Popielcowa

Tak przejrzałam mojego bloga i ostatnio same nudy… Albo dzieci, albo fitness, albo placki ziemniaczane… Więc przyszło mi do głowy, że w ramach pewnej dozy pikanterii, w ramach odidealnienia mnie, zrobię Wam taki coming out z Radeczkiem… Kretyńska historia bez happy endu 😉

No więc jakoś rok temu, na wiosnę… zaczęłam sobie pisać esemesy z instruktorem pływania dziewczyn. Pisaliśmy już wcześniej: przed zajęciami, po zajęciach, jakieś tam suche komentarze dotyczące dzieci. I nagle pewnego dnia łupnęło i esemesy zaczęły iść ostrzejsze. Nie to, że coś narastało. Bum, jednego dnia, tematyka zrobiła się MONO i to od razu w wersji XXX. Ja go tytułowałam Klusek, a on pisał mi swoich fantazjach. Było o trzymaniu rąk w majtkach i pogadanki o Twardym. Sexting klasy 1-szo ligowej. Dużo tego było i to były naprawdę maksymalne. No i tak nam zeszło do wakacji. 

Ale zanim zaczęły się wakacje spotkaliśmy się… Środek dnia, samo południe, zielony skwer przy bocznej ulicy. Ja akurat jechałam do prawnika, on wyszedł z galerii handlowej, bo kupował perfumy na dzień ojca dla swojego taty. Btw. okazało się, że ma naprawdę super auto. To był kwadrans, kiedy nic wielkiego się nie wydarzyło, ale powiem Wam, że w życiu na żadnym facecie nie wywarłam TAKIEGO wrażenia. To było coś niesamowitego. I nie ukrywam, że to była strasznie nakręcająca mnie akcja, bo on w końcu jest nie dość, że przystojny, to lat ma 26, a ja co tu kryć, jestem rocznik ’74… 🙂

Niemniej jednak przygoda zakończyła się moim podsumowaniem, że jeśli NIE będzie miał dziewczyny, to możemy spróbować. Ja jestem sama i wie jak mnie znaleźć. Bo on kogoś miał.

 

Nadszedł wrzesień. Basen przejął Diabli i sytuacja wyglądała na zakończoną… Czasem pisałam o tym co dzieci mówiły, ale ogólnie była cisza. Prawie, bo czasem w nocy dostawałam od niego wiadomości.

W listopadzie był taki wieczór kumulacji. A może to był grudzień? Poznałam innego gościa, który po takim rozpędzie sondującym drugą osobę, wyznał mi, że NIE może się ze mną związać. Że TA odpowiedzialność to jest coś, czego w tej chwili nie udźwignie. Wiem o moich ograniczeniach (trójka dzieci +wiek) i w sumie to chwała mu za szczerość. Prawda boli, ale jest bezcenna. Ale dupek jest i miałam tego wieczora doła.

I wtedy przyszła kolejna nocna wiadomość na komórkę… Że „wyszedł właśnie z domu”. Niewiele myśląc odpisałam: „Przyjedź do mnie.” I tu się zaczął dym. Bo wyszło na to, że nocne esemesy wysyłała jego dziewczyna… Przygoda skończyła się wielką awanturą, gość już dzieci nie uczy, a jego numer zablokowałam. Ale cieszę się, że ten epizod się pojawił. Chyba zresztą mi się nie dziwicie… To był wspaniały okład na moją próżność i samoocenę.