Fitness dla M.

Uderzyło mnie ostatnio na pływalni, że Mieszko jest taki… słaby. W sensie wiotki. Jest szczupły, ma kiepski apetyt, nie jada słodyczy i ogólnie na okrągło tkwi w tych klockach. Gimnastykę ma w przedszkolu 2x w tygodniu po 30 minut i żadnych zajęć dodatkowych. Fajne wypatrzyłam to karate, lecz to wprowadzę od września. Dziewczyny chociaż szczupłe to sportu maja dużo. W-f 5 x w tygodniu, 3x w tygodniu taniec, no i basen. A młody na basenie zamarza. Po 10 minutach szczęka zębami i nie jest w stanie w wodzie utrzymać napiętego brzucha.

Postanowiłam więc wprowadzić mu poranna gimnastykę. Jemu samemu pomysł się spodobał, więc jak ułożę plan 10 minutowej rozgrzewki, wprowadzimy go. Chciałabym też skonsultować to z jakimś dziecięcym terapeutą, ale do takich akurat mam teraz łatwy dostęp, bo przecież codziennie jestem u Łucji.

Jest coś takiego jak KALISTENIKA, czyli fitness z wykorzystaniem wyłącznie mocy własnego ciała. Bez żadnych obciążeń dodatkowych. Czyli pompki, przysiady, mostek, podciąganie (odpada, bo nie mamy drążka). Na tym chętnie bym taki plan oparła.

TO co już mam wygląda tak:

Gimnastykę należy zacząć od ćwiczeń rozgrzewających, należy więc wykonywać krążenia głową, ramionami, łokciami, nadgarstkami i kolanami. Ruchy nie mogą być gwałtowne. Ćwiczenia wykonujemy powoli. Następnie przechodzimy do truchtu w miejscu, wykopów nóg, skłonów. Można wykonać kilka brzuszków, przysiadów. Polecane są tez nożyce i rowerek.

Ale chcę to rozpisać na ilość powtórzeń oraz widełki czasowe. I wtedy Wam wkleję 🙂