Wypis!

Zleciało nie wiadomo kiedy! I w sumie to nie było tak źle. Łucja dziś rano obeszła piętro z cukierkami (taki jest zwyczaj wśród dzieci, które wychodzą do domu), a dwóm swoim koleżankom z pokoju dała po prezencie (silikonowym piórniku – miałam w szufladzie schowane dwa „chińczyki”: pora i niebieskiego banana).

Na wypisie nie ma informacji o tym jak przebiegła terapia, a ja w tym chaosie (bo to i wypis ze szkoły trzeba było ogarnąć, i spotkanie z rehabilitantem) lekarza nie zapytałam. Alee szła tam z diagnozą: skolioza 10%, a wychodzi cyt za terapeutą: „praktycznie prosta”. Dziewczynka, która była z nią w pokoju przyszła o kulach, a dziś wyszła bez. Pielęgniarka z piętra, z którą rozmawiałam, rozpłakała się jak to zobaczyła. Warto prostować i rehabilitować te dzieciaki, bo efekty są błyskawiczne!

Kontrola i kolejna wizyta we wrześniu.

 

Strasznie byłam przez ten miesiąc zaganiana. To jeżdżenie tam i z powrotem raz dziennie było jednak bardzo odczuwalne, ale zależało mi na tym, żeby nie czuła porzucona. Największym problem było oczywiście jedzenie Łucji.

Muszę przy tym wspomnieć o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Pewnego razu wkładałam Łucji do lodówki jogurty i odkryłam, że ma tam taki wysoki, wąski słoiczek. Zapytałam: Co to? I ona odpowiedziała: To ciocia robi takie deserki dla mnie. To jest kasza jaglana, jagody goja i coś tam jeszcze. Wszystko równiutko poukładane kolorowymi warstwami. Zapytałam: I Ty to jesz? I usłyszałam: Tak. Bardzo to jest fajne, NIE chciałoby MI się takie coś przygotowywać i tym bardziej podziwiam. Naprawdę super! 😀

<><>

Wypis Łucji zbiega się jeszcze z jedną datą. Dziś 9 lat skończyła Liliana. Pierwszą turę urodzin miała z tatą i jego częścią rodziny wczoraj. Kolejną w przyszły weekend, a jeszcze kolejną w kwietniu. Dziś wzięła do szkoły żelki, ale o świętowaniu będzie innym razem!