ostatni dzień marca

Tydzień rozpoczęliśmy od zdjęcia Mieszkowi rajstop. Przyzwyczaił się do tej ciepłoty pod spodniami i nie bardzo chciał z nich rezygnować. Jak szliśmy w poniedziałek rano od auta do przedszkola to powiedział: Zimno. Chyba jeszcze nie powinienem ich ściągać. Ale za to jak go odbierałam… to rozmowa była JUŻ inna:

  • I jak było bez rajstop?
  • Dobrze.
  • Możemy jutro NIE zakładać?
  • Tak. A wiesz mamo pisaliśmy dzisiaj z Oskarem i Mikołajem i Tymkiem słowa na P.
  • I jakie wypisaliście?
  • Polska, Pitchatchu, Pitchu i Pokeball. A Tymek powiedział jedno brzydkie słowo na literę P. Wiesz jakie?
  • Wiem. Albo nie. Jakie?
  • P-U-P-A.

:)) Jakby nie było z końcem marca rajstopy powędrowały głęboko do szuflady!

Zaczynam kolejny weekend bez dzieci. Ale tym razem nie sportowo, bo muszę pojechać do dziadków. Wygląda na to, że się w końcu przeprowadzą i chcę im pomóc zapakować mój stary pokój. Kompa nie biorę, bo pewnie i tak będzie chaos, więc kolejny wpis w niedzielę. Nie zapomnijcie natomiast zrobić jutro komuś śmieszny żarcik! 🙂

<><>

Mam dla Was niezłego smaczka… 😉 Otóż mam dowód mojego treningu z kettlami. To jest coś co robię w piątki wieczorami. Kettle czyli ciężarki z rączką są bardzo popularne w Rosji. To część obowiązkowego treningu jak przechodziło się w sovieckiej armii i uzupełnienia treningowego sportowców (eliminują słabe elementy w przygotowaniu atletycznym). Ale używano ich już w starożytnej Grecji. Tyle pięknej teorii, a teraz obejrzyjcie sobie żenujący filmik jak czaruję instruktora 🙂 I ten odrzut włosów do tyłu…

dzień ogórkowej i placków ziemniaczanych

Wieczór. Wanna. Cała trójka mieści się jeszcze razem. I CZASEM właduję się do nich ja. Robi się wtedy ciasno. Nogi przeplatają się nam jak na plaży w Top Secret i nie bardzo wiadomo czyja jest czyja.

  • AAAA!!!- wykrzyknęła Łucja- KTOŚ mi złamał nogę!
  • Nie ma takiej możliwości Łucza – odpowiedziałam – Po za tym ja nie znam żadnego lekarza, do którego mogę w nocy zadzwonić.

I tu włączyła się Lilka, która była w ostatni piątek w domu..

  • Mama ZNA listonosza.

Wkleję Wam ten fragment z Top Secret, bo może nie wszyscy pamiętają. To była pierwsza z tych absurdalnych komedii, które im więcej razy oglądałeś tym ci się wydawały śmieszniejsze 🙂

<<>>

Na tych moich biegowych treningach jest naprawdę zabawnie. Wczoraj dwie babki gadały o różnych biegach (tam wszyscy już młócą pół maratony, a na biegi to po całej Polsce jeżdżą) i jedna mówi do drugiej:

  • Myślałam o tym Spartan Race, ale głupio tak potem do tramwaju iść z oszczepem.

🙂 I kometa nam nad głowami przeleciała. Szybko pomarzyłam sobie życzenie! 🙂

kwiatki i KWIATKI

Jadę z Mieszkiem do przedszkola. Zbliża się pełna godzina, więc na każdej stacji albo reklamy, albo gadające głowy. I tak przesuwam, i przesuwam, w kółko po tych samych i jest! Podgłośniłam, uchyliłam okno i słyszę z tyłu:

  • Mamoooo…

Wyłączyłam radio.

  • O co chodzi? Mów.
  • Czy Ty też czujesz magię wiosny?
  • Czuję. Czy mogę już włączyć?
  • Tak.

🙂 Cały marzec mam jakieś kwiaty w domu, a to z dnia kobiet, a to żonkile, który były przy kasach, a to kwiatki jakie dostała Liliana na urodziny. Normalnie nie mam kiedy po bazie pójść! 🙂

A na basenie sukces. Utargowałam stawkę niższą niż była z Radeczkiem 🙂 Nie musiał mi aż tak obniżać, byłam gotowa na pełną, ale chciał mi tak pomóc. Super. Nie broniłam się. Potem jeszcze opowiedział zabawną historię jak uczył Azjatów pływać (gość jest również instruktorem anglojęzycznym). Uśmiałam się, a potem dostrzegłam jak zazdrosny Klusek patrzy na nas z drugiego końca basenu 😀 Bardzo mu tak dobrze!

W szkole ruszyły rekolekcje, więc znowu jest chaos z godzinami zajęć. Liliana razem innymi klasami 1-3 ma na rano, Łucja na popołudnie. Ale to tylko do piątku!

oślepieni (słońcem)

Szłyśmy z Łucją do szkoły. Panna ma dziś wycieczkę i musiała być w szkole wcześniej.

  • Mamo… A dlaczego jak czasem idę do szkoły, tak rano, to są dzieci, które idą w przeciwnym kierunku?
  • To chłopcy?
  • Tak.
  • Ich sposób myślenia jest inny. Oni idą po kumpla, albo coś zapomnieli… Nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć 🙂

<>><<>

Włosy muszę pofarbować, bo ze słońcem takie się sianowate zrobiły, ale to jutro bo dziś jadę na basen z dzieciakami, a to zawsze w tej wodzie kolor się trochę spłukuje. Mam nowy kostium z dekoltem prawie do pępka (z dużym PRAWIE 😉 i będę negocjować stawkę za kwiecień 🙂

Oto i nasz drugi wianek. Chabazie i kurczak. Kurczak trochę demoniczny, ale robiła go Liliana…

Wersja z wczoraj bez kurczaka i z dziś, po doklejeniu ptaka!

w ogródku

Ściągałam buty i przyłapał mnie Mieszko:

  • Mamo, Ty masz takie piękne stopy!

:)Taaaa… Schodzi mi paznokieć i muszę zacząć ścierać pozimowe pięty. Ale… przy takim wsparciu…

<>

Wyszłam dziś do ogródka. Za wiele jeszcze nie można robić, ale zgrabiłam trochę liści. A zaraz za mną wylała się stonka… LILA, nie zrywaj mi krokusów!!!

<><>

I wiankownia. Pierwszy- piórkowy, już poleciał do dziadków. W drugim musimy jeszcze jedną rzecz doczepić i pokażę jutro 🙂

No, to dziewiąte!

Geniusz, kokietka i neurotyczna niespodzianka. Wszyscy jej ustępują i wszyscy się jej boją. Mistrzyni w ignorowaniu innych, a jednocześnie arcytalent w wyczuwaniu emocji innych. Rozmowy z nią są zawsze odkrywcze i zawsze bardzo mądre. Btw. lingwistycznie jest tak uwrażliwiona, że jak leci piosenka po angielsku w radiu, to potrafi wyizolować poszczególne słowa. I uśmiecha się do jedzenia. Ach, i ma dość wysoką samoocenę, co bardzo mnie cieszy. Na chwilę obecną planuje posiadać wielką farmę, gdzie będzie mieć psy, koty, świnki i… lisy 🙂

Pierwszy etap urodzin był w niedzielę z tatą, kolejny w poniedziałek w szkole, gdy zaniosła wielki pojemnik żelków, a trzeci dzisiaj. Dziadki i wujek z ciocią. Ode mnie dostała złote buty kilka dni temu, a dziś doszły jej kolejne cudowne rzeczy. Chciała też pióro, ale takie w babeczki, jak mają wszystkie dziewczyny w klasie. Też już je ma.

No to, STO LAT LILU!

I wdech… I głęboki wyyydech….

W ramach usportowiania dzieci wybraliśmy się dziś na jogę! Fanką jogi jest (być może pamiętacie?) Liliana i ona czuła się w tych asanach jak ryba w wodzie. Dla nas pozycje wojownika, lwa, kota, psa, wielbłąda były większą nowością, ale podobało się nam! Nie zabrakło zabawy, wykładu o hatha-jodze i ćwiczeń z oddychania. SUPER! Na głębokim wdechu jedziemy dalej z tą wiosną! 🙂

<><>

Spotkałam w sklepie sąsiada… I zapytał mnie:

  • Pani Justyno, pani ma kota?
  • Jak leje to nie mój.
  • Rudy?
  • Nie biało-czarny.
  • Tego rudego bym zabił.

:)

zagracanie

Związek z moim listonoszem przypomina harlequinowy romans… Trzeba zacząć od tego, że pojawia się raz na 3 tygodnie i tego dnia czuję się jak w Ameryce, bo zasypuje mnie górą przesyłek i korespondencji. Ja wtedy wchodzę w fazę Aaaaa i wykrzykuję:

  • I to też dla mnie? I to?!! Pan jest jak Mikołaj!  Mówili w radiu, że pracownicy poczty strajkują i bałam się, że Pan też!
  • To nie moje związki zawodowe. Czemu tyle nazamawiała?
  • To też dla mnie??

Po zakończeniu fazy ekscytacji zadaję nieuchronne:

  • To już wszystko? Jeszcze na sporo czekam.
  • Nic więcej nie było. Będę za trzy tygodnie.
  • A może tak w przyszłym tygodniu?
  • Tak, to każdy by chciał.

Lecz dziś był i przyniósł mi sporo zaległości. Nowe gacie do biegania, nieważne kupony rabatowe do sklepów kosmetycznych (do 12 marca), kostiumy kąpielowe dla mnie i dzieciaków (i na basen i na lato), coś tam na urodziny Liliany, sztuczne rzęsy… Aż chce się zamawiać. Btw. jeśli kupujecie chińczyki to za tydzień będą jakieś mid-sales. I to będzie taki dzień jak 11.11, że cała masa rabatów się pojawi.

<><>

Cały czas NIE przygotowałam trasy domowych ćwiczeń dla Łucji. Aaale mam już piłkę (średnica 45), która jest użytkowana non-stop. To taki puff przed-telewizyjny, na którym dzieciaki się turlają i podskakują.

wiosenne plany

Łucja wpadła do kuchni i znienacka mnie przytuliła:

  • O jak miło! Jak nazwałabyś to co zrobiłyśmy?
  • Przytulas z mamą!
  • Ślicznie.

Dwie minuty później z góry zdematerializowała się Lilka.

  • Lilu, przytulmy się!
  • Tak! Piękna mama i jej jeszcze piękniejsza córka!
  • Chciałabyś!

🙂

Ruszyliśmy z przygotowaniami do komunii Lilki. Impreza jest pod koniec maja, ale w sumie to nic nie było załatwione. Podpisana została dziś umowa w knajpie na katering i wybrałyśmy z Lilką w necie zaproszenia (chciałabym je wrzucić do kopert z kartkami Wielkanocnymi). Na początku kwietnia będą do odbioru sukienki wybrane przez Komunijną Radę Rodziców i próby w kościele. Tort będę zamawiać dopiero w maju i właściwie to organizacją zajmę się dopiero wtedy. W kwietniu będzie impreza urodzinowa Lilki (walczę z nią, że NIE może zaprosić całej klasy ;), no i Wielkanoc (NIE mam pomysłu na Zajączka). Po drodze mam jakiś bieg i ochotę by zapisać się na jeszcze jeden by przed alergią (koniec maja) porównać wyniki… Czasie zwolnij! :)

Słyszałem, że jedynym sposobem, żeby zwalczyć swoje demony, jest wybrać się w podróż do ich piekła.

– Grimmowie

Mam taki odruch, że przed snem odwijam dzieciom rożek w kołdrze. Kąpią się i ja wtedy każdemu tak zakładam pościel 🙂 I przez ten miesiąc kiedy Łucji nie było, automatycznie też jej odwijałam i chwilę później z powrotem prostowałam :0 I kolejny wieczór minął na przyjemnym zdumieniu, że już MAM komplet w domu 🙂

<><>

Wlazłam gołą stopą to COŚ małego i TWARDEGO. I kwadratowego. Więc krzyczę:

  • Aaaaa!!!!!!AAAAAAAAAaaaa!!!!

Jak już przestałam, to słyszę jak w pokoju obok Liliana mówi do Mieszka:

  • Mama, znowu weszła na klocka.

🙂