia 🙂

I prezenty dla gości Mieszka, bo impreza coraz bliżej. Jak już mówiłam, byliśmy na specjalnych targach i każdy gość dostanie specjalny KAMIEŃ! Kryształ górski i kolorowy kwarc lodowy 🙂 Prezenty pakowała Łucja. Bardzo podoba mi się to kółko w cętki, na które przykleiła ruchome oczy.

Pochwalę się Wam też baziami. Zimno dziś na potęgę, z nieba wali mi jakieś białe COŚ, lecz w poniedziałek byłam już z dziećmi na wiosennym spacerze i szukaliśmy WIOSNY. Bazie już są, a w tę niedzielę idziemy ZNOWU! A jeśli lubicie takie wiosenne elementy to można z sekatorem w pole ruszać 🙂

grawer :)

  • Do której chodzisz klasy?
  • Do czwartej.
  • A jakie masz ulubione przedmioty?
  • Matematykę i religię.
  • Hmmm… Bóg i religia są powiązane. Taka np. cyfra Pi…Chodzisz czasem na basen?
  • Tak.
  • To przez trzy dni nie możesz chodzić. A masz w-f jutro?
  • Nie, teraz mamy rekolekcje.
  • Sport chyba jednak jest trochę ważniejszy…

Nic się tymi dziećmi człowiek pochwalić nie może, bo zawsze coś palną 🙂 Próbowałam naprostować, że ona po prostu lubi pana od religii, ale dorzuciła te rekolekcje i mnie zakopała.

Bo byłam dziś z Lilką u chirurga. Wczoraj byłyśmy u dermatologa (coś tam się zrobiło na nodze), dostałyśmy skierowanie do chirurga i dziś był cd. Dok był takim freakiem… Miał długie włosy, rozpięty fartuch i jak go zobaczyłam, wiedziałam, że Lilka nie tylko złapie z nim wspólny kontakt, ale go całkowicie zauroczy 🙂

I tak też było. Na koniec wizyty gość wziął taki drewniany patyczek i LASEREM wypalił na nim imię Liliany 🙂 I uśmiech. A potem zapytał:

  • Chcesz też kwiatki?
  • Nie. DZIŚ nie 🙂

To tak jakbyście się zastanawiali na co idą pieniądze podatników :)) Na wypalanie laserem grawerów w szpitalach 🙂



She is ok, from what You told me, she sounds like a survivor

-Beyond, s02e01

Rozstawiłam sobie wieczorem w piątek deskę do prasowania, byłam bez dzieci, po jakimś treningu, odpaliłam Beyond (w sumie może być) i przystąpiłam do czynności, którą lubię i która mnie relaksuje. Żelazko do deski i suw… do okna i z powrotem. I rękawki…. Zrobione. Kolejne ubranko… A tu wtem: żelazko buchnęło mega smrodem, rąbek koszuli na którą wjechałam zrobił się brązowy i urządzenie zaczęło syczeć… Chwilę później już NIE prasowało. No cóż, zużywam ten AGD w tempie niezrównanym i chociaż mnie to zirytowało, to niespecjalnie zdziwiło. Wyłączyłam serial, otworzyłam strony z agd i znalazłam żelazko. Tym razem wybrałam zupełnego no name, ale ma dokładnie te parametry, które mi są potrzebne, czyli dużą moc i długi kabel. Potem tak rozważnie i świadomie wyszukałam to żelazko w porównywarkach cenowych i zamówiłam. Kurier przywiózł w poniedziałek rano i MAM.

Aaaale, jak mi tak buchnęło w nos w ten piątek to zaczęłam się zastanawiać CO rąbnie jako kolejne, bo to zawsze w duecie się sypie. I 12 godzin później zapchał mi się zlew w kuchni… To większy problem, bo ani zmywarki włączyć, ani naczyń umyć, więc do roboty zaprzęgłam Ciasteczkowego. Nagadał się DUŻO. Że ostatni raz to robi, że robiliśmy to (kręciliśmy sprężyną) już pół roku temu (true), że to wszystko moja wina, bo nie strząsam resztek z talerzy i że przy takich nawykach powinnam mieć młynek w zlewie (true). I że mieliśmy iść na łyżwy, bo znalazł lodowisko, które w marcu jest otwarte (uff 🙂

Tym niemniej jednak jakiś taki bieg mam początku tygodnia i się średnio wyrabiam. Zbliżają się urodziny Lilki i panna dostanie nowy plecak (obecny się rozpada). Wybrała go jeszcze latem jak szukałyśmy dla Łucji. Ale co ważne w tym i ciekawe: nowy plecak kupiła DZIŚ Łucja. Tzn. z moją kartą kredytową, ale wyszukując je w necie i przeprowadzając transakcję. Trochę jej zza pleców zaglądałam, czy dobrze te cyfry wpisuje, ale robiłam naleśniki i zrzuciłam to na nią. BARDZO jej się podobało, ma te konto na 12-urodziny obiecane i widać, że się doczekać nie może 🙂

Innowacja that excites

Siadłam wczoraj o ósmej rano na łóżku z kołaczącą się myślą w głowie… A co jeśli Liliana ma zieloną szkołę dokładnie w tym samym momencie, co inne ważne wydarzenie, które już jest w toku?? Pognałam na dół do kompa i zaczęłam szukać daty zielonej szkoły w e-dzienniku. I nic. Same terminy kolejnych płatności i ani jednego meila o dacie wyjazdu. Może komórka? W komórce była jedna data. Pasująca… Ale na zieloną szkołę Mieszka były już dwa terminy i do komórki mam wklepane oba… Wysłałam esemesa wychowawczyni Mieszka, która ma córkę w klasie Liliany. Kiedy 4-te klasy mają zieloną szkołę??? I uff… Jednak nic na siebie nie wpada…

Strasznie dużo mam tych dat. W tym roku przepadła już jedna wycieczka Mieszka, bo tyle już było innych rzeczy na ten dzień zaplanowanych. Na najbliższy czwartek miałam zaplanowane wyjście, a w piątek dostałam meila, że w czwartek jest wywiadówka :/ Czyli coś znowu przepadnie. W tym tygodniu ruszają rekolekcje: panny mają od środy do piątku, Mieszko we wtorek. Łucja w czwartek chce iść na warsztaty wielkanocne w Goku, a ponieważ będzie w domu wcześniej jest to możliwe. We wtorek Lilka ma wizytę u dermatologa, a w środę Mieszko robienie ozdób wielkanocnych na kiermasz (razem z rodzicem). Jak zapisuję do lekarza, to patrzę na plan lekcji konkretnego dnia, żeby nie ucinać szkoły i w ten właśnie sposób w niedzielę się zorientowałam, że bilans Liliany jest w dniu olimpiady matematycznej, która jest o innej godzinie niż klasyczny plan lekcji…

 

STOP! Zadzwoniłam do Lutki i powiedziałam jej: mamuś, czy tacie został jeszcze jakiś książkowy kalendarz na 2018? Ja muszę mieć to wszystko w jednym miejscu. NIE na lodówce, w meilach i w komórce. Albo na karteczkach w portfelu, jak zaplanowana na kwiecień kolejna wizyta u dentysty z Lilką. Muszę mieć notes, gdzie będę zapisywać daty zebrań, komunii i wycieczek. Btw. daty zebrań mamy podawane na cały rok na pierwszym zebraniu. Łucja chce żebyśmy poszły do teatru na jeden spektakl i bilety mogę kupić na maj, LECZ WPIERW muszę sobie ten maj rozpisać.

Nowy tydzień zaczynamy więc z przytupem nowego postanowienia! :)