Pobiegłam w biegu:) PIĘĆ kilometrów. W czasie nie rekordowym, bo w pół godziny, ale było na maxa gorąco, jestem przeziębiona, no i wczoraj wieczorem pojawił się zaplanowany na ten tydzień okres 😉 Rano dokoksowałam się więc na stacji benzynowej dwiema kawami i tabletkami przeciwbólowymi i ruszyłam w stronę przygody!
Impreza była fantastyczna. To było energetyczne, pozytywne i mocne. Koszulki startowe były różowe, biegłyśmy ponad dwutysięczną różową falą (to był bieg tylko dla kobiet) i cudowne były okrzyki po drodze („Pani w różowym brawo!”– bo wszystkie byłyśmy różowe). Naprawdę baaardzo przyjemna była wodna kurtyna na 4 kilometrze (a podobno to był bieg DLA KOBIET??). Przed startem rozgrzewkę poprowadził zumbo-guru i koleś był też ekstremalnie pozytywny („Ja tak mogę całą noc dziewczyny, a WY?”) i co ciekawe większość uczestniczek zumbo-choreografie kojarzyła. Mam medal (jak każda uczestniczka), który jest ciężki, bo pokryty srebrem. Mój pierwszy medal, który Łucja skwitowała: Phi, ja mam już dwa. I to złote :))
Ten bieg to było takie doładowanie, że teraz siedzę i myślę,kiedy znowu pobiegnę? Biegać, biegać, biegać, bo to jest wspaniałe!


